Pośpiech tylko sprzyja niedoróbkom

Marek Stankiewicz

Marek Stankiewicz

Demokracja i ordynacja wyborcza to są dwie różne rzeczy. Demokracja to jest sposób rozstrzygania większością głosów o tym, co wybrać, gdy ludzie różnią się poglądami, a nie o tym, co lepsze i kto ma rację. Przypominam o tym tylko dla porządku i wstrzymuję oddech aż do marca, kiedy drużynie ministra Radziwiłła stuknie pierwszych sto dni urzędowania. Gadania na wyrost mamy w mediach aż nadto.

Oczekiwania przestawienia służby zdrowia z głowy na nogi są olbrzymie. W Europejskim Konsumenckim Indeksie Zdrowia, który ocenia co roku z perspektywy pacjenta systemy ochrony zdrowia w 35 krajach Europy, Polska zajmuje przedostatnie miejsce. Ten ranking, uważany za standard branżowy monitorowania opieki zdrowotnej, dostarcza nam co roku cennej wiedzy o najlepszych europejskich wzorcach opieki zdrowotnej. Najlepiej uczyć się na cudzych błędach i czerpać inspirację ze sprawdzonych wzorców. W raporcie za 2015 rok podkreśla się między innymi, że system ochrony zdrowia bez kolejek jest z natury tańszy niż ten z listą oczekujących pacjentów. Od wielu lat liderem rankingu jest Holandia. Jej przykład daje jasną lekcję: „odsuńcie polityków i innych amatorów od podejmowania decyzji w ochronie zdrowia” – tak czytamy w raporcie za 2015 rok.

Ale polityka arbitralnych decyzji podejmowanych pod osłoną nocy zamiast nas łączyć może tylko zwiększać dystans między uczestnikami systemu ochrony zdrowia. Wciąż mam nadzieję, że pamięta o tym Konstanty Radziwiłł. Ochrona zdrowia jest specyficzną dziedziną życia publicznego, w której realizacja zasad uważanych głównie przez siebie za słuszne może niechybnie okazać się przeciwskuteczna.

 

Kiedy leki dla seniorów?

Sztandarowa zapowiedź Prawa i Sprawiedliwości z kampanii wyborczej – darmowe leki dla seniorów – spędza ministrom i urzędnikom z Miodowej sen z powiek. Jednego mogą być pewni: będą z tego rozliczani. Szybko listy darmowych leków dla seniorów nie poznamy, a resort zapewnia, że to przez zwykły proces legislacyjny. – Jest szansa, żeby ustawę przyjąć w ciągu dwóch – trzech miesięcy. Faktycznie wejdzie ona w życie, kiedy ogłosimy listę leków – mówi Radziwiłł i dodaje, że na pewno nie nastąpi to w pierwszej połowie roku.

 

Ludzie muszą poczuć sens zmian

Narodowy Fundusz Zdrowia, który rządząca lewica przed 15 laty uznała za panaceum na prawie wszystko, ciężko sobie nagrabił w środowisku medycznym. Jest uważany za uzurpatora sytemu ochrony zdrowia. Podobno jego losy są już przesądzone. Ale okazuje się, że łatwiej jest wygasić Trybunał Konstytucyjny niż przenieść zadania finansowania ochrony zdrowia do urzędów wojewódzkich. Zresztą nikt jeszcze nie udowodnił, dlaczego taka zmiana będzie dobrodziejstwem. Przecież od przekładania z szuflady do szuflady pieniędzy nie przybywa. A lansowany w ostatnich latach mit o uszczelnianiu kasy państwowej już dostatecznie dobitnie ośmieszyło samo życie. Zmiana szyldu to humbug,
w dodatku kosztowny, bo wojewoda będzie musiał utworzyć nowe biuro i zatrudnić pracowników. Mam nadzieję, że przynajmniej według klucza kompetencji eksperckich, a nie koneksji towarzyskich i partyjnych.

Ewolucyjna koncepcja sanacji systemu finansowania ze środków publicznych zaproponowana przez ministra Radziwiłła jest ciekawa i racjonalna. Nie jestem tylko pewien, czy spodoba się w jego politycznym zapleczu. Służbie zdrowia trzeba dać szansę na przeprowadzenie zmian w sposób spokojny i konsekwentny. Reformatorzy muszą mieć czas na przekonanie głównych aktorów na polskiej arenie medycznej, że te zmiany mają sens. Bo ułatwiają pacjentom dostęp do lekarzy, a lekarzom pozostawiają więcej czasu dla pacjentów, niż dla doprowadzonej dziś do obłędu biurokracji i sprawozdawczości dla NFZ. Pośpiech sprzyja niedoróbkom. Nic tak nie boli lekarzy i pielęgniarek, jak uporczywe okazywanie im braku zaufania przez świat polityki.

