Irosław Szymański

1 lutego

 

Była ciotka. Okazuje się, że w naszej kamienicy też już duże zmiany. Zwolnili dotychczasowego dozorcę i zatrudnili nowego, podobno swojego. Nie zdziwiło mnie to. Ten dozorca zawsze był trochę nieswój, zwłaszcza rano i zwłaszcza w poniedziałki, a przecież akcja „WON!”, czyli „WYMIANY OSÓB NIESWOICH”, rozwija się dynamicznie i konkretnie. I musimy się do tego przyzwyczaić, nawet nieswojo się czując. I to przez najbliższe cztery lata… Daj Boże, żeby tylko przez tyle.

 

3 lutego

 

Podobno jeden z licznych wiceministrów od zdrowia wydał zalecenie zachęcające wszystkich mężczyzn w Polsce do noszenia luźnej bielizny osobistej, bowiem, jego zdaniem, obcisłe slipy znacznie ograniczają możliwości zwiększania przyrostu naturalnego w kraju. No, jeśli obcisła odzież ogranicza funkcje narządu uciskanego, to albo pan wiceminister długo nosił za małą czapkę lub beret, albo, przy tylu problemach służby zdrowia, wysuwając na plan pierwszy kwestię wpływu przewiewnych gatek na wzrost populacji narodu, robi sobie po prostu luźne jaja z wszystkich! Jeśli tak, to poczucia humoru panu wuce-ministrowi tylko pogratulować!

 

4 lutego

 

Oglądałem w telewizji taki jeden spot reklamowy, potem konferencję prasową na jego temat i myślę, że niedługo zniknie ze słownika języka polskiego słowo „POCIĄG”. To podobno bardzo niebezpieczne i dwuznaczne słowo, określające dużą ilość niejasnych zachowań, w tym lubieżnych, genderowskich, gejowskich, pedofilskich i innych, niepasujących do nadchodzących, moralnie poprawnych czasów. A dla tych składów PKP jeszcze jeżdżących po szynach dotychczas zwanych pociągami wymyśli się inną nazwę, żeby się nowym strażnikom moralności źle nie kojarzyła. POPĘDOLINO oczywiście odpada.

 

10 lutego

 

Dzisiaj na korytarzu rozmawiałem z jednym doktorem. Musiałem, bo wyglądał na psychicznie bardzo przybitego. Zapytałem, co go gryzie. Okazało się, że ma powody, bo zaczął prowadzić swoją praktykę prywatną i w związku z tym już odbył szkolenie z BHP, potem z zakresu pożarnictwa, następnie z zagrożenia terrorystycznego, zaraz potem z właściwej komunikacji werbalno-psychologicznej z pacjentem, po tygodniu z wystawiania e-zwolnień, po trzech dniach z segregacji odpadów! I za wszystko płacił. A teraz proponują mu szkolenie z obsługi autoklawu. Bo ma. A jak nie będzie miał zaświadczenia a przyjdzie kontrola i okaże się, że tego szkolenia nie odbył, to mu gabinet zamkną! Zapytałem nieopatrznie, czy ma w gabinecie bidet. I tu się załamał jeszcze bardziej. Czyli ma. To szkolenie z obsługi tegoż też będzie musiał mieć. Teraz cwaniacy górą! Ci od szkoleń też!

 

11 lutego

 

Wczoraj rozmawiałem o szkoleniach z tym przybitym doktorem a dzisiaj do 11 żadnego doktora nie było, bo mieli przymusowe szkolenie z tematu – „OCHRONA DANYCH OSOBOWYCH”. Podobno od jutra mają zamykać na klucz gabinety lekarskie, sal chorych na razie nie, logować się tajnie na komputerach szpitalnych, zlikwidować karty przyłóżkowe pacjentów, nie udzielać informacji o stanie pacjenta przed wylegitymowaniem i przesłuchaniem pytającej rodziny i takie tam inne wydaliny radosnej urzędniczej twórczości. Ale wizytówkę z imieniem, nazwiskiem i funkcją każdy pracownik szpitala musi nosić. I tu ochrona danych osobowych już nie sięga. Jakbym był doktorem, to na swojej wizytówce bym napisał – „ZGADNIJ, LUB ZWRÓĆ SIĘ DO DZIAŁU KADR, ALBO ZGŁOŚ NA POLICJĘ, GDYŻ KAŻDY LEKARZ NIEWŁAŚCIWIE IDENTYFIKOWANY ZAGRAŻA TWOJEMU ŻYCIU LUB ZDROWIU I TWOIM DANYM OSOBOWYM TEŻ”!

 

13 lutego

 

Doktor prowadzący powiedział, że po otrzymaniu wyników będę się chyba musiał zgłosić do Centrum Onkologii i dodał, żebym się nie denerwował, bo tam łatwo trafić, wejście jest od Sierocej… Od Sierocej? No, to moje dzieci się chyba nie ucieszą…

 

14 lutego

 

Przyszły wyniki. Z listopada. Nie spodziewałem się, że tak szybko. Nie muszę się nigdzie zgłaszać. Tu mnie jeszcze trochę poleczą i powinno – jak powiedział doktor – być dobrze. Jak powinno?! Przecież ogólnie już jest! I może ogólnie ta poprawa mnie też obejmie?! Chyba że w tym ogóle już w ogóle się nie mieszczę?… Może tak być! Może trzeba było mniej politykować na tej sali. W końcu sala to nie sypialnia małżeńska. Tam przeważnie wiesz z kim śpisz. Tu nie. I jeszcze to moje gadanie przez sen. Boże, i jak się upilnować, gdy rozum śpi, ale niektórzy jednak czuwają?!…

 

16 lutego

 

Nasz jeden znaczący mąż stanu na spotkaniu z równie znaczącym politykiem sąsiedniego, trochę bardziej na zachód położonego państwa, na wieść o tych sylwestrowych u nich napaściach seksualnych na kobiety zapytał, czy wśród napastowanych były Polki. Otrzymał odpowiedź, że nie było. A ten nasz na to ni z tego ni z owego – „DLACZEGO?”. Może języka nie znał, albo mu się tak wyrwało, ale pytanie słuszne i zasadne. Co, nasze kobiety gorsze?! Znów nas ktoś nie docenia, pomija i obraża?! Tak na pewno nie będzie!!! Następnym razem sami o to zadbamy! A co?! Nie będzie nikt nam pluł w twarz!!!

 

17 lutego

 

Sąsiadowi rodzina przyniosła laptopa i płyty z najsłynniejszymi westernami. Oglądaliśmy całą salą, porównując te obce z obecnymi rodzimymi produkcjami, niekoniecznie filmowymi. Wyszło, że u nich tylko „SIEDMIU WSPANIAŁYCH”, u nas o wielu więcej, zwłaszcza w ławach. U nich „RIO BRAVO”, u nas też co posłuszne ryjo – to brawo! U nich „W SAMO POŁUDNIE”, u nas nawet o północy! U nich „DWA OBLICZA ZEMSTY”, u nas jedno, ale skuteczne. Tam „DWA ZŁOTE COLTY”, u nas dwa złote do emerytury! Ale wybitnych szeryfów tylko dwóch – u nich Gary Cooper, u nas Caczy Cooper, u nich trzeba było wielu lat szeryfowania, żeby było normalnie, u nas wystarczyły trzy miesiące, żeby było jak jest. I kto jest szybszy, i kto jest lepszy na tych saloonach?!

Irosław Szymański

Napisz komentarz