Pamiętnik znaleziony w szpitalnej szafce

(serial prawie codzienny)

3 listopada

Oglądałem telewizję. Płatną oczywiście, bo w szpitalu innej nie ma. Całą salą się złożyliśmy. Pokazano, że gdzieś w Polsce jest lipa, której kora podobno leczy zęby i tłumy ludzi tę lipę codziennie obgryzają. Nie pomagają płoty i zasieki – pacjentów przybywa coraz więcej. Dla mnie to żadna sensacja – jaki kraj, taka lipa. A wyjście jest proste – ogłosić, że ta lipa leczy nie tylko zęby, ale i hemoroidy. I skończyłoby się obgryzanie. Chociaż… nie byłby to chyba dobry pomysł, bo obgryzających pewnie by ubyło, ale bobry by mogły wyginąć. A bobrów akurat szkoda. Pomyślałem, że lepiej ogłosić, że gdzieś w Polsce jest inne drzewo, które znacznie skuteczniej leczy te hemoroidy i dać namiar na wieloletni, duży jałowiec. Chętnie bym zobaczył, jak się naród leczy, kolejny raz od zadniej strony zrobiony tym razem w jałowiec. Ale… Ale jakby się okazało i poszło w lud, że to drzewo rzeczywiście pomaga?… Już widzę tę narodową euforię i natychmiastowe nadanie drzewu wielkiego i znaczącego imienia. I tak obok BARTKA mógłby zaistnieć inny pomnik narodowej przyrody i dumy JAŁOSŁAW.

 

7 listopada

Podobno niedługo ogłoszenie składu nowej Rady Ministrant… Ministrów. Rozeznanie mniej więcej mam i wiem, czego się można spodziewać. Ukradłem sąsiadowi relanium, bo nerwy też mniej więcej mam, ale nie wiem, czego się mogę spodziewać. Po sobie.

 

8 listopada

Znowu oglądałem telewizję. Pięć złotych dołożyłem. Był program – „ROLNIK SZUKA ŻONY”. Obejrzałem i pomyślałem, że za moje pieniądze powinien powstać alternatywny program – „ŻONA SZUKA ROLNIKA” z podaniem wykazu i adresów wszystkich knajp. To byłby hit. ON SZUKA JEJ, ONA SZUKA JEGO. Tylko wystąpić o dodatkowe unijne dopłaty do tej rolniczej niedoli, bo szukanie przecież kosztuje, a kto szuka, nie pracuje. I gospodarstwo upada. I to powinno się docenić, i to powinno się opłacać. I nie od hektara, tylko od całokształtu. I wystąpić o to trzeba, jak już to w telewizji nawet pokazują.

watroba

12 listopada

Sąsiad spod drzwi entuzjastycznie mi obwieścił, że na wiosnę już żadnych powodzi nie musimy się obawiać, bo po wyborach wałów mamy coraz więcej. To wiadomo. A jeszcze ich przybywa. Tylko niektórych nazwisk jeszcze nie znamy. Ale do wiosny sporo czasu. Byle nie do WIOSNY LUDÓW. A jak będzie się nam powodzić, to się okaże.

 

14 listopada

Była ciotka. Spanikowana, roztrzęsiona. – „Synku, co to będzie dalej?! Co to będzie?!”. Mówię – „Ciociu, niedługo mnie wypisują, to wyjeżdżajmy stąd, dopóki jeszcze można!”. A ona – „Synku, poczekajmy, może nas wywiozą. Zawsze taniej wyjdzie!”. No, może i taniej, ale kierunek nie my wtedy będziemy wybierali. Cóż, ciotka ma już swoje lata i to trzeba zrozumieć. Geopolityka to nie jej hobby, raczej szydełkowanie. I nie jest to aluzja do nowych, najwyższych władz kraju.

 

15 listopada

Po błyskawicznej zmianie obsady różnych resortów Narodowy Fundusz Zdrowia też może się tego doczekać. I tylko czekać na nowe odpowiedzi na stare pytania, dotyczące narodowej, powszechnej i bezpłatnej służby zdrowia. Patrząc na to, co się dzieje, nie zdziwiłbym się, gdyby te odpowiedzi brzmiały tak – „NIE”, „NIE MA”, „NIE BĘDZIE”, „ABSOLUTNIE”, „MY WAS TEŻ”, „WAM TEŻ”, „I WY SIĘ OD NAS TEŻ”! A tak może być. Po nowemu, lapidarnie i konkretnie, jak dotychczas. A jak się komuś nie podoba, niech się nie leczy. Takiego przymusu w nowej rzeczywistości nie będzie. Będą inne, ten nie.

 

16 listopada

Sąsiad biadoli, że chyba powoli stajemy się pośmiewiskiem Europy i świata. Nie sądzę. U nas już nie ma się z czego śmiać. I wcale nie powoli.

 

17 listopada

Była reklama suplementu diety dla chorych z prostatą, herbatki „SIKLAWA FORTE”, rodzimego produktu gwarantującego znakomity efekt diuretyczny i to tuż po wypiciu, niezależnie, czy w pracy, czy w domu, czy na ulicy. A zaraz potem reklama pampersów „SZCZYNOMSTOP MAX”, też rodzimej produkcji. No, Polak potrafi. Zabrakło mi tylko reklamy nowego modelu spodni, gwarantującego, że ten pampers się zmieści.

 

10 grudnia

Dzisiaj na śniadanie była kiełbasa, podobno serwolatka, ale z wyglądu raczej ścierwolatka i salceson. Podobno włoski, ale jakby z tych ciemniejszych. Może to ukłon w stronę tych emigrantów? Przezornie wziąłem salceson. Włoski miał. Z kabiny wyszedłem o drugiej w nocy. I tak byłem pierwszy, bo ci po kiełbasie wychodzili po czwartej. Kroplówek zabrakło, loperamidu też. Trudno, ale w szpitalu jeść coś trzeba, póki co.

 

15 grudnia

Idą święta Bożego Narodzenia. A ci nowi mędrcy ogłaszają, że 500 złotych dopiero na drugie dziecko. Niedopatrzenie, czy prowokacja?! Stawiam na to drugie.

 

Irosław Szymański

Napisz komentarz