Cena „świętego spokoju lekarza”

Z lekarskiej wokandy

O tym, że spędzanie urlopu na wiejskiej działce letniskowej może być niebezpieczne, zaświadcza opisany niżej przypadek. Jego przebieg najlepiej zilustruje przegląd „krok po kroku” dokumentacji medycznej, której sporządzenie było efektem wystąpienia u trzydziestoletniego mężczyzny następujących objawów: silny ból głowy oraz oczu (głównie), nudności, wymioty treścią pokarmową (jeden raz), temperatura ciała 38,5° C, ciśnienie 160/110.

Dzień pierwszy, czwartek:

1) godz. 17.00 ‒ próba wezwania karetki z wojewódzkiej stacji ratownictwa medycznego zakończona odmową (przyczyna ‒ brak zespołu z lekarzem);

2) godz. 18.00 ‒ wizyta w prywatnej poradni świątecznej opieki zdrowotnej w mieście powiatowym; w dokumentacji medycznej ‒ oprócz powyższych informacji przekazanych przez pacjenta ‒ znalazła się m.in. konkluzja: „Neurologicznie bez objawów uszkodzenia obwodowego i ośrodkowego układu nerwowego, stan ogólny dobry. Konieczna konsultacja okulistyczna w trybie ostro-dyżurowym w celu wykluczenie jaskry”;

3) godz. 21.00 ‒ porada ambulatoryjna w oddziale okulistycznym wojewódzkiego szpitala specjalistycznego w innym mieście powiatowym; w wywiadzie: „Ból obu oczu. Badanie przedmiotowe. Dolegliwości nie są spowodowane przyczynami okulistycznymi. Ustne zalecenie kontroli w POZ następnego dnia”.

 

Dzień drugi, piątek:

1) godz. 8.00 ‒ „wybłaganie” popołudniowej wizyty u „swojego” lekarza rodzinnego;

2) godz. 16.00 ‒ wizyta w poradni POZ; zapis w karcie pacjenta: „Silny ból gałek ocznych, konieczna natychmiastowa konsultacja okulistyczna ‒ jaskra”;

3) godz. 17.00 ‒ wizyta u okulisty prowadzącego specjalistyczną praktykę lekarską; lekarz z podejrzeniem neuroinfekcji kieruje cierpiącego na oddział chorób zakaźnych;

4) godz. 19.40 ‒ przyjęcie do kliniki chorób zakaźnych w wojewódzkim szpitalu specjalistycznym i rozpoznanie tam zapalenia opon rdzeniowo-mózgowych, spowodowanego przez enterowirusy oraz zapalenia dróg moczowych.

 

W skardze do okręgowej izby lekarskiej pacjent stwierdza: „Od dziesięciu lat jestem pracownikiem i moi pracodawcy rzetelnie odprowadzają składki na ubezpieczenie zdrowotne”, a następnie pyta: „Dlaczego nie otrzymałem należytej pomocy lekarskiej w ramach mojego ubezpieczenia?”. W swoim piśmie pokrzywdzony położył szczególny nacisk na zachowanie się lekarza POZ, donosząc, że ten nawet go nie zbadał, tylko bezradnie rozłożył ręce i stwierdził, że… to nie do niego z takimi dolegliwościami. Dalej skarżący się pisze: „Poczułem się jak symulant albo śmieć, który zakłóca święty spokój lekarzowi”.

Odpowiedzi na skargę pokrzywdzonego poszukiwał zastępca okręgowego rzecznika odpowiedzialności zawodowej, prowadząc postępowanie wyjaśniające. Rezultatem jego pracy był wniosek o ukaranie lekarza POZ za niedołożenie należytej staranności w badaniu podmiotowym i niezbadanie pacjenta przedmiotowo w czasie jego wizyty w poradni. Obwiniony lekarz przyznał się do win wyjaśniając, że swoją pewność rozpoznania jaskry opierał na doświadczeniach związanych z przebiegłem takiej choroby u… członka swojej rodziny. Orzeczenie skazujące
zapadło na podstawie przytoczonych wyjaśnień i na podstawie opinii biegłego lekarza chorób wewnętrznych, który m.in. trafnie zauważył, że nie było potrzeby kierowania pokrzywdzonego jeszcze raz do okulisty, skoro wcześniej lekarz tej specjalności wykluczył wszelkie okulistyczne przyczyny dolegliwości.

Oczywiście ani zastępca ORzOZ, ani skład orzekający okręgowego sądu lekarskiego nie byli władni rozstrzygnąć wątpliwości pokrzywdzonego, dotyczących organizacji świadczeń zdrowotnych z ubezpieczenia społecznego. Czy jednak rzecznik, czyli oskarżyciel uprawniony do oceny, jakie zachowania lekarzy sprzeczne z etyką lekarską mają trafić na sądową wokandę, nie powinien pochylić się również nad postępowaniem lekarza świątecznej opieki zdrowotnej, który wszakże dobę przed lekarzem POZ ocenił stan chorego jako „dobry”? Rzecznik nawet go nie przesłuchał, co ‒ jak spekuluję ‒ mogło być podyktowane odczuciami pokrzywdzonego, wyrażonymi w jego skardze i ostatecznie doprowadziło do rozstrzygnięcia sprawy po myśli pacjenta.

Wedle autorów dysertacji zatytułowanej „Personel medyczny szpitali w ocenach i opiniach pacjentów” (Acta Universitatis Lodziensis, Folia Socjologica nr 26, Wydawnictwo UŁ) przeważają opinie, iż stosunek większości lekarzy do badanych osób był ‒ niestety ‒ negatywny. Aby ten obraz zmienić, trzeba zmienić podejście lekarzy do pacjentów, a postępowanie dyscyplinarne, prowadzone w ramach samorządu zawodowego, cel ten realizuje znakomicie.

Jerzy Ciesielski

 Autor jest adwokatem w Łodzi,
publicystą i długoletnim współpracownikiem samorządowej prasy lekarskiej.

Napisz komentarz