Gitara i medycyna

z Mateuszem Góreckim, studentem kierunku lekarskiego Uniwersytetu Medycznego w Lublinie i gitarzystą, dyplomantem Szkoły Muzycznej II stopnia im. Tadeusza Szeligowskiego w Lublinie,
rozmawia Anna Augustowska

  • Gitara ma konkurencję w medycynie, czy na odwrót?

– Staram się tak na to nie patrzeć, chociaż nie jest to łatwe, bo z gitarą jestem związany od siedmiu lat. Wolałbym raczej określenie, że to nie rywalki, lecz bliskie i ważne dla mnie dziedziny życia. Medycyna i muzyka na mojej drodze coraz mocniej się do siebie dopasowują, a ja staram się, aby żadna nie ucierpiała kosztem drugiej.

 

  • To możliwe? Obie dziedziny są dość zaborcze.

– Daję z siebie wszystko. Egzaminy na uczelni pozdawane, wakacje się udały, zagrałem kilka koncertów, brałem udział w mistrzowskim kursie gitary „Guitar Masters Camp” w Krzyżowej. Obecnie jestem zaangażowany w realizację nowego projektu, który tworzę wspólnie z moim nauczycielem, mistrzem gitary – dr. Jakubem Niedoborkiem, a także z zaprzyjaźnionym wiedeńskim wirtuozem gitary – Rainerem Zehetbauerem. Chcemy uruchomić szkołę gry na gitarze flamenco, w ramach której będziemy prowadzili lekcje i warsztaty.

 

  • Gitara towarzyszy Panu już od jakiegoś czasu. Czy ktoś-coś się do tego przyczynił?

– Na pewno „maczał w tym palce” brytyjski gitarzysta Chris Rea, którego stylem zachwyciłem się dawno temu. Zacząłem wtedy marzyć o nauce gry na tym instrumencie. Mimo że nikt w moim otoczeniu nie grał na gitarze – dopiąłem swego. Pierwsze lekcje pobierałem w ognisku muzycznym, u gitarzysty zespołu KSU – Piotra Leszegi. Następnie zostałem przyjęty do Szkoły Muzycznej I stopnia, a po roku, w związku z szybką realizacją programu nauczania, zdałem pomyślnie egzamin do II stopnia. Mam szczęście, bo od początku moim nauczycielem w klasie gitary klasycznej jest wspaniały człowiek, wybitny znawca tego instrumentu oraz znakomity dydaktyk, Jakub Niedoborek. Poza tym, uczę się także gry na gitarze elektrycznej oraz komponuję. Uczestniczę też w różnych kursach mistrzowskich, gdzie szlifuję swój warsztat.

  • To procentuje, ma Pan już na koncie spore osiągnięcia…

– Jestem laureatem ogólnopolskich i międzynarodowych konkursów muzycznych, oraz stypendystą m.in. Stowarzyszenia Rotary Club Lublin. Występuję jako solista a także z Rainerem Zehetbauerem. Nie spoczywam jednak na laurach – sukces w jednym przedsięwzięciu jest bodźcem do dalszej, zintensyfikowanej pracy. Miło jest zostać wyróżnionym ale trzeba myśleć o przyszłości. To również dotyczy nauk medycznych. Mam w pamięci cenne słowa wypowiedziane przez prof. Wojciecha Załuskę podczas jednych z zajęć: „Dobry lekarz, bez względu na swój wiek, doświadczenie, czy stopień naukowy, zobligowany jest do ciągłego samodoskonalenia, zdobywania nowej wiedzy, podnoszenia kwalifikacji, oraz badania tego, co jeszcze niezdefiniowane”.

 

  • A jak w te rozliczne zajęcia wkomponowuje się medycyna?

– Mogę śmiało powiedzieć, że na medycynę wybrałem się z powodu gitary. Muzyka jest sztuką piękną, ale nie można zapominać, że stoi za nią człowiek. Od zawsze chciałem choć trochę dowiedzieć się o funkcjonowaniu ludzkiego organizmu, który jest niepojęcie potężną maszyną. Może brzmi to nieprawdopodobnie, ale odkąd zacząłem grać, bardzo ciekawiło mnie, w jakim stopniu poszczególne części mojego ciała są zaangażowane w pracę z instrumentem. Duży wpływ na moją decyzję miał także argentyński wirtuoz gitary, który jest chirurgiem – Jorge Cardoso, który zawdzięcza swój wysoki poziom gry znajomości medycyny. Pozycja, którą gitarzysta klasyczny przyjmuje podczas gry nie jest naturalna dla ciała i przy dłuższym graniu może powodować bóle, a w późniejszych latach schorzenia kręgosłupa oraz innych elementów układu kostnego. Znajomość anatomii ręki, funkcjonowania układu mięśniowego, układu nerwowego w zakresie nauki nowych czynności manualno-ruchowych, odruchów, czy zapamiętywania utworów ułatwiają, a przede wszystkim uświadamiają wiele aspektów w dziedzinie ćwiczenia na instrumencie, co pozwala pracować w sposób bardziej ergonomiczny, zdrowszy i mniej inwazyjny dla naszego ciała. Poza tym studia lekarskie wybrałem, bo chcę pomagać innym ludziom – być może w przyszłości także muzykom.

 

  • Czyli można wszystko pogodzić?

– W myśl zasady „dla chcącego nic trudnego” jak najbardziej, chociaż trzeba naprawdę chcieć, bo po zajęciach na uczelni biegnę na lekcje gitary, próby, koncertuję. Z kolei po powrocie do domu, zwykle około godziny 21-22, siadam do podręczników medycznych. Tylko regularna, systematyczna praca przynosi efekty i daje satysfakcję. Czasami jest ciężko, ale nie odpuszczam i proszę nie myśleć, że jestem cyborgiem. Zdarza się też, że odpoczywam – w weekendy najbardziej lubię uciec nad jezioro i napawać się ciszą, pięknym śpiewem ptaków, a kiedy pozwala mi na to czas, wyjeżdżam w Tatry.

 

Mateusza Góreckiego usłyszymy 13.10 o godz. 17 w DK LSM. Więcej o koncercie „W rytmie samby i tanga!” na str. 20.

Napisz komentarz