Akademia komunikacji

z Jackiem Rozenkiem, aktorem i trenerem biznesu, który poprowadził szkolenie dla lekarzy zorganizowane przez Komisję Kształcenia Medycznego w LIL, rozmawia Anna Augustowska

  • Jacek Rozenek to dla większości  aktor filmowy, teatralny i dubbingowy (wiem, że ma Pan w dorobku ok. 700 epizodów podkładania głosu!). Jak to się stało, że aktor zostaje trenerem biznesu i coachem?

– Uważam, że warto robić różne rzeczy w życiu. To jest nie tylko ciekawe i rozwijające, ale to też znak naszych czasów. Coraz częściej musimy się liczyć z tym, że nie zawsze będziemy całe życie „tkwić przy jednym biurku”. Wszyscy musimy mieć w sobie gotowość do podejmowania nowych wyzwań. To się nazywa mobilność psychologiczna. Ja stale uczę się czegoś nowego. Ostatnio zacząłem grać w golfa.

Był czas, że aktorstwo, które jest bardzo ciekawym zajęciem, zajmowało 80 proc. obszaru mojego życia. Później to się zaczęło zmieniać, a ponieważ studiowałem poza akademią teatralną także pedagogikę i filozofię, to uznałem, że warto wykorzystać tę wiedzę. Poza wszystkim, bycie trenerem jest po prostu ciekawe.

 

  • Umiejętności aktorskie zapewne pomagają w prowadzeniu szkoleń?

– To prawda. Zamiast opowiadać i tłumaczyć, razem z moimi słuchaczami możemy odegrać pewne sytuacje, a to w najbardziej jednoznaczny sposób daje uczestnikom szansę na przećwiczenie zachowań i swoich reakcji, poznanie emocji, które wyzwala np. konieczność publicznych wystąpień. Treningi, które prowadzę, pozwalają uczestnikom dowiedzieć się więcej o samym sobie, o tym, jak działają w pracy, co powinni zmienić, może wyeliminować a może wzmocnić.

 

  • Wśród osób, które Pan szkoli, są też lekarze. Czy jako grupa zawodowa mają specyficzne potrzeby?

– Lekarze są obciążeni ogromnymi oczekiwaniami, jakie stawiają im pacjenci i generalnie społeczeństwo. Chcemy, aby lekarz, obok ogromnej wiedzy medycznej, posiadał też empatię, wzbudzał zaufanie, był autorytetem. A lekarze nie zawsze to potrafią, bo nikt ich tego nie uczy. Tymczasem wszystkie te cechy można w sobie wypracować. Każdy może się tego nauczyć, bez względu na osobowość. To jest tak, jak w przypadku sportowców – żeby mieć wyniki np. być superbiegaczem, trzeba dużo trenować. Aby nauczyć się dobrej komunikacji też trzeba to ćwiczyć. I ja pokazuję,
że są techniki, które to umożliwiają. Wystarczy je poznać.

 

  • Wtedy nie będzie takich sytuacji, jak w filmie pt. „Pora umierać”, kiedy do bohaterki filmu, którą gra Danuta Szaflarska, lekarka mówi: „Niech się rozbierze i położy”?

– To bardzo efektowna ale chyba jednak przerysowana dla potrzeb filmu scena. I oby nigdy taka nie zdarzyła się w realnym życiu. Co do technik uczących dobrej komunikacji – warto je poznać i stosować, bo gwarantują to, co dla lekarza najważniejsze: pozwalają lepiej leczyć chorych. Pacjent, który będzie prawidłowo poinformowany o stanie zdrowia i wysłuchany z empatią, będzie chciał współpracować z lekarzem, obdarzy go zaufaniem a to z kolei jest konieczny warunek, aby chciał stosować się do zaleceń, przyjmować leki, robić badania.

 

  • I wracać?

– Tak, bo taki lekarz będzie miał autorytet, który niezwykle wzmacnia siłę terapii, nawet o kilkadziesiąt procent! A przecież o to przede wszystkim chodzi w tej pracy: dobrze leczyć, bo to daje nie tylko satysfakcję, spełnienie ambicji ale też pozwala mieć pacjentów.

 

  • Lekarze chętnie się tego uczą?

– Bardzo cenię to, że chcą brać udział w tych szkoleniach. Uważam, że są grupą, która powinna mieć szeroki dostęp do takich zajęć. Tego wymaga zawód, który wykonują. Miałem już okazję prowadzić zajęcia osobno dla m.in. chirurgów, onkologów czy pediatrów. Każda z tych specjalności ma bardzo konkretne potrzeby. W moich planach jest nawet stworzenie specjalnej „akademii komunikacji” tylko dla medyków.