Lekarski McDrive

MEDICUS 6-7/2014

Szkoda gadać

Lekarski McDrive

„Chcesz mieć zeza, stosuj złe soczewki” – tak motywuje do leczenia swych pacjentów praktyka okulistyczna w centrum Lublina. Pacjenci podobno walą tam drzwiami i oknami. I to dosłownie, bo przestroga zdobi frontowe okno, za którym krząta się pan doktor i pomocny personel. Informacja o udzielaniu świadczeń przez lekarza nie może zawierać żadnej formy zachęty ani próby nakłonienia do korzystania z usług. Osobliwa reklama w medycynie nie jest tylko naszą rodzimą specjalnością.

„Porada lekarska tak szybko i prosto jak napełnianie baku” – tak reklamuje się pierwsza austriacka poradnia lekarska. Otworzył ją pełen
pomysłów lekarz o 25-letnim doświadczeniu, dr Dieter Zakel. Coś kogoś nagle zabolało, jest święto i lekarze nie przyjmują, a pacjent nie ma ubezpieczenia… Od 1 maja br. może podjechać na wiedeńską stację ENI i otrzymać poradę medyczną.

Dr Zakel to barwna postać. Były szef medyczny misji wojskowych NATO i ONZ. Kierował oddziałem psychiatrycznym w Linzu. Ma swoje poradnie m.in. w Sankt Petersburgu i Emiratach Arabskich. Udziela przez 16 godzin dziennie darmowych porad medycznych w ramach telefonicznej gorącej linii. O usługach lekarza można poczytać na jego internetowej stronie po niemiecku, japońsku, węgiersku czy rosyjsku. Po polsku – nie.

Na ośmiu metrach kwadratowych za przydymionymi szybami charyzmatyczny dr Zakel udziela porad – powiedzmy sobie różnorakich. Wizyta u niego ma mieć zawsze tę samą cenę – 50 euro. – To za to, że się nie czeka długo, że jestem dostępny codziennie i każdemu pacjentowi gwarantuję 15 minut uwagi – wyjaśnia nasz bohater. A może przepisać leki, wydać opinię o stanie zdrowia lub wystawić zwolnienie.

Austriacka Izba Lekarska ani drgnęła z tego powodu w swoich posadach. To jest pewnie tylko „gag marketingowy”, jak mówi przedstawiciel izby, dr Norbert Jachimowicz z Wiednia, a nie jakaś poważna medyczna alternatywa. Na zarzut, że na niewielkiej przestrzeni dr Zakel nie zapewni pacjentom żadnego serwisu diagnostycznego, odpowiada, że „najważniejszy jest stetoskop, telefon, bloczek z receptami i czas”, a także, że „80% przypadków wymaga dobrej rozmowy i odpowiedniego rozpoznania”.

Kodeks Etyki Lekarskiej zakazuje nieuczciwej reklamy, ale nie ogranicza komukolwiek organizowania happeningu. Specjaliści jednak niejednakowo to widzą, zwłaszcza kiedy happening poszukuje granic realności i eksperymentowania na granicy śmieszności. Chyba, że i oni mają zeza, bo nosili złe soczewki.

Marek Stankiewicz