Nie tkwij we współuzależnieniu

Rozmowy terapeutyczne

z psycholog Wiesławą Brodacką, specjalistką terapii uzależnień Wojewódzkiego Ośrodka Terapii Uzależnień i Współuzależnień w Lublinie, rozmawia Anna Augustowska

 

  • O osobach żyjących w bliskich relacjach z osobą uzależnioną mówi się, że są współuzależnione, a przecież nie piją alkoholu, nie stosują środków psychoaktywnych. Co to więc jest współuzależnienie?

– Zacznijmy od tego, że współuzależnienie nie jest chorobą (w przeciwieństwie do uzależnienia). Jest wadliwym sposobem przystosowania się do silnie stresującej sytuacji, jaką w tym wypadku jest np. alkoholizm bliskiej osoby. Ludzie, którzy mają taką osobę w swoim najbliższym kręgu – męża czy żonę, partnera albo dziecko – aby sobie poradzić z tą sytuacją zaczynają podejmować pewne strategie zachowania, które, niestety, nie są skuteczne. Generalnie ich życie zaczyna się koncentrować wyłącznie na życiu osoby uzależnionej, z czasem dochodzi do całkowitego podporządkowanie życia temu człowiekowi, a osoba współuzależniona zaczyna żyć życiem swojego uzależnionego partnera, czy innej bliskiej osoby, traci swą tożsamość. Zapomina o własnym życiu, swoich potrzebach, czy marzeniach. Całkowicie dopasowuje się do życia tej chorej osoby, do jej rytmu picia i okresów trzeźwości. Jej myślenie skupia się na tym, czy ta osoba wróci do domu trzeźwa, czy pijana, w jakim jest nastroju, czy zbliża się kolejny ciąg itd.

  • Rozumiem, że te zachowania zmieniają się wraz z postępującą chorobą bliskiej osoby?

– To prawda, wyróżniamy kilka faz przystosowania do życia w rodzinie, czy związku alkoholowym. Te zachowania ewoluują od początkowych napięć, jakie pojawiają się, kiedy osoba bliska zaczyna dopiero ujawniać uzależnienie i incydenty nadmiernego picia dopiero się zdarzają. Wtedy są pretensje i wymówki, a ze strony osoby pijącej usprawiedliwienia, obietnice, że to się nie powtórzy, że się upił, bo stres, kłopoty, bo szef zaprosił itd. Ponieważ alkoholizm to choroba postępująca, wkrótce incydenty z piciem narastają a osoby współuzależnione wchodzą w fazę izolacji: rodzina
zaczyna koncentrować się na piciu ojca, czy męża – zaczyna ukrywać to, wstydzić się, przed innymi tłumaczyć zachowania alkoholika np. mówić, że mąż ma grypę, podczas gdy naprawdę leży kompletnie pijany; sprzątają po nim, szykują posiłki, a nawet wpadają na pomysł, aby razem pić; bo w domu, bo wtedy tak się nie upije, bo nikt go nie zobaczy… Kobiety współuzależnione – bo to zwykle kobiety zgłaszają się po pomoc do poradni – potrafią latami dźwigać wszystkie obowiązki, związane z utrzymaniem domu, wychowywaniem dzieci, dodatkową pracą i chronić swego uzależnionego męża np. płacąc jego długi. Współuzależnienie to pełne emocjonalne połączenie z drugim człowiekiem, nadmierne wyczulenie i przejmowanie się jego nastrojami, kontrolowanie, usprawiedliwianie go i chronienie, gdy zawala ważne życiowe sprawy.

  • Z czasem okazuje się, że to nic nie daje?

– Bo nie może – alkoholizm jest chorobą postępującą i wymaga profesjonalnego leczenia. Dopóki osoba uzależniona nie zacznie odczuwać skutków swego picia np. straci z tego powodu pracę czy prawo jazdy; dojdzie do aktów przemocy albo ciężko zachoruje, będzie pić. Dlatego osoby współuzależnione też powinny szukać pomocy. Często to właśnie one jako pierwsze trafiają do terapeutów,
bo czują, że stoją pod ścianą – mąż pije jak pił a ich wysiłki, aby przestał i skupienie się na tym, aby rodzina jakoś w tej sytuacji trwała – nie są skuteczne.

  • Przychodzą aby..?

…aby znaleźć sposób, żeby on przestał wreszcie pić. „Zróbcie z tym coś! Szybko”. Czują się winne, że nie potrafią mu pomóc, skłonić do leczenia, są udręczone odpowiedzialnością i w zasadzie nigdy nie mówią o sobie. Musimy wtedy zmienić to myślenie z: „on pije, co robić” na: „co jego picie robi mojemu życiu?”.

To nie jest łatwe, jak się latami tkwiło w takim uwikłaniu; przestawienie się na inne tory wymaga pracy. Ważne jest, aby przyjść i spróbować. Mamy metody, które pozwalają nauczyć się nowych technik, czy strategii zachowań, tak, aby skutecznie wyjść ze współuzależnienia i nie mieć poczucia winy.

  • Kto częściej przychodzi na zajęcia dla współuzależnionych?

– Zdecydowanie kobiety, żeby nie powiedzieć, wyłącznie. Mężów czy partnerów uzależnionych kobiet widujemy na terapii bardzo rzadko, ja w minionym roku nie spotkałam żadnego.

  • Czy określenie: „jeśli chcesz pomóc uzależnionemu, pomóż najpierw sobie”, jest sensowne?

– Z całą pewnością, problem tylko w tym, że wszystko wymaga czasu, także dojście do takiego wniosku. Dobrym punktem wyjścia jest szukanie wiedzy na temat mechanizmów uzależnienia, jego przebiegu i konsekwencji. I to już kiedy u bliskiej osoby zauważymy pierwsze objawy uzależnienia takie jak m.in. częstsze picie, nawet bez okazji, czy picie coraz większych ilości alkoholu. Nie ma sensu wygłaszać kazań, bo po pierwsze u alkoholika procesy poznawcze są zakłócone, a po drugie głód alkoholowy jest silniejszy niż argumenty. Podobnie nie zda egzaminu wymuszanie obietnic, szantaż „jak nie przestaniesz, to się wyprowadzę” czy obrażanie się. Mówiąc krótko, trzeba znaleźć w sobie siłę, aby uzależniony skonfrontował się z realnymi skutkami swego nałogu, bo wtedy ma większe szanse na podjęcie leczenia. Współuzależnionym pomaga w tym terapia, która powinna się odbywać niezależnie od tego, czy alkoholik zdecyduje się na leczenie, czy nie.