W pustyni i dżungli

MEDICUS 05/2014

W pustyni i dżungli

 Szanowni Koledzy, niestety nie jest dobrze. Nasza medyczna pustynia i nasza lekarska dżungla ostatnio nie wygląda zbyt optymistycznie. I klimat ogólnie się zmienia na coraz gorszy jakby. Nadal oczywiście trwa elegancka – bo w białych rękawiczkach, przepraszam, w białych fartuchach – tradycyjna, bezpardonowa walka na kły, pazury i układy o zawodowe profity i awanse, ale jednak coraz wyraźniej daje się zauważyć, że upada etos dawnej dżungli, blednie ciepły urok pustyni, znikają oazy spokoju, a narasta bezwzględność, drapieżność i postępujący upadek obyczajów.

Nie wiadomo skąd, wśród naszej medycznej fauny i flory, coraz częściej ostatnio pojawiają się jakieś nowe gatunki, niespotykane wcześniej mutacje, hybrydy, odmiany i inne ewolucyjne nowotwory natury. Być może to naturalny odruch samoobronny przed trwającą już od dłuższego czasu medialną nagonką na naszą pustynno-dżunglową służbę od zdrowia, a może podpowiedź instynktu samozachowawczego, co robić, żeby przetrwać jako LEKARZE, a nie medialnie nowookreśleni, „niedouczeni, pazerni, chamscy i bezduszni” ŚWIADCZENIODAWCY, wyciągający pieniądze równolegle i z pustyni, i z dżungli. A tego wielu nerwowo nie wytrzymuje, większości robi to niedobrze na głowę, co owocuje niekontrolowanymi albo dobrze wykalkulowanymi zachowaniami, zmieniającymi znacznie obraz naszej profesji. Wcześniej aż tak nie było, a teraz jest. I wszystko się zmienia na gorsze. Obraz naszej pustyni i dżungli też.

Na przykład, skąd raptem ŻEBRY? I to wśród rdzennych, zasłużonych, a nawet wielokrotnie odznaczonych emerytów i rencistów naszej dżungli. A to nie jest dobrze. A dla emerytów i rencistów jeszcze jakby gorzej.

I skąd dotąd niespotykane w dżungli ŻEBRANIA NAUKOWE. Przedtem tego nie było. I nauka coraz bardziej leży, fundusze coraz mniejsze (z wyjątkiem Dżunglowego Funduszu Zdrowia), bo można stanąć z kapeluszem przed wejściem do dżungli, ale kto wrzuci na taki rozwój. Nie jest dobrze.

Coraz bardziej na całym dżunglowym areale rozplenia się też dość obrzydliwy i śliski WĄŻ-BOA DONOSICIEL, świetnie przystosowujący się do nowej sytuacji, coraz bardziej aktywny i coraz bardziej znajdujący odsłuch. Szybciej jakby też mnożą się LENIWCE! I PIJAWKI! I to niezależnie od tego ile wypiją. A oderwać ich nie można, jak się zassą!

Odnotować także trzeba pojawienie się PISKA-CHYTRUSKA. Nieduży, a nienawidzi wszystkich i za wszystko. W niepokojąco zwiększającej się liczbie zaczynają wylęgać się ORŻŁY, co to niejednego orżły i to bezkarnie, a z orłów spotkać można tylko WYBIELIKI i ZBIRKUTY.

No, czasem pojawi się jeszcze nad dżunglą ginący ORZEŁ PRZEDNI, ale potem najczęściej okazuje się, że to kolejna podróbka reklamowa, czyli albo jakiś orlen, albo bank, a w rezultacie RESZKA ZADNIA. A to smuci.

Zmniejszyło się, i to znacznie, pogłowie GRYZLLY. Może dlatego, że teraz bardziej głównie gryzą się między sobą i stąd takie efekty dżunglowe.

Obrodziły za to jak nigdy PADALCE. I to w kilku odmianach. Są już PADALCE NAKOLANNE, DOSTÓPNE, NAGMINNE, NAWYKOWE i najbardziej przewidujące – PROGNOSTYCZNE. Podobno każda z tych odmian się opłaca i gwarantuje określone korzyści, chociaż w niezbyt wygodnej pozycji. I tak im dalej, tym gorzej. Coraz częściej też natknąć się można w naszej dżungli na takie mutanty jak LWY SALONOWCOWE, BARANY KAMUFLONY, ROZBUCHAJE, CELEBRYTANY czy też LANSERY-WESOŁKI, chociaż to nie jest czas na wesołość.

