Ten kij ma dwa końce

MEDICUS 04/2014

Nagrywać wolno, rozpowszechniać czasem też

Ten kij ma dwa końce

 

„Potajemne” nagrywanie rozmówców już dawno przestało być narzędziem zarezerwowanym tylko dla polityki i wywiadu. Nagrywanie stało się modne i masowe. Także pacjenci nagrywają lekarzy, czasami odwrotnie. Gdzieś podziała się świętość, wstyd, zażenowanie w naszych relacjach, gaśnie zaufanie, narasta niechęć, zawiść i odraza. Pękają kolejne społeczne więzi, łączące jednostkę z grupą, zbiorowością i ośrodkami kontroli społecznej.

Aż strach pomyśleć, co za chwilę może stać się z tajemnicą lekarską, która coraz częściej ni stąd ni zowąd zagląda na kolorowe szpalty wielomilionowych nakładowo tabloidów. Po udanych atakach na sekrety alkowy, detabuizacja w imię modnej w Europie poprawności dopadła medycynę i trzyma ją w morderczym uścisku. W sprawy, które dzieją się za drzwiami sypialni, wolimy nie wtajemniczać osób trzecich. Są tak intymne, że wywołują rumieniec na twarzy. A co ze sferą za zamkniętymi wrotami gabinetu lekarskiego? Zamiast rumieńca ciśnie się trzeźwe pytanie o dopuszczalność przeprowadzenia dowodu z nagrania rozmówcy bez jego zgody i wiedzy w procesie sądowym, szczególnie cywilnym. Czy w Polsce mamy zakaz korzystania „z owoców zatrutego drzewa”? Czy też może nasze zatrute drzewo z mocy Traktatu Lizbońskiego wydaje z siebie zawsze owoc… genetycznie zmodyfikowany?

 

Niby nie wolno, ale…

 

Polskie prawo nie przewiduje sankcji za fotografowanie i nagrywanie rozmów w szpitalu. Lekarz może sprzeciwić się próbie nagrania rozmowy przez pacjenta, jednak sporządzenie takiego nagrania nie jest karane. Można później wytoczyć powództwo o naruszenie dóbr osobistych przeciwko pacjentowi z art. 24 kodeksu cywilnego. Konstytucja RP w art. 49 zapewnia wolność i ochronę tajemnicy komunikowania się. Czy zatem dopuszczalne jest powołanie się w procesie sądowym na dowód z nagrania rozmowy z lekarzem, który nie miał świadomości, iż rozmowa jest rejestrowana? Środowiska konsumenckie pacjentów ochoczo podbijają bębenek, a portale internetowe huczą od urojonych pretensji, wyzwisk i inwektyw wobec lekarzy.

Pacjenci nagrywają lekarzy i medyczne rejestratorki czym się tylko da. Komórkami, długopisami, spinkami od mankietów, zegarkami, sportowymi okularami z ukrytym dyktafonem i kamerą HD. Na Allegro za 28 złotych można kupić mini kamerę o kształcie do złudzenia przypominającym brelok do kluczy od auta, nagrywającą film w wysokiej rozdzielczości i korzystającą z mikrofonu z funkcją redukcji szumów. Tak idealnym urządzaniem nie dysponował nawet sam płk Ryszard Kukliński vel Jack Strong. Teraz takie urządzenia mają posłużyć nie rzuceniu na kolana komunizmu, ale zwykłego lekarza, wybranego zresztą przez samego pacjenta.

 

 

Lekarze mogą, choć im nie wypada

 

Ale i lekarzom zdarza się odpowiadać pięknym za nadobne. Dyrektor prywatnego
szpitala HCP w Poznaniu założył na bloku operacyjnym kamery i filmuje każde wycięcie wyrostka robaczkowego, nadżerki czy guza. Szpital wykonuje coraz więcej zabiegów. Część operacji spadała z grafiku, bo spóźniał się personel. Kamery mają zdyscyplinować zespół – przekonuje dyrektor. Tylko, że filmują także chorych, często obnażonych, w różnych pozycjach. A to – zdaniem lekarzy – narusza prawa pacjenta do godności i intymności. Czy ta kontrola przekracza granice zdrowego rozsądku, czy to nowe standardy pracy?

 

 

Przydałby się precedens

 

W orzecznictwie sądowym i doktrynie, mimo iż zakaz korzystania z owoców zatrutego drzewa nie jest wprost ustanowiony w przepisach regulujących proces cywilny, coraz częściej spotykane jest stanowisko negujące możliwość korzystania z dowodów niedopuszczalnych. Za takie uznaje się dowody uzyskane w sposób sprzeczny z prawem, ale i zasadami współżycia społecznego oraz normami etycznymi, które są powszechnie akceptowane.

