Przychodzi lekarz do rzecznika?

MEDICUS 6-7/2014

Przychodzi lekarz do rzecznika…

z Jackiem Niezabitowskim Rzecznikiem Praw Lekarza Lubelskiej Izby Lekarskiej rozmawia Maria Przesmycka

 

• Rozmawialiśmy 4 lata temu głównie o zamiarach, bo właśnie wtedy Rzecznik Praw Lekarza został powołany przez ORL. Jak sprawdziła się ta instytucja w działaniu?

– Nie robimy, co prawda, ankiet sprawdzających poziom satysfakcji lekarzy, którym pomagamy, ale sądząc z liczby spraw kierowanych do rzecznika (łącznie 59, w tym: 12 o naruszenie dóbr osobistych lekarza, 16 dotyczących konfliktu z pacjentami, 9 interwencji), można śmiało powiedzieć, że samo życie pokazało sens powołania w izbie Rzecznika Praw Lekarza. I choć nie ma dla tej funkcji umocowania prawnego (żeby tak się stało, trzeba by było zmienić ustawę o izbach lekarskich, a żadna z opcji politycznych nie zamierza poszerzać uprawnień samorządów zawodowych, raczej wręcz przeciwnie), nie przeszkadza nam to działać w obronie lekarzy. Forma pomocy jest różna – czasem wystarczy rozmowa telefoniczna, przekazanie sprawy izbowym prawnikom, ale podejmujemy też interwencje u przełożonych lekarzy, kierujemy do zaufanych, doświadczonych w sprawach lekarskich kancelarii prawnych. W zupełnie wyjątkowych sytuacjach pomagamy też lekarzom finansowo, bo dochodzenie swoich praw czasem przekracza możliwości materialne lekarza.

 

• Jakiś konkretny przykład?

– Wróciłbym do jednej z pierwszych spraw, w której skutecznie interweniowaliśmy z prezesem LIL w szpitalu w Puławach. Dyrektor ds. ekonomicznych zarządził tam pewnego dnia rewizję w szafkach lekarzy, którą wykonały podległe mu pielęgniarki oddziałowe. Sprawa tak się zakończyła, że dyrektor ekonomiczny przestał być dyrektorem. To taki oczywisty przykład, że nie wolno dać się postponować, zastraszać, trzeba walczyć o swoje; ale znacznie łatwiej dochodzić swoich praw, mając oparcie w swojej izbie lekarskiej.

 

• Czy więcej spraw dotyczy konfliktów ze zwierzchnikami czy z pacjentami?

– Trudno ocenić. Liczbowo więcej konfliktów jest chyba z pacjentami, głównie dotyczy to lekarzy dentystów, którzy od lat pracują indywidualnie, na własny rachunek i sami, nie zawsze dobrze ubezpieczeni, są stroną w konfliktach z pacjentami. Natomiast sprawy zbiorowe są zwykle trudniejsze i bardziej skomplikowane, jak choćby podjęta parę lat temu przez lekarzy próba zablokowania prywatyzacji szpitala w Biłgoraju. Protesty lekarzy poparła ORL, Prezes i Rzecznik Praw Lekarza, niestety, bez powodzenia.

 

• Były też plany nawiązania stałej współpracy z zaufanymi kancelariami prawnymi.

– I tak się stało. Mamy takie miejsca, gdzie bez obaw możemy kierować lekarzy po pomoc prawną. Lista współpracujących z LIL kancelarii prawnych jest zatwierdzana przez Okręgową Radę Lekarską.

 

• Czy lekarze wiedzą, że mają takie oparcie w swojej izbie lekarskiej?

– Wiedzą, wiedzą. Świadczy o tym liczba zgłaszanych do nas spraw. Czasem tylko robią to zbyt późno, kiedy wszystkie terminy prawne umożliwiające pomoc upłynęły, wtedy nic nie można już zrobić. Rozumiem, że najpierw każdy próbuje rozwiązywać swoje problemy sam, ale czasem warto wcześniej szukać pomocy.

 

• A kiedy zdarzają się wątpliwości, że zgłaszana sprawa nie jest taka jednoznaczna?

– Przy wątpliwościach staramy się najpierw zweryfikować stan faktyczny, co zwykle nie jest takie trudne w środowisku, w którym wszyscy się znamy. Ale zdarza się to naprawdę rzadko.

