Fiskus nie powinien pytać lekarzy

4 marca 2016 r. Naczelny Sąd Administracyjny (NSA) rozpatrzył na korzyść lekarza skargę kasacyjną, której przedmiotem było ustalenie, czy lekarz w czasie postępowania kontrolnego, prowadzonego przez urząd kontroli skarbowej, ma obowiązek przekazać organowi na jego żądanie imiona, nazwiska i adresy pacjentów, którzy podjęli u niego leczenie.

To pierwszy wyrok sądu kasacyjnego w tego typu sprawie. I pierwsza tak spektakularna wygrana lekarza, który odmawiał udostępnienia fiskusowi danych swoich pacjentów – komentuje Michał Kozik, pełnomocnik Naczelnej Izby Lekarskiej. Sam z kolei nie wystawiał rachunków, co wzbudziło podejrzenia organów podatkowych. Kilkakrotnie więc wzywały go do przekazania danych pacjentów. Zamierzały ich przesłuchać i w ten sposób ustalić terminy wizyt oraz wysokość pobranych przez lekarza opłat. Dyrektor urzędu kontroli skarbowej zapewniał, że nie interesują go informacje o stanie zdrowia pacjentów, a tylko ich imiona, nazwiska i adresy, tak, by móc ich zidentyfikować i przesłuchać. Za odmowę udostępnienia danych nałożył na medyka 2 tys. zł kary porządkowej.

Lekarz utrzymywał jednak, że nie da się oddzielić jednych informacji od drugich. Dokumentacja medyczna jest w całości objęta tajemnicą lekarską i przekazanie jakichkolwiek danych o pacjentach byłoby wykroczeniem zawodowym – tłumaczył. Powoływał się też na art. 47 konstytucji, z którego jasno wynika, że obowiązek zachowania poufności nie jest przywilejem lekarza, tylko prawem pacjenta. W skardze do sądu lekarz przekonywał, że już sama informacja o skorzystaniu z usług niektórych specjalistów, bez wglądu nawet w szczegółowy przebieg leczenia, może naruszać prawa pacjentów do prywatności. Są bowiem takie działy medycyny, które mogą być uznawane za szczególnie wstydliwe, jak chociażby psychiatria, seksuologia czy chirurgia plastyczna – twierdził. Wskazywał, że on sam jest proktologiem, w związku z czym świadczy usługi, które dotyczą w większości sfer intymnych.

Argumentacji tej nie podzielił WSA w Gorzowie Wlkp. Przywołał art. 26 ustawy o prawach pacjenta i rzeczniku praw pacjenta (DzU z 2009 r. nr 52, poz. 417 ze zm.) i uznał, że w świetle tego przepisu nie można stawiać znaku równości pomiędzy danymi identyfikującymi pacjenta a informacjami o jego stanie zdrowia i udzielonych mu świadczeniach. Sąd przypomniał również, że wszelkie informacje pozyskane przez organy skarbowe, w tym dane osobowe, są objęte tajemnicą skarbową. Skargi kasacyjne na wyrok WSA złożył nie tylko lekarz, ale i rzecznik praw obywatelskich. Ich zarzuty poparł również reprezentant Naczelnej Izby Lekarskiej, którego sąd kasacyjny dopuścił do udziału w postępowaniu. Kara porządkowa była niesłuszna. Ostatecznie NSA przyznał rację lekarzowi i uchylił zaskarżony wyrok w całości. Uznał, że dzielenie dokumentacji medycznej na dwie części, jedną z danymi osobowymi, drugą z informacjami o przebiegu leczenia, nie ma oparcia w żadnych przepisach.

Źródło: NIL, Gazeta Prawna