Lekarze są… fascynujący

To w zasadzie najkrótsza recenzja, jaka przychodzi na myśl po lekturze „Lekarzy”, książki, której autorem jest prof. Marian Markiewicz, nestor lubelskich kardiologów. Profesor może poszczycić się ponad sześćdziesięciopięcioletnią praktyką lekarską.

W tym czasie – dodajmy też okres studiów medycznych – prof. Markiewicz poznał wielu, żeby nie powiedzieć wszystkich słynnych lekarzy, którym, jak pisze w swojej książce: „wypadło pracować w Lublinie”. Profesor jednych znał z sal wykładowych, innych już z pracy w szpitalu, z wieloma przyjaźnił się całkiem prywatnie.

markeiwicz-ksiazka„Lekarze” to rodzaj leksykonu, swoistej encyklopedii składającej się z krótkich biogramów niemal 40 twórców powojennej lubelskiej medycyny. Sylwetki zaprezentowane są w alfabetycznym porządku i są tu takie postacie jak m.in. Mieczysław Biernacki, Witold Chodźko, Antoni Gębala, Ludwik Hirszfeld, Kazimierz Jaczewski, Mieczysław Kędra, Tadeusz Krwawicz, Feliks Skubiszewski, Antoni Szczerbo, Alfred Tuszkiewicz, Zygmunt Wysokiński czy Mieczysław Zakryś.

Nie biogramy i życiorysy doktorów są jednak największą urodą tej pozycji – chociaż to od nich autor zaczyna każdą opowieść i zapewne dodają książce wartości. Jednak czymś niepowtarzalnym i bezcennym są anegdoty (często opisujące dziwactwa i przywary bohaterów leksykonu), którymi książka aż się skrzy i dla których trudno oderwać się od lektury. Weźmy choćby pierwszą z brzegu historię: Michał Voit, lekarz, który zasłynął tym, że jako pierwszy w Lublinie chorych na cukrzycę leczył zastrzykami z insuliny. Ale nie tylko. Jak pisze prof. Markiewicz: „nigdy nie pobierał honorariów od księży, zakonnic, studentów i pracowników służby zdrowia”. Miał jednak drobne dziwactwa – po pracy w szpitalu zawsze czekała na niego dorożka, która wiozła go do prywatnych pacjentów, mimo że odległość była bardzo niewielka. Natomiast kiedy Voit został mianowany profesorem nadzwyczajnym zaczął chodzić z czarnym parasolem, nawet w słoneczne dni. Dlaczego? Bo w Austrii taki parasol był dowodem, że posiadacz jest profesorem uniwersytetu.

To tylko przedsmak tego, co czeka czytelników, którzy sięgną po tę pozycję. Dowiedzą się np., że Feliks Skubiszewski zawsze operował w bawełnianych rękawiczkach i nie popierał, delikatnie mówiąc, zbyt wcześnie zawieranych małżeństw; co powiedziała prof. Helena Mysakowska, kiedy w badaniu moczu leżącej na oddziale pacjentki wykryto plemniki; jak poradził sobie z ością w gardle Henryk Florkiewicz i czego odmówił Józef Freytag gestapowcom i dlaczego Antoni Gębala nie lubił dużych mieszkań, a Mieczysław Zakryś trzymał samochody w garażu wyłożonym… dywanem.

Przykłady można by mnożyć, ale po co odbierać przyjemność czytelnikom. Dla mnie wzruszająca jest dedykacja, którą Autor opatrzył książkę: „Wszystkim, co pomagają cierpiącym”.

I zdanie ze wstępu: „Mam więc cichą nadzieję, że przytoczone poniżej fakty i zdarzenia z pracy lubelskich lekarzy dodadzą sił do walki tym, którzy zmagają się z chorobą oraz że będą ich motywować do jeszcze większego wysiłku w zwyciężaniu bólu, braku nadziei i rozpaczy”.

Nie ukrywam, że równie piękną – wyjątek w lekarskich historiach – jest jedyna ale za to jaka – opowieść o aptekarzu z Lublina, niejakim Sztoku vel Stocku, który… no właśnie. Sięgnijmy po „Lekarzy”!

Anna Augustowska

 

„Lekarze”, Marian Markiewicz, Wydawnictwo Ars Libri.
Książka wydana z funduszy Lubelskiej Izby Lekarskiej,
Lublin 2017.

 

„Lekarzy” można znaleźć na stronie internetowej
Komisji Kultury www.kultura.oil.lublin.pl