Pamiętnik znaleziony w szpitalnej szafce

18 lutego

Jestem chory, swoje lata mam, pamięć o minionych czasach też, więc nie kibicuję żadnej drużynie w obecnych rozgrywkach na tym maglarsko-politycznym boisku. Ale wszystkim zaangażowanym i dopingującym tych, czy tamtych życzę, żeby niedługo do kultowego już zawołania – „POLSKA!!! BIAŁO-CZERWONI!!!” nie musieli dodawać – „ZE WSTYDU!”. Albo słuchać jak świat to mówi. Wziąłem relanium. Ukradkiem, bo akurat w dyżurce nikogo nie było. Teraz żałuję, że nie wziąłem więcej.

 

21 lutego

Ktoś włączył TVP 1. Na krótko, bo sąsiad spod drzwi się zdenerwował, zakomunikował, że PIStacji nie będzie oglądał i wyłączył. Nikt nie protestował. Ja też. Ale określenie „PIStacja” trafne i nawet ładne. Może to przez ten obiektywizm, tę bezstronność, rzetelność, prawdomówność i troskę o intelektualny poziom emitowanych programów. No, to tylko patrzeć, jak zamiast serialu „OJCIEC MATEUSZ” będziemy mieli dużo lepszy, bardziej finezyjny, dokładniej przemyślany, znacznie lepiej dofinansowywany i zawsze dla jednego bogato i dobrze się kończący serial „OJCIEC TADEUSZ”. Może z wodowytryskiem nawet. I może nawet z geotermalnym. A jeśli nie, to gołoterminalnym, zwłaszcza jeśli chodzi o koszty społeczne.

I na pewno w ramach abonamentu telewizyjnego będziemy na to się składali, bez oglądania też. W końcu ojciec to ojciec, a nadzieja matką głupich.

 

25 lutego

Ta telewizja coraz gorzej robi mi na rozum, a leżę przecież z powodu prostaty. Różnica odległości spora, ale jednak jakaś zależność organów musi być, bo co obejrzę w tej telewizji, to mi się udziela. Sik-przerwa-sik-przerwa. Może to przez te reklamy. Ale chyba nie tylko. Wczoraj przed kamerami wystąpiła jedna znana Pani Profesor, tym razem w obronie cyrków.

Pani w przerwie między jedną, a drugą sałatką obwieściła, że cyrk nie może funkcjonować bez zwierząt, bo tresura jest kwintesencją i ozdobą każdego cyrku. I z tym bym się zgodził, bo to widać i słychać. Po pani Profesor też. Ale daru działania na mózg i prostatę pani Profesor odmówić nie można. Cewnikować mnie musieli, bo tak mnie zatkało. Z podziwu pewnie.

 

28 lutego

Zadzwonił do mnie mój przyjaciel Bolek. Cały roztrzęsiony, spanikowany, wystraszony i rozżalony, że mu rodzice tak na imię dali. Próbowałem mu wytłumaczyć, że nie wszystkich Bolków się teraz czepiają, tylko na razie jednego, poza tym Bolek to on jest dla nas, a oficjalnie w papierach jest Bolesław. A on mi na to – „To, że jestem Bolek dla was, to nie znaczy, że nie mogę być Bolkiem dla nich i Bolesław to nie jest żadne alibi! Zobaczysz – Chrobrego i Krzywoustego też prędzej czy później wezmą pod lupę, może nawet wykopią! Z Pocztu Królów Polskich też! Przecież wroga trzeba mieć, a jak nie to stworzyć, żeby gada wytropić, ujawnić, dopaść i zniszczyć!”. Ja mu na to, że to niedorzeczność, a on – „Niedorzeczność to może być w normalności, ale tu niedorzeczność może być do rzeczy! Zwłaszcza „DO RZECZY”, mówiąc po imieniu!”… Pomyślałem, że na szczęście ja mam na pierwsze Jan!… Ale… O Boże, na drugie mam Aleksander! A jak następny będzie „Olek”?… A tak może być!…

 

1 marca

Wczoraj znalazłem na korytarzu jakiś urzędowy kwitek z wysokością wynagrodzenia któregoś z doktorów. Dużo tego nie było. Porównałem to z tym, co dostają na przykład piłkarze i pomyślałem – lekarza wynagradza się za zapobieganie oddalające zakopanie, a piłkarza odwrotnie – za pobieganie i za kopanie. W wynagrodzeniu też odwrotnie. I to bardzo. Jest paradoks?! Jest! Ale jaka życiowa, praktyczna wskazówka dla młodzieży.

 

3 marca

Jak tak dalej pójdzie i ci geniusze od reorganizacji Służby Zdrowia wreszcie wszystkie już szpitale w Lublinie połączą, to na planie miasta pojawi się pewnie genialny, mozolnie konstruowany twór pod nazwą LUBELSKA DZIELNICA SZPITALNA. I to podobno ma rozwiązać problem dostępności usług medycznych. „Podobno” nie znaczy „na pewno”, ale na pewno tak podobno może być. A jak może to na pewno będzie. Na razie jest jak jest. Dzisiaj przyjęto na oddział czterech, wypisano jednego. Niedługo korytarza zabraknie, albo piętrowo będą musieli kłaść. Jeszcze parking szpitalny zostaje, ale płatny, a NFZ na razie tego nie zamierza refundować, bo namioty trzeba by było kupić. Chyba że każdy chory przyniesie swój. I będzie piknik, albo jak zwykle raczej PIC – NIC!

 

4 marca

Oj, Janosikowe czasy nadchodzą. Tylko patrzeć, jak wielu zawiśnie za ziobro, bo akcja szukania haka na każdego rozwija się dynamicznie i można mieć dużą pewność, że – „JUŻ NIKT NIGDY PRZEZ TEGO PANA STRACHU POZBAWIONY NIE BĘDZIE!”.

 

5 marca

Chodzi mi po głowie zmiana sztandarowego hasła – „DOBRA ZMIANA”.

Może by tak – „No DOBRA!… I ZMIANA!!!” I to jak najszybciej, zanim się jeszcze bardziej na dobre zmieni.

Irosław Szymański