Sąd Najwyższy wyraził pogląd, że nie ma zasadniczych powodów do całkowitej dyskwalifikacji dowodu z nagrań rozmów telefonicznych, nawet jeżeli nagrań tych dokonano bez wiedzy jednego z rozmówców (wyrok z dnia 25 kwietnia 2003 r., sygn. akt IV CKN 94/01).

Z kolei w wyroku z dnia 10 stycznia 2008 r. Sąd Apelacyjny w Poznaniu (sygn. akt I ACa 1057/07) zajął stanowisko, zgodnie z którym dowody uzyskane w sposób niezgodny z prawem nie powinny być co do zasady dopuszczone, uznając, iż podstępne nagranie prywatnej rozmowy godzi w konstytucyjną zasadę swobody i ochrony komunikowania się. Sąd wskazał przy tym, że skoro fakt rejestrowania rozmowy znany był tylko jednej ze stron, mogła ona niemalże dowolnie manipulować treścią tejże rozmowy tylko i wyłącznie dla potrzeb procesu. 

Sąd Apelacyjny w Białymstoku, wedle którego osobie, która sama – będąc uczestnikiem rozmowy – nagrywa wypowiedzi uczestniczących w tym zdarzeniu osób, nie można postawić zarzutu, że jej działanie jest sprzeczne z prawem, a co najwyżej dobrymi obyczajami (wyrok z dnia 31 grudnia 2012 r., sygn. akt I ACa 504/11).

 

 

Odwróćmy teraz sytuację

 

Ale czy analogicznie może postąpić lekarz? Tzn. czy może ujawnić zapis rozmowy z pacjentem? Teoretycznie tak, ale…!

Pacjent przed lekarzem bez przymusu obnaża swe ciało i najskrytsze troski. A więc czasem odsłania się bardziej niż w konfesjonale. To dane drażliwe, które powinny podlegać szczególnej ochronie. Czy lekarz, który odważyłby się sfilmować takie intymne spotkanie, stałby się bohaterem czy zdrajcą? Ale przecież monitoring może działać w interesie pacjentów. Jeśli lekarz popełni błąd, nagranie będzie dowodem w sprawie – bronią się lekarze, którzy doświadczyli niezasłużonych przykrości. To wszystko teoria, bo na razie nie ma regulacji dotyczących przechowywania nagranych materiałów. Przez jaki czas szpital powinien to robić? Co może nagrać? Ile takie nagranie może trwać? Co, jeśli nagranie
wycieknie? Wkraczanie w prywatność narusza podstawowe prawa człowieka i pacjenta, które gwarantuje nam konstytucja, kodeks cywilny, ustawa o prawach pacjenta – przypomina dr Dorota Karkowska, ekspert Instytutu Praw Pacjenta i Edukacji Zdrowotnej.

 

 

Mamy iść na udry?

 

Reasumując, rzec by można, że i ten kij ma dwa końce. Albo się lekarzowi ufa i korzysta z jego pomocy albo nie. Niby proste i logiczne. Co więc mamy robić? Pstrykać zdjęcia choremu przy przyjęciu, by też mieć dowód? Dokąd nas to zaprowadzi? Nieufność może i narasta, ale nie dotyczy większości pacjentów i trzeba o tym pamiętać, bo inaczej sami lekarze zaczną ją nakręcać. Lekarz to tylko człowiek i też się może pomylić lub zgubić. Pacjent może mu wybaczyć błąd, ale nie lekceważenie i zdradę.

Marek Stankiewicz

Z corocznych badań przeprowadzanych przez European Trusted Brands (jedno z największych i najszerzej zakrojonych badań konsumenckich w Europie) dla Reader’s Digest, wynika, że lekarze cieszą się coraz mniejszym zaufaniem. Ufa im 57% Polaków, podczas gdy średnia europejska wynosi 80%. Największym zaufaniem obdarzają lekarzy Finowie (89%), Holendrzy (87%) oraz Szwajcarzy (86%). Z kolei mniejszym zaufaniem lekarze są obdarzani w Rosji (47%).

Wokanda Medyczno-Prawna

www.wokanda-medyczno-prawna.pl

Wokanda Medyczno-Prawna to pierwszy w Polsce blog pisany wspólnie przez lekarzy i prawników, na którym komentowane są orzeczenia sądowe w sprawach o podłożu medycznym (w szczególności sprawy z zakresu odpowiedzialności za błąd medyczny). Idea jest następująca – minimum teorii, maksimum życia (rzeczywistych spraw). Omawiane i komentowane są przede wszystkim konkretne, rzeczywiste przypadki w oparciu o orzecznictwo sądów powszechnych oraz dyscyplinarnych. Śledząc systematycznie nasz blog, dowiecie się o realnych warunkach wykonywania zawodów medycznych, podejściu pacjentów, lekarzy, biegłych oraz sądów do problemu tzw. błędu medycznego oraz zasądzanych w procesach medycznych odszkodowaniach i zadośćuczynieniach.