Dialog osobliwy

Szkoda gadać

Zastanawiam się, czy my, mieszkańcy Polski, w ogóle ze sobą rozmawiamy, czy tylko do siebie mówimy, niczego przy okazji nikomu nie wyjaśniając. No bo, po co?

Dialog to pojęcie, które w języku i kulturze łacińskiej oznacza rozmowę, która przybiera różnorodne formy i służy różnorodnym celom. Tymczasem polski dyskurs publiczny o ochronie zdrowia przybiera scenariusz iście westernowy. Dobry i szlachetny kowboj naprzeciw na wskroś złego Indianina. Krótko mówiąc; rezolutny, przenikliwy i nieustraszony wobec unijnych zakusów rząd Dobrej Zmiany wobec rozbrykanych i egoistycznych żądań płacowych kolejnych kluczowych zawodów medycznych.

Dialog realizuje się poprzez informację, konsultacje, opiniowanie i negocjacje. Zostawmy na chwilę informacje i negocjacje. Konsultacje i opiniowanie aktów prawnych to u nas czysta fikcja, konserwowana przez każdy kolejny rząd po przełomie ustrojowym. Znakomita większość nawet najbardziej oczywistych uwag i opinii ląduje w ministerialnych niszczarkach.

Weźmy pierwszy z brzegu przykład. Samorząd lekarski, opiniując w styczniu br. rozporządzenie MZ w sprawie recept, uznał wymóg nanoszenia danych na receptę papierową jednym charakterem pisma za zbyt rygorystyczny. Nie wspomnę już, jak długą historię ma lekarski postulat o wyłączenie lekarzy z czynności o charakterze quasi fiskalnym, tj. z określania poziomu odpłatności ordynowanych leków. Jak grochem o ścianę!

Społeczni recenzenci często ostrzegają rządzących przed ogólnością i wieloznacznością zapisów prawa. Każda kolejna para uważnych oczu mogłaby okazać się bezcenna. Ale od czego posłowie mają szybką ścieżkę legislacyjną. Choć tak naprawdę ich projekty ustaw powstają w rządzie, nie trafiają do Sejmu jako przedłożenia rządowe, ale zgłasza je co najwyżej 15 posłów. Mamy więc do czynienia z tzw. bajpasowaniem prawa, czyli sposobem na uniknięcie konsultacji, obowiązku sporządzenia do projektów porządnych uzasadnień i oceny skutków regulacji.

Projekty poselskie to nie jest jakiś nowy parlamentarny zabieg. Każda władza poń sięgała. Ale żadna z nich dotychczas nie miała większości. Więc po co teraz strzelać z armaty do wróbla. Ustawę o działalności leczniczej przyjęto w 7 dni kalendarzowych, a ustawa reformująca system oświaty przeszła całą sejmową ścieżkę legislacyjną praktycznie w dwa tygodnie.

Z natury chcę postrzegać ludzi jako nosicieli dobra. Stąd moja troska, ale i obawa, żeby polski dialog nie stał się łabędzim śpiewem ani osobliwą kocią muzyką.

Marek Stankiewicz