Co się czyta lecząc i chorując

Lekarze gustowali w książkach historycznych i kryminałach. Pielęgniarki stroniły od fantastyki, podobnie jak administracja. Przez ostatnich trzydzieści lat lektury „na dyżur” mało się zmieniły. Może na korzyść fantastyki. To ją młodzi mężczyźni ze stetoskopem wypożyczają najczęściej.

 

Czytelnicy dzielą się na dwie grupy: czytelników stałych i czytelników chorych. Stali to pracownicy szpitala. Grupę charakteryzuje duże zróżnicowanie w poziomie wykształcenia. Czytelnicy chorzy to pacjenci. Grupa ze względu na przypadkowość jest bardzo złożona, zwłaszcza środowiskowo i pod względem wykształcenia, potrzeb i nawyków. Dla bibliotekarza szpitalnego grupa jest szczególnie ważna, gdyż wymaga troski i uwagi –
pisała w 1986 roku Maria Hałas, która analizowała czytelnictwo personelu i chorych ówczesnej Filii nr 23 Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej, która mieściła się w Szpitalu Klinicznym nr 1 przy ul. Staszica w Lublinie.

Z tekstu Marii Hałas wynika, że najczęściej zaglądali do biblioteki lekarze. Ich najczęstsze wybory to: „Szachista” W. Łysiaka, „Glina i popioły” Z. Oldenburg, „Katarzyna Aragońska” J. Plaidy. Na kolejnym miejscu listy najczęściej czytanych książek była… „Rozważna i romantyczna” J. Austen. Autorka analizując karty biblioteczne za rok 1981 i 1982 zauważyła, że lekarze chętnie sięgali też po książki Pawła Jasienicy i Karola Wojtyły.

Po „Szachistę” często sięgali też chorzy. Choć mniej niż po „Rajską jabłoń” Gojawiczyńskiej czy Haucha „Rodzinę polską”.

„Jest nas dwoje” Jackiewiczowej, „Zazdrość i medycyna” Choromańskiego oraz „Obłęd” Krzysztonia to najczęstsze lektury młodszych czytelniczek z grupy „średni personel medyczny”. Ich starsze koleżanki oprócz powieści historycznych sięgały po pozycje dotyczące robótek ręcznych oraz o treści kulinarnej.

Ciekawe wyniki dała analiza preferencji czytelniczych grupy „pracownicy administracji”. Autorka zauważa, że oprócz zainteresowania współczesną powieścią polską i obcą zanotowano dużo wypożyczeń literatury pięknej… dla dzieci. Chodziło o książki dla dzieci i wnuków pracowników szpitala.

– Dziś mamy 600 stałych czytelników. Oprócz pracowników szpitala to pracownicy kiosków czy apteki. Rocznie wypożyczamy około 2,5 tysiąca tytułów – wylicza Halina Zembrzuska, szefowa współczesnej szpitalnej biblioteki.

Przez 30 lat wiele się zmieniło. Na początku lat 80. ubiegłego wieku Filia nr 23 oferowała 10 500 egzemplarzy, teraz to ponad 16 600 książek. Dziś to placówka tworząca sieć Miejskiej Biblioteki Publicznej. Inna jest też lokalizacja. Pod koniec lat 90. ubiegłego wieku biblioteka przeniosła się ze szpitala przy ul. Staszica do pomieszczeń w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym.

– Przy Staszica były fatalne warunki, dach przeciekał, zalewało nam książki. Kiedyś zamoczyło całego Kraszewskiego – wspomina pani Halina, która teraz w grupie „czytelnicy chorzy” ma dzieci i młodzież.

– Zdarza się, że starsze dziewczynki narzekają, że wychodząc ze szpitala nie będą mogły korzystać z naszego księgozbioru. A w swojej bibliotece nie mają tylu ciekawych książek – opowiada kierowniczka, która dodaje, że dziś takich analiz czytelnictwa, jak te sprzed 30 lat się nie robi. Choć można by badać kartę po karcie.

Jedynie z obserwacji pracowników biblioteki wynika, że współcześni lekarze bardzo często wybierają fantastykę. Lubią, podobnie jak ich starsi o pokolenie koledzy, kryminały. Oni także określają wypożyczane książki mianem lektury „na dyżur”. A pacjenci, oprócz wyborów dla przyjemności, często korzystają z księgozbioru z myślą o działającej w szpitalu szkole.

jkg

 

Tekst Marii Hałas ukazał się w „Bibliotekarzu Lubelskim”. Archiwalne periodyki można było dostać podczas Lubelskiego Pikniku Naukowego