J.S. Bach wspaniale uspokaja

z prof. Stanisławem Czuczwarem, członkiem korespondentem PAN, wiceprezesem Polskiej Akademii Nauk, rozmawia Jerzy Jakubowicz

 W kwietniu 2015 r. został Pan wybrany przez członków PAN na jednego z czterech wiceprezesów Polskiej Akademii Nauk. To osobisty sukces Pana Profesora, ale także Uniwersytetu Medycznego w Lublinie.

– Ten sukces naukowy jest wynikiem nie tylko mojej pracy, ale też zasługą życzliwości władz uczelni, które umożliwiły mi pracę naukową. Wydała ona owoce w postaci wielu znaczących publikacji, dużej liczby cytowań, które pochodzą od naukowców głównie spoza granic Polski. W życiu naukowym miałem to szczęście, że trafiłem na prof. Zdzisława Kleinroka, kierownika Katedry i Zakładu Farmakologii, gdzie przeszedłem całą drogę kariery naukowej.

 

  • Jakimi problemami naukowymi będzie się Pan zajmował w PAN w kadencji 2015–18?

– Głównie nauką ale również problemami administracyjnymi. Będę pełnił nadzór nad Wydziałem Nauk Medycznych PAN. Jest to funkcja, która we współpracy z wydziałem wymaga przyjmowania sprawozdań z działalności instytutów naukowych i komentowania ich pracy, powoływania i odwoływania dyrektorów instytutów PAN. W ramach czynności naukowych działam w Komitecie Nauk Fizjologicznych i Farmakologicznych PAN i w Komitecie Nauk Neurologicznych. Do moich zadań będzie należał też nadzór nad działalnością zagranicznych stacji naukowych PAN: w Paryżu, w Wiedniu, Moskwie i Kijowie. Będę dbał o to, aby ich działalność była efektywna i upowszechniała naszą kulturę i osiągnięcia naukowe poza granicami kraju. Warto przypomnieć, że funkcje naukowe w PAN mogą sprawować tylko jej członkowie. Do moich zadań należy także współpraca z Komisją ds. Etyki w Nauce PAN. Polecam wszystkim naukowcom zaznajomienie się ze stroną internetową tej komisji – ponieważ komisja zajmuje się także kryteriami warunkującymi współautorstwo publikacji, co bywa nieraz przedmiotem błędnych interpretacji i nieporozumień.

 

  • Jest Pan również członkiem korespondentem Polskiej Akademii Umiejętności oraz Polskiej Akademii Nauk, a także wielu kolegiów redakcyjnych. Jakich?

– Należę do kolegium redakcyjnego „Pharmacology Biochemistry and Behavior” (od 1998 r.) oraz „Neurochemical Research” jako zastępca redaktora naczelnego. Poprzednio byłem w kolegiach redakcyjnych czasopism: „Epilepsia”, „Epilepsy Research”, „Neurotoxicity Research”, a z polskich w czasopiśmie „Epileptologia”. Funkcja członka kolegium redakcyjnego polega na sporządzaniu recenzji prac naukowych, które wpływają do danego czasopisma. Natomiast zastępca redaktora naczelnego przydziela recenzentów do wpływających publikacji, a następnie podejmuje decyzję, czy dana praca ma być przyjęta do druku, czy też nie. Do Polskiego Towarzystwa Farmakologicznego należę od lat 70. XX wieku, przeszedłem w nim wszystkie szczeble kariery, aż do funkcji prezesa. Obecnie jestem nadal członkiem towarzystwa i w ramach tej działalności m.in. organizuję konferencje i sympozja naukowe. Ostatnie odbyło się we wrześniu 2015 r. w Świnoujściu, a jednym z jego tematów były postępy w badaniach nad padaczką i lekami przeciwpadaczkowymi.

 

  • Czy będzie Pan nadal kierował Katedrą i Zakładem Patofizjologii Uniwersytetu Medycznego w Lublinie oraz Zakładem Patofizjologii Instytutu Medycyny Wsi?

– Obecnie jestem pracownikiem PAN, a w dotychczasowych obu jednostkach pracy przechodzę na wynagrodzenie ryczałtowe. Jestem przekonany, że pełnienie funkcji wiceprezesa PAN nie przeszkodzi mi w wywiązywaniu się z dotychczasowych obowiązków i postaram się, aby
zakłady przeze mnie kierowane nie ucierpiały z powodu mojej nowej funkcji.

 

  • Czy dalej wiodącą tematyką Pana pracy naukowej będą badania nad inter­akcjami leków przeciwpadaczkowych?

– Tak, w dalszym ciągu te badania będę kontynuował. Postęp w leczeniu padaczki w ostatnim 20-leciu polegał na wynalezieniu wielu tzw. nowych lub najnowszych leków przeciwpadaczkowych. W tej chwili są dostępne 3 generacje leków. Jednak postęp dokonany polega głównie na zmniejszeniu efektów niepożądanych. Leki obecnie są bardziej przyjazne pacjentom, ale skuteczność tych leków nie jest większa. Obecnie zainteresowałem się, we współpracy z profesorem Ryszardem Plutą (Instytut Medycyny Doświadczalnej i Klinicznej PAN w Warszawie), problemem patogenezy choroby Alzheimera. Badam, także we współpracy z prof. Januszem Kockim, dosyć interesującą hipotezę, że u podłoża choroby Alzheimera mogą leżeć procesy spowodowane niedokrwieniem mózgu.

 

  • Jest Pan autorem lub współautorem 370 prac naukowych, cytowanych 7 422 razy. To chyba rekord na lubelskim UM?

– Więcej cytowań ma prof. Anna Dmoszyńska. Kilka innych osób ma porównywalnie wysokie cytowania. Mój wynik jest rzeczywiście bardzo dobry, wystarcza na pierwszą dwudziestkę w skali ogólnopolskiej, jeżeli weźmie się pod uwagę tzw. biologię medyczną. Osobno ocenia się pracowników medycyny klinicznej i oddzielnie naukowców w dziedzinie biologii medycznej. Cytowania są wyliczane automatycznie, w oparciu o bazę Web of Science lub Scopus. W tej chwili moje prace są cytowane rocznie w ilości 450–500 cytowań. Uważam, że do emerytury dotrę do granicy 10 000 cytowań.

 

  • Dorobek dydaktyczny też imponuje.

– 40 doktorów nauk medycznych, z których cztery osoby uzyskały habilitację, a dwie tytuł profesora. Moja samodzielna kadra naukowa bardzo mi pomaga w pracy. Myślę, że do emerytury zdążę wypromować ok. 50 doktorów.

 

  • Czy ma Pan jeszcze wolny czas na hobby?

– Moim głównym hobby jest jazda na rowerze, dojeżdżam nim do pracy przez okrągły rok (również w zimie), niezależnie od pogody. Natomiast w domu, po męczącym dniu, lubię usiąść z żoną i posłuchać muzyki klasycznej, np. J.S. Bacha, co wspaniale uspokaja.

Napisz komentarz