Godności zawodu lekarskiego nie plamić

Z lekarskiej wokandy

Doktor Kazimiera P. zatrudniona była w Zespole Poradni Samodzielnego Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej na dwóch stanowiskach: kierownika Poradni Kardiologicznej w wymiarze 3/4 etatu oraz w przychodni POZ jako starszy asystent w wymiarze 7/8 etatu. Pod koniec 2014 r. na zwolnienie lekarskie udał się ówczesny kierownik Zespołu Poradni, a placówka ta znalazła się w trudnej sytuacji kadrowej. Oprócz Kazimiery P. pacjentów przyjmowali tylko chirurg, stomatolog i emerytowany internista. Dyrektor ZOZ powierzył pani doktor funkcję pełniącej obowiązki kierownika Zespołu Poradni. Korzystając z niespodziewanie nadanych jej prerogatyw, z pominięciem obowiązujących procedur, Kazimiera P. dokonała podwyższenia swojego zasadniczego wynagrodzenia o tysiąc złotych miesięcznie oraz przyznała sobie premię w wysokości 5.000 zł. Autopodwyżek dokonała w sytuacji braku zabezpieczenia środków na opłacenie należności publicznoprawnych. 1 lutego 2015 r. kierownikiem Zespołu Poradni została Danuta C., która wezwała panią doktor do stawienia się w miejscu pracy z przyznanego sobie samej urlopu. Tego polecenia służbowego Kazimiera P. nie wykonała, a następnie złożyła wymówienie z pracy.

gnys3

***

Z początkiem 2013 r. prof. Jan Z., jako prowadzący indywidualną specjalistyczną praktykę lekarską, podpisał z Samodzielnym Specjalistycznym Szpitalem Wojewódzkim umowę na udzielanie świadczeń na Oddziale Ginekologii i Perinatologii. Miał prowadzić pacjentki i wykonywać operacje. Co miesiąc przedstawiał rachunki, kolejno na 15.000 zł w styczniu i 33.000 zł w lutym, a za marzec 42.500 zł. Wypłaty odbywały się na podstawie złożonych przez niego kopii z księgi bloku operacyjnego. Pan profesor dzielił się pieniędzmi z asystującymi przy operacji lekarzami i pielęgniarkami, zatrudnionymi w szpitalu. Przeprowadzone po trzech miesiącach postępowanie kontrolne wykazało, że prof. Jan Z. brał pieniądze za zabiegi, których nie przeprowadzał. Pacjentki, a także inni lekarze, w tym anestezjolog, ujawnili kontrolerom, że choć Jan Z. osobiście nie operował, to wpisywał w księdze bloku operacyjnego swoje nazwisko. W rzeczywistości zabiegi przeprowadzała jego żona, również lekarz ginekolog, w szpitalu występująca pod panieńskim nazwiskiem.

 

***

Szpital Powiatowy w centralnej Polsce zwolnił dyscyplinarnie ortopedę Witolda K., doświadczonego lekarza Oddziału Urazowo-Ortopedycznego za przyjmowanie od pacjentów pieniędzy
w prywatnym gabinecie za badania rentgenowskie i ultrasonograficzne, wykonywane w pracowniach szpitalnych i na szpitalnym sprzęcie. Wyrzucony ze szpitala lekarz, członek Zarządu Regionu związku zawodowego, czuł się pokrzywdzony i uważał, że koledzy związkowcy powinni go bronić.

 

***

W innym szpitalu, opracowany tam typowy standard bezpiecznego przechowywania i wydawania leków w oddziałach oraz niszczenia niewykorzystanych leków przeterminowanych, nakładał na osoby odpowiedzialne obowiązek przechowywania medykamentów w oddzielnym pomieszczeniu i w zamkniętej szafie, przewidując ponadto kontrolowanie na bieżąco ich dat ważności. Obowiązki związane z gospodarką lekami narkotycznymi i psychotropowymi na Oddziale Onkologii powierzono lekarzowi – dr. n. med. Wojciechowi M., który przechowywał je w… niewielkiej kasetce, znajdującej się w szafie dyżurki lekarskiej. Nieograniczony dostęp do niej mieli także inni lekarze i w razie potrzeby mogli pobrać lek, odnotowując ten fakt w księdze ewidencyjnej. W czasie kontroli gospodarki lekami na oddziale ujawniono, że w kasetce znajdowały się leki przeterminowane, a – co więcej – brakowało w niej kilku ampułek leku narkotycznego, których pobrania nie zaewidencjonowano.

 

***

Wszystkie te przypadki mają jeden mianownik. Zachowania się (zaniechania) lekarzy nie dotyczyły ich obowiązków w zakresie wykonywania świadczeń medycznych. Polegały natomiast na naruszeniu obowiązków pracowniczych, podejmowaniu działań na szkodę pracodawcy, fałszowaniu dokumentacji, wyłudzaniu badań, czy naruszaniu wewnątrzszpitalnych procedur. Wszystkie one trafiły w formie wniosków o ukaranie do właściwych okręgowych rzeczników odpowiedzialności zawodowej, a ich „bohaterowie” ponieśli konsekwencje dyscyplinarne w formie kary upomnienia bądź nagany.

Powszechnie przyjmuje się, że izbowy rzecznik odpowiedzialności zawodowej i korporacyjne sądownictwo lekarskie zajmują się wyłącznie błędami w sztuce lekarskiej. Taki stan wiedzy prezentowała też pewna prokurator w moim mieście, tłumacząc niezawiadomienie organu samorządu lekarskiego o postępowaniu lekarza sprzecznego z normami kodeksu karnego. Tymczasem Kodeks etyki lekarskiej wyraźnie wskazuje, że naruszeniem godności zawodu jest każde postępowanie lekarza, które podważa zaufanie do zawodu.

Przyrzeczenie lekarskie wśród obowiązków lekarza wymienia: „strzec godności stanu lekarskiego i niczym jej nie splamić”. Stąd samorząd lekarski – moim skromnym zdaniem, jako prawnika – ma prawo zajmować się również sprawami dotyczącymi odpowiedzialności zawodowej lekarzy w zakresie moralności i obyczajowości. Podważenie zaufania do zawodu, zwłaszcza przez samych doktorów, w konsekwencji może powodować brak ufności do lekarza, niepewność do zaproponowanej terapii, a czasem jej niepowodzenie.

Rozumiały to władze samorządu lekarskiego już w momencie powołania go do życia w wolnej Polsce, w 1922 r., przekonując lekarzy, aby dokładali „swą cząstkę do odbudowy gmachu godności i dostojeństwa tego stanu lekarskiego, który nam wszystkim jest wspólny, a winien być drogi”.

Jerzy Ciesielski

 

Autor jest adwokatem w Łodzi, publicystą i długoletnim współpracownikiem samorządowej prasy lekarskiej.