Jak to z Medicusem było…

Jest o niespełna rok młodszy od Lubelskiej Izby Lekarskiej, ale trudno przy okazji jubileuszu nie wspomnieć o Medicusie, który od 30 lat towarzyszy wszystkim wydarzeniom związanym z funkcjonowaniem lubelskiego samorządu lekarskiego, a także szerzej – z życiem lekarzy i lekarzy dentystów całego regionu.

O tym, że każda nowo powołana izba lekarska powinna wydawać własną gazetę, decydowała ustawa o izbach lekarskich uchwalona w maju 1989 roku – wspomina Edward Dmoszyński, pierwszy redaktor naczelny miesięcznika lubelskiej izby, który do pracy najpierw nad kształtem i profilem gazety a potem do jej redagowania trafił zaproszony przez Witolda Fijałkowskiego, prezesa ORL. – Do dzisiaj nie wiem, kto mnie polecił prezesowi, ale domyślam się, że wpływ na to miała moja działalność w Solidarności, a także doświadczenie dziennikarko-redaktorskie.

Kiedy dostałem telefon z propozycją pracy w izbie, nie wahałem się. Zadanie było inspirujące, atmosfera zapału i radości, że tworzy się wolna prasa, chęć opisywania zmian, jakie niosła ze sobą transformacja ustrojowa, to było to, na co czekałem – opowiada Edward Dmoszyński.

Do zespołu dołączyła Maria Przesmycka jako sekretarz redakcji i Violetta Krasnowska, a także współpracująca do dziś z Medicusem Iwona Burdzanowska, fotografka. Szybko też ukonstytuowała się Rada Programowa i pojawili się autorzy chętni do współredagowania kolejnych wydań. – To byli lekarze m.in. Marcin Olajossy, Ireneusz Szymański, Jerzy JakubowiczMaria Król, ale też dziennikarze z lubelskich redakcji jak Mirosław Derecki czy Halina Wolska z biblioteki im. H. Łopacińskiego. O prawnych aspektach w medycynie pisał radca Tadeusz Pierzchalski.

Od początku chcieliśmy, aby Medicus był miesięcznikiem informacyjno-publicystycznym, który miał integrować środowisko i dostarczać informacji, ale też dawać pole do wypowiedzi, wyrażenia opinii i swoich poglądów każdemu z członków LIL – wyjaśnia Maria Przesmycka. – Był też pasem transmisyjnym, pełnił rolę platformy komunikacyjnej. Ludzie z tego korzystali, bo Internet dopiero miał nadejść.

Pierwszy – bardzo skromny poligraficznie numer – ukazał się w grudniu 1990 roku. Miał 18 stron. Okładka – przygotowana przez Dariusza Kozłowskiego – sugeruje, że zbliżają się święta Bożego Narodzenia i za chwilę wkroczymy w nowy rok. Winieta tytułowa pisana jest czcionką podobną do dzisiejszej, ale brakuje koło niej charakterystycznego symbolu Medicusa – człowieka witruwiańskiego Leonarda da Vinci. Pojawi się już przy trzecim numerze i zostanie do dziś.

Kolorowe okładki (w tamtych czasach to był ewenement) pojawiły się przy trzecim wydaniu, z każdym miesiącem też doskonaliliśmy merytoryczną zawartość gazety, obok bieżących informacji na łamy zawitały stałe rubryki: m.in. medycyna praktyczna (fachowe teksty pisane przez specjalistów dla szerokiego grona odbiorców) i dyskusje redakcyjne, w czasie których omawiano i polemizowano na ważne i aktualne tematy, związane ze środowiskiem medycznym – wspomina Dmoszyński.

Mnie urzekły perełki: rubryka pt. Szczypta łaciny, w której zamieszczano medyczne sentencje np. Ubi pus, ibi incisio – gdzie ropa, tam cięcie; Ciekawostki Medicusa – czyli co nowego w światowej medycynie np. o tym, że odkryto gen sterujący płcią, a także informacja-zaproszenie dla wszystkich lekarzy: „że w każdy wtorek o godz. 17 w siedzibie LIL przy ul. Wieniawskiej 14 odbywają się otwarte zebrania Prezydium OIL”.

Niestety, po 30 latach nie udało się ustalić, kto jest autorem tytułu lubelskiego wydawnictwa.

Medicus to była jedna z kilkudziesięciu propozycji na tytuł gazety, wymyślali je wtedy chyba wszyscy… Ale tak to jest, sukces ma wielu ojców – śmieją się twórcy miesięcznika, który dzisiaj trafia do każdego lekarza i dentysty z Lubelszczyzny, przechodząc kolejne transformacje.

Anna Augustowska

Naprawdę chcieliśmy
mieć samorząd

Ponieważ jesteśmy
lekarzami

Hartowanie
izby lekarskiej

Jak to z Medicusem
było…

Odwaga była
wtedy droższa