Katharsis mistrzów

MEDICUS 10/2014

Szkoda gadać

Katharsis mistrzów

Konsultant to zawsze brzmiało dumnie. Tyle tylko, że teraz nie bardzo wiadomo, czy to jeszcze uczeń Hipokratesa, czy już urzędnik państwowy. Wprawdzie wciąż bez wytwornego biurka, sekretarki, wypasionego laptopa, auta z szoferem i służbowej karty kredytowej, ale za to z prestiżem. To był zawsze taki nobliwy dodatek do profesorskiej togi. Mniejsza o gażę równą paru poradom z profesorskiego gabinetu prywatnego. Wybitne autorytety lekarskie przyciągał do tej funkcji jej misyjny charakter. Nagrodą był zawsze honor, zaufanie i szacunek władz. Konsultant to był KTOŚ!

Obecnie konsultant nie ma żadnej mocy sprawczej, którą mógłby wykorzystać do realizacji swych rozlicznych obowiązków. Przykładem niech będzie fakt, że o kontraktowaniu świadczeń, czyli praktycznie o powstaniu lub likwidacji poradni lub oddziału szpitalnego decydują nie względy merytoryczne, ale głównie finansowe – nikt nie pyta konsultanta o opinię.

Za chwilę amatorów na tę posadę może zabraknąć. Kandydatów wskazuje wojewoda w porozumieniu z ministrem zdrowia. Do nich także należy ostatnie słowo, bo chcą takiego, co „da rękojmię należytego i bezstronnego wykonywania zadań konsultanta”. Czyli niekoniecznie takiego, który wykazuje się osiągnięciami organizacyjnymi, dydaktycznymi i naukowymi w danej dziedzinie medycyny oraz właściwą postawą etyczną. Zakamarki duszy konsultantów, zamiast nieskalanej opinii i charyzmy w środowisku, mają załatwić teraz oświadczenia konsultantów, dotyczące osobistych związków z fundacjami, wytwórcami i importerami leków, badaniami naukowymi i ich wdrażaniem. Jeżeli się samemu nie prowadzi badań w swojej dziedzinie, to nie posiada się zdolności do wiarygodnej oceny dowodów naukowych – drwią naukowcy. Na 380 złotych wyceniono granicę każdej darowizny, której można nie zgłosić w oświadczeniu. Sponsorowane wykłady i artykuły w prasie medycznej mogą być również niemile widziane. A gdzie się nie ruszyć, na konsultanta czyhają honoraria. Można wymieniać bez końca co i ile straci wybitny lekarz i naukowiec, który na 5 lat poświęci się służbie publicznej. Można kpić, że tylko frajerzy zostają konsultantami. Ale żarty na bok! Dlaczego konsultanci sami mają skazać się na spadek do drugiej ligi, pomimo że pozostają mistrzami w zawodzie? Czy rozchwytywany na całym świecie wybitny polski profesor zechce narażać się na wątpliwe ryzyko, że ktoś zinterpretuje jego źródła dochodów w sposób dla siebie dowolny i będzie próbował dowieść, że nastąpił konflikt interesów i naruszenie prawa?

Ktoś tu chce wylać dziecko z kąpielą.

Marek Stankiewicz

stankiewicz@hipokrates.org