Odeszli…

MEDICUS 3/2015

Odeszli…

Andrzej Nowiński (1938–2014)

 

„Kiedy żegnasz przyjaciela, nie smuć się, ponieważ jego nieobecność pozwoli ci dostrzec to, co najbardziej w nim kochałeś”… Te słowa libańskiego pisarza Khalila Gibrana są prawdziwe tylko w końcowej fazie, bo smutek pozostaje, gdy strata jest zbyt wielka. Taką stratą jest dla mnie odejście doktora Andrzeja Nowińskiego, przyjaciela, przed którym mogłem zawsze głośno myśleć bez obawy doznania niezrozumienia lub niedyskrecji.

Poznałem Go przed blisko 70 laty wczesną wiosną 1945 roku. Tyle już lat istniała nasza przyjaźń i istnieć będzie… Dzisiaj rozumiem lepiej niż niegdyś słowa Henryka Manna „Przyjaźń zawarta w dzieciństwie – to jedyne, co nie umiera wcześniej niż my”. Była to przyjaźń zrazu chłopięca, dojrzewająca w czasie podwórkowych gier i zabaw, wzajemnych domowych odwiedzin i szkolnej nauki. Potem była to przyjaźń studencka pełna pracy, przygód i młodzieńczych rozrywek. Była to wreszcie wieloletnia męska przyjaźń oparta na zaufaniu i lojalności. Wiele jest prawdy w sentencji Antoniego Czechowa: „Niebo zsyła nam przyjaciół po to, byśmy mogli pozbyć się tajemnic, które nas gnębią”.

Pamiętam czas, gdy po otrzymaniu dyplomu lekarza trzeba było dokonać wyboru specjalności. Podczas gdy ja byłem w rozterce, Andrzej już wiedział, że jego powołaniem jest okulistyka. Był dla niej stworzony ze względu na precyzję umysłu i ręki, niewiarygodną dokładność i skrupulatność. Otrzymał wymarzone stanowisko asystenta ale po kilku latach odszedł z kliniki przez nikogo niezatrzymywany. Klinika straciła nader zdolnego specjalistę i obiecującego naukowca ale bardzo wiele zyskali kolejarze i zyskały dzieci, którym poświęcił swą stale doskonaloną wiedzę i umiejętności. Po wielu latach ciężkiej i bogatej w sukcesy pracy w Poradni Niedowidzenia i Leczenia Zeza anulowano zawartą z Nim umowę bez jednego choćby słowa wdzięczności. To bolało…

Andrzej był znakomitym okulistą, oddanym swej pracy i rozumiejącym jej cel i istotę. Władysław Biegański, nasz narodowy prekursor etyki lekarskiej powiedział, że najważniejszymi cnotami lekarza powinny być ludzkość, sumienność i stanowczość. Andrzej Nowiński był takim właśnie uczciwym do granic wyobraźni lekarzem. Był moim i nie tylko moim „rodzinnym okulistą”, zawsze gotowym do pomocy i zawsze skutecznym. Wśród medali i odznaczeń, którymi Go dekorowano, brakuje jednego medalu, ustanowionego niegdyś przez Stanisława Augusta Poniatowskiego – medalu „Sapere auso” – temu, który odważył się być mądrym. Andrzej miał tę odwagę i odwagę tę przejawiał nawet w niesprzyjających Jego działaniu okolicznościach.

Wśród licznych pełnionych przez Niego w Izbie Lekarskiej funkcji na najwyższe uznanie zasługuje praca w Komisji ds. Emerytów i Rencistów. Z serdeczną troską dbał o sprawy żyjących nestorów lubelskiej medycyny i o pamięć zmarłych, walczył o lekarską godność i tradycję, realizując zawołanie Adama Asnyka „Ale nie depczcie przeszłości ołtarzy…”.

Oby na Jego grobie nigdy nie zabrakło kwiatów – dowodu szacunku, sympatii i wdzięcznej pamięci!

Andrzej Papierkowski