Diagnoza wstępna

MEDICUS 04/2014

Diagnoza wstępna

Informacje o planowanych zmianach w pracy lekarzy specjalistów i lekarzy POZ nie są dzisiaj pełne. Cykl wydawniczy gazety nie pozwala, aby dłużej czekać na zapowiadaną przez ministra zdrowia pełną informację. Najbardziej ciekawi mnie wyjaśnienie określenia „zmiany będą bolesne”. To negatywne odczucie może bowiem dotyczyć łącznie lub z osobna lekarza specjalistę, lekarza POZ, pacjenta, ale też samego ministra zdrowia i jego przełożonego. Chyba z powodu takiego kolażu wymienionych podmiotów brak zdecydowanych ocen zapowiadanych zmian.

Pacjent (społeczeństwo) słyszy hasło walki z kolejkami do specjalistów i skłonny jest je akceptować; lekarze są zaprawieni w radzeniu sobie z trudnościami i może uda się specjalistom lub „peozetowcom” uniknąć bólu; a minister zdrowia to polityk, mogący nadużywać zasady, „że z Konstytucji nie wynika obowiązek przyjmowania… rozwiązań wyłącznie korzystnych dla podatników”.

Dla lekarza specjalisty zmiany niewątpliwie nie będą korzystne. Około 20 lat nieustannej reformy i ostatnio wprowadzone zasady wyceny porad specjalistycznych upoważniają do przygotowania się na gorsze warunki finansowania, chociażby z powodu zmniejszenia ilości (może wyceny) badań CT, które zlecać mają lekarze rodzinni. Taka decyzja bardziej uderzy w zarządzających i właścicieli przychodni, częściej publicznych.

Od kilku lat przychodnie POZ składają miesięczne sprawozdania do NFZ, zawierające liczbę wykonanych porad. Tylko pozornie można było sądzić, że praca tak dużej liczby osób tworzących i opracowujących te sprawozdania jest niepotrzebna. Finansowanie opieki podstawowej oparte na stawce kapitacyjnej w żaden sposób nie koresponduje z liczbą wykonanych świadczeń. Wiedzieliśmy, że są to przygotowania do zmiany sposobu finansowania. Pozostawało tylko pytanie: Kiedy? Widocznie sprawa dojrzała na tyle, że można już dokonać następnych oszczędności finansowych. Pretekst ku temu jest nieistotny. Jest ich co niemiara w ochronie zdrowia, a urzędnicy ministerstwa i NFZ stale je tworzą. Gdyby zaś chciano uwzględnić liczbowe dane ze sprawozdań, powinna być podana społeczeństwu informacja w rodzaju: Lekarze POZ nie są przeciążeni pracą i będą w stanie przejąć część opieki specjalistycznej. Tak w istocie nie jest i dlatego śmiem przypuszczać, że ostatni, dość dobrze funkcjonujący segment ochrony zdrowia, zostanie zepsuty i „nareszcie” będzie jednakowo. Będą kolejki i do specjalistów i do POZ.

Paradoksalnie jednocześnie brzmi zapowiedź i nawoływanie do wykonywania większej liczby badań w sytuacji, kiedy sami pacjenci od dawna żądają ich wykonywania w przypadkach nieuzasadnionych lub niezgodnych z regulacjami prawnymi. Trzeba nie lada sztuki ze strony lekarzy, aby takie sytuacje wytłumaczyć i jednocześnie nie stracić zapisanego pacjenta. Świadomość tej potencjalnej możliwości nie pozwala na „oszczędzanie” na badaniach i nie to jest przyczyną sporadycznych niepowodzeń. Niewątpliwie, wśród obecnie wykonywanych badań diagnostycznych wiele jest niepotrzebnych (tak więc, niepotrzebne są też ich koszty), a w niektórych przypadkach wręcz szkodliwych dla pacjenta. Na przykład w odniesieniu do chorego doznającego często utraty przytomności i urazów głowy mówimy, że z powodu wielu wykonanych badań CT „zapewne wieczorem już świeci”. Dzieje się tak z powodu zabezpieczania się lekarzy przed odpowiedzialnością w sytuacji budowania przez pana ministra u pacjentów przeświadczenia, że to lekarz jest odpowiedzialny za pogorszenie stanu zdrowia. Przypuszczam, że oddanie w kompetencje lekarzy POZ części opieki specjalistycznej będzie mnożyło takie przypadki.

Zatem kogo bajeruje minister zdrowia? No, chyba nie obywatela i premiera, gdzieżby śmiał.

Janusz Spustek