Pamiętnik znaleziony w szpitalnej szafce

(serial prawie codzienny)

 

12 kwietnia

Dzisiaj dowiedziałem się, że podobno w naszej służbie zdrowia działa jakiś system EWU-ś. Jakby wprowadzili jeszcze system ADAMU-ś, to byłoby nam pewnie jak w raju. Sąsiad, malkontent z dostawki pod brudownikiem mówi, że chyba raczej jak w ryju. No, jak się patrzy na oblicze tej naszej służby zdrowia, to rzeczywiście może mieć trochę racji. A może i nie trochę.

 

13 kwietnia

Oglądałem telewizję. Było płatne ogłoszenie wyborcze (płatnika nie podano) jakiegoś kandydata na jakiś duży urząd, a w nim między licznymi optymistycznymi obietnicami prorodzinne hasło – „WIĘCEJ ŻŁOBKÓW!”. Sprytnie. Przecież jak się podzieli obecne żłoby na żłobki, to więcej tych małych zaradnych się przy nich zmieści, łącznie z najbliższą rodziną w ramach priorytetowej polityki prorodzinnej. I znowu będziemy musieli to przetrwać. Trudno – był i jest Sejm, ale sejmiki na wszelki wypadek też porobili. Dawne województwa też rozmnożyli. A ilu marszałków przez to nam przybyło. A kiedyś jeden Piłsudski wystarczył. Tylko patrzeć, jak pensje jeszcze bardziej na pensyjki podzielą. I nie dziwmy się, bo coraz więcej nas dzieli niż łączy. Dzisiaj znienacka cewnik też mi odłączyli. Też chyba w ramach tego trendu, a może raczej tryndu! „DZIEL I RZĄDŹ” to znana maksyma, ale nie w naszym narodowym wydaniu. Bo dzielić – to jedno, a rządzić – to drugie. A to drugie trzeba umieć.

 

17 kwietnia

Miałem rektoskopię. Przez pomyłkę, bo się z sąsiadem na dostawkę zamieniłem. Podobno zabieg się udał. Całe szczęście, bo różnie człowiekowi w życiu, lub jak mówią na Śląsku – w rzyci, może się trafić. U mnie trafili. Nie było miło, ale myślę, że Azja Tuhajbejowicz miał na pewno gorzej. I bez znieczulenia. Ja też. Zastanawiam się, co oni chcieli tam zobaczyć? Przecież przy przyjęciu powiedziałem otwarcie, gdzie mam już wszystko. Może chcieli sprawdzić?

 

22 kwietnia

Obchodziłem urodziny. Głównie po korytarzu, bo mi się stelaż w łóżku załamał. Do jutra mają naprawić. Można się załamać.

 

23 kwietnia

W urywku gazety wiszącej na gwoździu w ubikacji przeczytałem, że „WSZYSCY LEKARZE LUBIĄ KASĘ CHORYCH”. O co tu chodzi? Przecież już nie ma Kas Chorych, jest Narodowy Fundusz Zdrowia. Zapytałem o to doktora, ale nic nie odpowiedział. Dziwne. A przedtem tak zachęcająco mówił, że wszystko może być dobrze i że dużo ode mnie zależy.

 

26 kwietnia

Był u mnie kapelan szpitalny. Już trzeci raz. I trzeci raz popatrzył na mnie ze współczuciem – i poszedł. O co chodzi, że tak chodzi? Może wyglądam na potencjalnego klienta, albo może kapelan od kogoś z personelu coś wie? W końcu w ramach klauzuli sumienia tajemnica lekarska nadal jest daleko po tajemnicy powszechnej spowiedzi. A w szpitalu przy przyjęciu wstępny wywiad robią. Wywiad? Ludzie, uczcie się, jak to trzeba robić. Od tylu wieków to się sprawdza, to warto się nauczyć. Trochę się zdenerwowałem. Poprosiłem o coś uspokajającego. Nic nie dostałem. Trochę się uspokoiłem.

 

27 kwietnia

Wieczorem jak zawsze międzyłóżkowy korytarzowy ciąg dyskusji politycznych. Tym razem o wyborach. Sąsiad spod ubikacji twierdził, że wybory to bardzo niebezpieczna rzecz, bo jeden jego znajomy z radości po poprzednich oszalał. Najpierw zagłosował jak chciał, nie zauważył, że wybrali kogo chcieli, rano zachwycony, pełen wiary w tę obiecaną, jasną przyszłość wyszedł na ulicę, patrzy – a tu nadal brud, syf, głupota, chamstwo, bezprawie, nędza, i oszalał! Nie rozumieliśmy, dlaczego akurat z radości, ale okazało się, że z Radości to on był, z takiego przysiółka koło Warszawy, a oszalał normalnie – z poniedziałku. Muszę zadzwonić do znajomych. W Wesołej mieszkają.

 

30 kwietnia

Nadal leżę. Kapelan może mieć rację. Chyba jednak nie jest ze mną dobrze, bo gdyby było choć trochę lepiej, to już by mnie wypisali. W końcu, ile łóżek na korytarzu można zmieścić