Na talerzu pod flagą biało-czerwoną

Listopad, miesiąc o narodowym i odświętnym charakterze, to najlepszy czas, by wrócić do publikacji pewnego lekarza. Autor broszury „O wpływie pokarmu na charakter narodowy” wyszedł z założenia, że rozmaite usposobienie organizmu wynika z rozmaitości pokarmu i napojów. Naszego też.

Uwaga! Wnioski opublikowane ponad 130 lat temu są dalekie od dzisiejszej poprawności politycznej. Ale mogą napawać nas dumą. Kuchnia polska w ocenie żyjącego przed I wojną światową smakosza ma wybór potraw niepospolity „co się też wybitnie w charakterze naszym uwydatnia”.

 

Nasz barszcz powszechny

– Na różnicę charakteru narodów, tak mocno na pierwszy rzut oka bijącą, wpływa tedy rozmaitość napojów i pokarmów, jakimi się naród który żywi (…) A chociaż rozmaite kraje nieraz podobne wydają płody, toć najczęściej też same płody zupełnie inaczej przyrządzają w jednym, a zupełnie odmiennie w drugim kraju. U nas w Polsce np. zjada pierwszy magnat tak chętnie barszcz jak i chłopek, pracujący w pocie czoła na swe utrzymanie – pisze dr Antoni Stanisław Berger we wstępie do „O wpływie pokarmu na charakter narodowy”. Publikacja ukazała się w 1887 roku w Rzeszowie. 45-letni wówczas Berger wydrukował ją u Jana Andrzeja Pelara, znanego do dziś drukarza, księgarza i wydawcy.

Najprawdopodobniej Rzeszów był dla Bergera miastem pierwszej praktyki lekarskiej. Później przeniósł się do Lwowa. Czytelnikom przedstawia się jako dr Antoni Berger, lekarz praktykują­cy we Lwowie. Co ciekawe, późniejsze tytuły też wy­da­wał w Rzeszowie, choć był lekarzem Towarzystwa Wzajemnej Pomocy Członków Sztuki Drukarskiej we Lwowie.

Proza zjadaczy befsztyków

 – Porównując kuchnię rozmaitych narodów, pierwszeństwo należy się kuchni francuskiej pod każdym względem, bo nie tylko jest najrozmaitszą, ale składa się po większej części z potraw lekkich i strawnych. Francuz lubi lekki żołądek i lekką głowę, i nie zadaje zbyt wiele pracy narządom trawienia. Lekkie wino przyspiesza trawienie do tego stopnia, że Francuzi prawie nigdy nie doznają stagnacyi żołądkowych, czyli niestrawności i hemoroidów – zauważa autor. Upodobaniem mięsa i „silnych” napojów lekarz tłumaczy dlaczego Anglicy są prozaicznymi kupcami, wytrwałymi żeglarzami i fabrykantami. Są tacy, bo jedzą befsztyki w połowie surowe, a piją wino zmieszane z wódką albo herbatę, którą zaparzają sypiąc funt herbaty na garniec wody.

Nasi zachodni sąsiedzi określani są jako żywiący się szczególnie nędznie. – Ciągłe palenie lichego tytuniu i życie siedzące stępia u Niemców smak wszelki, tak fizycznie jak moralnie. Najlepsze mięsiwa, najlepsze ryby, wychodzą z ich kuchni lichą potrawą. Toteż Prusak jest oschłym i podejrzliwym, butnym i zarozumiałym – tłumaczy.

 

Pod jednym niebem

Za to Węgrom niepospolitą siłę, dumę i ogień, ale także usposobienie do gwałtowności, czy wręcz zbójeckiego życia dają: wędzona wołowina, wyśmienita – zdaniem lekarza – paprykowa słonina, ostra bryndza oraz mocne wina i napoje zaprawiane aromatycznymi i gorzkimi ziołami.

– Słowak, żywiący się nadzwyczaj nędznie ziemniakami, a częstokroć dzikiemi tylko ziołami, jest słabem, potulnem, dobrotliwem stworzeniem, nigdy nie rozbija, ale zawsze żebrze, chyba że go już zanadto bieda i niesprawiedliwość przygnębi.(…) Chociaż Węgier i Słowak pod jednem prawie żyją niebem, co jasno dowodzi, że różnica ta pochodzi ze sposobu żywienia się – dowodzi autor.

 

Geografia żołądkowa

Wyśmienite barszcze z uszkami, zawijane zrazy, huzarska pieczeń, hultajskie bigosy. A na dodatek wszystkie najlepsze smaki i potrawy: sosy wschodnie indyjskie z Kalkuty, wino z Malagi, porter i piwo z Anglii, ostrygi z Brukseli, ryby z Kanady i kawior z Wołgi. To wszystko doktor Berger znajduje na polskim stole oceniając, że po pierwsze Polak uczy się geografii żołądkiem, nie nadwerężając rozumu, a po drugie Polak zjada najlepsze rzeczy, jakie Bóg stworzył i ludzie wymyślili.

– Wybór zatem

potraw ma kuchnia polska niepospolity, co się też wybitnie w charakterze naszym uwydatnia. Jesteśmy dobrymi lingwistami, pojmujemy doskonale ducha narodowości wszystkich krajów i stref globu ziemskiego, lubimy podróżować i przyswajamy sobie przymioty wszystkich prawie narodów. Umiemy być pracowitymi jak Niemcy, energicznymi jak Francuzi, wystarczać sobie samym jak Anglicy – wylicza autor.

Jednak są skazy. – Lud prosty, często głodny a przynajmniej niedostatecznie żywiony, jest potulny ale niedowierzający, słaby, do pracy nieraźny, i z własnej woli nic dobrze zrobić niezdolny. (…) Podpłomyk owsiany jest na przednówku specyałem, a na Wielkanoc kawał najgorszej kiełbasy z czosnkiem. Wódkę zaś pije tak namiętnie, że nieraz cały swój dobytek za nią oddaje – zauważa lekarz, który ocenia, że to wódka jest główną przyczyną ubóstwa polskiego ludu.

Lekarz pisze i pisze

Trudno stwierdzić na jakiej podstawie lekarz przy lwowskim szpitalu powszechnym, członek honorowy Stowarzyszenia Wzajemnej Bratniej Pomocy Akademików we Lwowie i lekarz straży ogniowej ochotniczej w jednej osobie twierdził, że Turek „gnuśny jest i w całem swem życiu nieudolny”. Albo to, że mniej niż Turek potrzebuje pokarmu „Indyanin”. W tekście Berger ocenia potrawy, zwyczaje i nacje, ale nie pisze czy podróżował po świecie i czy sam wszystkiego próbował.

Wiadomo jedynie, że żyjący między 1842 a 1907 rokiem lekarz napisał między innymi „Przewodnik dla pijących wody mineralne”, „Diphtheritis, angina, tychże rozpoznanie i sposób leczenia, popularnie skreślił dla użytku rodziców, opiekunów, zakładów i t.p.” czy 135-stronicowy „Poradnik dla mężczyzn w chorobach płciowych”. Publikował też pod pseudonimem Antoni Roicki.

Janka Kowalska

 

 

„O wpływie pokarmu na charakter narodowy” – Antoni Stanisław Berger; 1887 roku, oficyna wydawnicza Jana Andrzeja Pelera w Rzeszowie