Dzień z pracy lekarza POZ – Środa

Od rana mam w gabinecie nerwową atmosferę, pacjent domaga się natychmiastowego przyjęcia. Wieczorem był na SOR, na przyjęcie czekał wg niego 10 godzin i usłyszał od lekarza, że powinien badania robić u lekarza rodzinnego a nie na SOR. Pytam, co się stało wczoraj, okazuje się, że mocno bolała go głowa i miał RR 200/110. Żona zawiozła go do szpitala. Na pytanie, dlaczego nie do opieki całodobowej (było po godz. 18), nie odpowiada. W karcie informacyjnej widzę oprócz badań laboratoryjnych – ostatnie badania robił miesiąc temu – tomografia komputerowa głowy. Tego badania, jak twierdzi pacjent, nigdy mu nie zleciłam a powinnam wg lekarza z SOR. Tłumaczenie pacjentowi, że nie mam takiej możliwości, nie zlecił mu też tego badania neurolog, u którego się leczy a głowa go prawdopodobnie bolała bo miał… wysokie ciśnienie, nie skutkuje.
Przecież słyszał, że na SOR-ach są kolejki, bo lekarze rodzinni nie kierują na badania. Taką samą opinię usłyszałam niedawno na spotkaniu z ordynatorami i lekarzami SOR w Izbie Lekarskiej. Wcześniej słyszałam, że lekarze POZ powinni płacić rachunki za badania na SOR swoich pacjentów. Z wrażenia zabrakło mi słów. Przypomniałam sobie też niedawne spotkanie w gronie znajomych, na którym jedna z pań opowiadała, że w ciągu trzech tygodni była ok. 10 razy na SOR-ze, miała wykonane 6 czy 7 tomografii komputerowych głowy, dostała kroplówki, które „poparzyły ją od środka”, musiała pić „żeby się wypłukać” 10 litrów wody dziennie (sama sobie zleciła)! Przy kolejnym pobycie na SOR przyjęli ją do szpitala, bo miała poziom sodu ok. 110. Lekarz na oddziale zlecił jej konsultację psychiatryczną, a psychiatra pramolan. Wszyscy oni wg tej pani to konowały, bo nie sprawdzili, że ma jaskrę, a wtedy pramolanu brać nie można, a ona sprawdziła i nie brała. Wskutek pobytu w szpitalu straciła kolejkę na rezonans głowy i musi od nowa czekać, przez tomografię odkleiła jej się rogówka i czeka na przyklejenie w kolejce na Chmielnej. Po dość długim monologu zapytałam ostrożnie (staram się w takich dyskusjach nie brać udziału), dlaczego nie poszła do lekarza rodzinnego. W odpowiedzi usłyszałam, że była i prosiła o skierowanie na PET, żeby się dowiedzieć, co jej w końcu jest, ale lekarz jej powiedział, że nie może skierować na tomografię i rezonans też nie może, na badanie, na które leki jest uczulona też nie może (a według pani jest uczulona chyba na wszystkie) – to co on może?
Ilu jest takich pacjentów, którzy wykorzystują system i idą na SOR, żeby „porobić badania”, bo lekarz POZ nie na wszystkie badania może skierować, na wykonanie badań trzeba poczekać (kolejka w LUXMEDZIE na USG brzucha
ze skierowaniem ok. 2-3 tygodni), do specjalistów kolejki a tu dużo badań i „tylko” kilka godzin czekania. Jak szukamy winnego to zastanówmy się, czy o to chodzi organizatorom systemu. Lekarz POZ jest traktowany jak dyżurny winny, bo powinien… Wielokrotnie rozmawiałam z lekarzami pracującymi w Pogotowiu Ratunkowym, czy też na SOR i zawsze przyznają rację, że w większości sytuacji, które widzą w swojej pracy, nie ma żadnej „winy” lekarza POZ. Bo co można zrobić z gorączkującym, bez wyraźnych zmian osłuchowych niemowlakiem w piątek po południu? Albo ze staruszką w podobnym stanie? Szpitale, posiadające SOR-y, nie mają (w większości) Izb Przyjęć, no to gdzie skierować chorego, gdzie ma zadzwonić pacjent, żeby umówić przyjęcie?
Od lipca wchodzi nowa reforma SOR-ów. Moim zdaniem, nic się nie zmieni na lepsze, precyzyjna kontrola czasu przyjęcia pacjenta bardzo pomoże prokuratorom, a nie lekarzom, pozostałym pracownikom i pacjentom. Nie da się chyba już więcej rzeczy zrobić na SOR-ach.
Powinniśmy domagać się od odpowiedzialnych za system ochrony zdrowia uświadamiania pacjentów, co i kiedy „im się należy”, „bo przecież płacą składki”. Jest publiczna telewizja, radio, można zrealizować programy informacyjne o tym, co i jak działa (lub nie działa) w tym systemie, a nie tylko sensacyjne materiały, co się stało na kolejnym z setek SOR-ów. Mam świadomość, że TAK JAK TERAZ JEST RZĄDZĄCYM ŁATWIEJ, sami sobie szukamy winnego wśród siebie. Tego typu uświadomienie ludzi pokazałoby dezorganizację i bałagan. Bo czy naprawdę nikt nie widział, że pacjentka miała 7 razy w krótkim czasie robioną tomografię. A gdzie NFZ? Wszyscy ślemy szczegółowe raporty z wykonanych świadczeń i badań. Gdyby pacjent posiadał kartę z zapisanymi danymi medycznymi albo byłyby one zapisane i dostępne w systemie, moglibyśmy lepiej leczyć naszych pacjentów, bez nadwykonalności w wielu wypadkach niepotrzebnych nikomu badań.
Wioletta Szafrańska-Kocuń