W bagnie, sercu naszej dżungli, coraz bardziej panoszy się CHŁOPOPOTAM, gruboskórny, prymitywny, zadowolony z siebie, rządzący całą służbą, przekonany, że tak ma być i najczęściej ubezpieczony w KRUS-ie. I to się w dżungli czuje, bo KRUS za dezodoranty nie zwraca. Coraz większego znaczenia nabierają też SUMY. I to im większe, tym lepiej w dżungli przyjmowane. Poza tym coraz bardziej narasta moda pokazywania się NA SUMIE, co nie jest objawem ichtiofobii, ale znacząco polepsza image i zwiększa szanse na lepsze ustawienie się w dżungli. W pustyni też. Dawniej, w ramach tego samego bagna żerował PTAK-SEKRETARZ, po ustrojowej zmianie objawił się PTAK SEKRETARZA, myśląc, że nikt go nie pozna. Ale bagno swoją pamięć ma. I pamięta.

Poza tym IPD, czyli Instytut Pamięci Dżunglowej działa i dzięki temu żaden z tamtych PTAKÓW nie będzie już pluł nam w twarz, w odróżnieniu od aktualnych WŁADCÓW PRZESTWORZY (i nie tylko), latających jak chcą i gdzie chcą (najczęściej nie za swoje), kraczących co chcą, dziobiących kogo chcą i co chcą, robiących bezkarnie w gniazda. I to w nie swoje najczęściej. Podobno zły to ptak, co własne gniazdo kala, ale jak nakala w nie swoje, to od tego jest SŁUŻBA, żeby po PAŃSTWU posprzątała. Służba od zdrowia też. I dlatego TO, co teraz lata po naszej dżungli i pustyni, zaczyna być niepokojące, zwłaszcza to NISKICH LOTÓW, o BEZLOTACH nie mówiąc.

Ale okres ochronny gwarantowany immunitetami dżunglowymi trwa. I jeszcze będzie, bo na razie nie zanosi się, żeby był do ruszenia. Stąd być może te cwane, świetnie czujące się w mętnej wodzie różne PODNAWKI-TOWARZYSZKI, RYBY co PIŁY, wesołe SZCZEŻUJE (i to niezależnie jaki głupi dowcip opowiedział aktualny BAGIENNY), chętne OTWORNICE, przymilne OSTRYGI (co to boso, ale w ostrygach i nawet z pejczem) i parędziesiąt innych, ale po nowemu praktycznie i życiowo myślących odmian.

Z obserwacji wynika też, że ostatnio wzrasta dość szybko pogłowie DZIKÓW, w tym szybciej tych bardziej ześwinionych. I tendencja zwyżkowa utrzymuje się. A to nie cieszy. W ogóle zmiany są coraz bardziej zaskakujące. WIELBŁĘDÓW na pustyni przybywa, a pustynia i dżungla za to płaci. I nie tylko opinią. Chyba czas to zmienić. I przyjrzeć się dokładnie, dlaczego w nomenklaturze dżunglowej coraz wyżej zaczynają plasować się jakieś NORNIKI-WŁAZELINIARZE, OSŁY-POSŁY, OWSIKI KRĘTE SAMORZĄDOWE PRZYDUPNE, KAMELEONY LEWO- i PRAWOSKRĘTNE, GŁUPTAKI GMINNE, a nawet NAGMINNE, czy też WSZY POTYLICZNE, a może POLITYCZNE. Dokładnie nie wiadomo, bo kamuflują się podobno bardzo dobrze, a GNIDY nic nie chcą powiedzieć. A co na to KOZŁY OFIARNE?…

Na pustyni też nie jest lepiej. PIESKI PUSTYNNE co prawda szczekają, ale karawany jadą podobno częściej, bo pogotowie nie nadąża, dodatkowo co krok to jakaś fatamorgana, jakaś obiecana „zielona linia”, a przede wszystkim coraz więcej STRUSI. I na pustyni i w ogóle. A te nie dość, że o byle co chowają głowy w piasek, to jeszcze robią największe jaja. Zwłaszcza z nas. A nie czas przecież na żarty! Absolutnie! Piasku też na pustyni ubywa, bo działania z cyklu „PIASKIEM PO OCZACH” zubażają zasoby tejże, ale za to przybywa SĘPÓW-ŚCIERWNIKÓW, wypatrujących co pierwsze padnie. A padnie dużo. To się widzi i to się czuje. I wtedy już będzie prawdziwa dżungla. I pustynia. I już nie będziemy jak u siebie.

Irosław Szymański