 

Najpierw porządek, potem zmiany

Zima za oknami, a nawet wróble ćwierkają, że pacjenci będą mogli z własnej kieszeni dopłacać w szpitalach do wyższej jakości świadczeń. Do tej pory polityka ministerstwa i NFZ była dokładnie odwrotna. Ci, którzy pobierali od pacjentów opłaty, mieli problemy z prawem i tracili kontrakty. Kilka lat temu słynny stał się przykład soczewek wszczepianych przy leczeniu zaćmy. Jedna z klinik pobierała od pacjentów dopłaty do soczewek wyższej klasy. Pacjenci pokrywali z własnej kieszeni różnicę między ceną, a tym, co oferował NFZ. Sprawą zajęła się prokuratura, a klinika straciła kontrakt. Teraz ma być zupełnie inaczej.

Wiceminister zdrowia Krzysztof Łanda wyznał na falach Radia TokFM, że punktem wyjścia bez którego nie da się takich zmian przeprowadzić, ma być zmiana koszyka świadczeń gwarantowanych. Na razie nikt nie jest mi w stanie powiedzieć, co jest poza koszykiem. Dlaczego? Bo ten koszyk przypomina ugór, a nie dobrze zaorane pole. Najpierw porządek, potem zmiany – przekonuje Łanda.

 

Więcej wzajemnego zaufania

 Pamiętamy ekspresowe tempo prac nad niesławnej pamięci pakietem kolejkowym, w którym aż roiło się od fundamentalnych błędów. Rozwydrzenie, nonszalancja i zuchwałość
politycznych ojców pakietu, jak również kpina z życzliwych ostrzeżeń ze świata medycyny zaprowadziły nas tam, gdzie dziś gołym okiem widać, że kolejki w POZ na pewno się zwiększyły.

W ochronie zdrowia potrzeba więcej wzajemnego zaufania. Teraz lekarze będą mogli bez obaw kierować pacjentów do szybkiej diagnostyki. Resort zdrowia chce znieść kary dla tych medyków, którzy często niesłusznie podejrzewali chorobę. Wskaźnik wykrywalności nowotworów ma bezpowrotnie zniknąć. Być może wzrośnie liczba wydawanych kart, ale będzie to pozytywny wzrost, na którym skorzystają pacjenci – zapewnia wiceminister zdrowia Piotr Warczyński. Wiele wskazuje na to, że resort tym razem zgodzi się na likwidację lub ograniczenie do minimum papierowej wersji kart DiLO. Przecież istotą jest raportowanie początku i końca poszczególnych etapów diagnostyki i leczenia. No i może wreszcie nadszedł czas, aby odbywało się to wyłącznie elektronicznie. Bardzo dobra wiadomość dla pacjentów i ich bliskich jest taka, że resort zdrowia chce, aby NFZ zniósł limity na leczenie bólu, a także opiekę paliatywną i hospicyjną dla wszystkich pacjentów. A to oznacza, że placówki medyczne będą mogły przyjmować chorych, nie martwiąc się o zapłatę za nadwykonania.

 

Ekonomizacja znokautuje medycynę

Dobrymi chęciami wybrukowane jest piekło. Ale dobrą zmianę, lub zamianę złego na dobre, którą pozytywnie odczują pacjenci, i która zdejmie z lekarzy jarzmo biurokracji, trzeba zjednoczonymi siłami eksperckimi wykuwać niekiedy miesiącami, a nawet latami.

Nieuleczalną wciąż chorobą systemu ochrony zdrowia w Polsce pozostaje lekceważenie epidemiologii i demografii, a wyróżnianie ekonomizacji, czyli czynienia za wszelką cenę czegoś jeszcze bardziej oszczędnym. Nie mylić z ekonomią, która jest motorem postępu i zajmuje się badaniem tego, jak dojrzałe i mądre społeczeństwo wykorzystuje swoje ograniczone zasoby, aby w jak najlepszym stopniu zaspokoić swoje potrzeby. Ekonomizacja w polskiej medycynie ma się tak do ekonomii jak bóstwo do ubóstwa.

Marek Stankiewicz