 

• Na początku maja rzecznicy praw lekarzy izb okręgowych spotkali się z rzecznikiem NIL. Czego dotyczyło to spotkanie?

– Podjęliśmy po raz pierwszy próbę ustalenia wspólnego kierunku działań w oparciu o kilkuletnie już doświadczenie funkcjonowania w izbach rzeczników praw lekarzy. Okazało się, że wśród spraw, z którymi lekarze zwracają się do samorządu o pomoc powtarzają się podobne problemy. Na przykład kwestie zniesławiania lekarzy w internecie. Powstały już chyba dziesiątki forów internetowych, na których prowadzone są różne „rankingi” lekarzy, często opatrywane agresywnymi, bardzo krzywdzącymi komentarzami. Niejednokrotnie sam miałem wrażenie, że czytam wpisy osób niezrównoważonych psychicznie. To zjawisko szczególnie destrukcyjnie działa wobec zawodów zaufania publicznego.

Kolejny problem, dotyczący coraz większej liczby lekarzy, to narastająca presja, agresja pacjentów i ich rodzin. Szczególnie wyraźnie widać to na SOR-ach, oddziałach zabiegowych w czasie wyjazdów pogotowia, gdzie lekarze zbierają cięgi za wszystkie błędy systemu ochrony zdrowia.

Powszechny i bardzo poważny jest problem naruszania praw rezydentów. Wielu dyrektorów traktuje ich jak tanią, a właściwie bezpłatną siłę roboczą. Chodzi o respektowanie tak oczywistych praw, jak godziny pracy czy wynagrodzenie za dyżury. Z wielu szpitali trafiają do nas skargi. Także w Lublinie zwracali się do nas o pomoc rezydenci ze szpitali klinicznych.

Lekarze borykają się też z zalewem dokumentacji medycznej, przekraczającym nasze możliwości i zdrowy rozsadek. A jeszcze obiecują nam następne dokumenty do wypełniania. To zaczyna paraliżować normalną pracę lekarza. Na naszym oddziale, gdzie mamy 2000 hospitalizacji rocznie, produkujemy tony dokumentów, w dodatku w podwójnym wydaniu – elektronicznym i papierowym.

To tylko niektóre przykłady naruszania praw lekarzy, które wymagają szybkiego uregulowania, problem w tym, że nie mamy partnera do merytorycznej dyskusji. Prawie wszystkie decyzyjne stanowiska w służbie zdrowia są upolitycznione i obsadzone w dużej mierze przez osoby nie znające specyficznych problemów szpitali i przychodni. Takim „wesołym” przykładem niekompetencji zarządzających ochroną zdrowia było powołanie swego czasu w naszym województwie stolarza na stanowisko dyrektora szpitala psychiatrycznego.

 

• Powstały jakieś pomysły jak wyjść z tego impasu?

– Po dyskusji uznaliśmy, że powinniśmy w obronie lekarzy podjąć wspólnie pewne działania wyprzedzające. Przede wszystkim musimy przekazać pacjentom rzetelne informacje o prawdziwych przyczynach ich problemów z systemem ochrony zdrowia, wytłumaczyć, dlaczego muszą czekać w kolejkach, nie mogą dostać się do specjalisty, w nagłych sytuacjach nie otrzymują szybkiej pomocy. Teraz nasi pacjenci prawie każdego dnia oglądają w telewizji kolejny odcinek „serialu” o błędach lekarskich, bezdusznych medykach, a minister i premier z zatroskanymi minami dodatkowo zapewniają, że wytropili nieprawidłowości i znajdą lekarstwo na zlikwidowanie kolejek. Wnioski nasuwają się same – wszystkiemu winni są lekarze. Dlatego postanowiliśmy dotrzeć bezpośrednio do pacjentów z prawdziwymi informacjami, co jest tak naprawdę przyczyną ich dotkliwych problemów, obnażyć pozorne działania i obietnice polityków. Zamierzamy wydrukować ulotki czy rodzaj gazety dla pacjentów, dostępnej w każdej przychodni, szpitalu, wyjaśniające prawdziwe przyczyny problemów w ochronie zdrowia.

Nasz pomysł muszą najpierw zatwierdzić okręgowe rady lekarskie poszczególnych izb. Jeżeli będzie zgoda na takie działania, zechcemy jak najszybciej przystąpić do działania.