Po szpitalu

MEDICUS 1-2/2014

Po szpitalu

(scenariusz mniej więcej codzienny)

 

(Rodzina wyprowadza pacjenta ze szpitala. Pacjent idzie w kucki, obciągając sobie przykrótką koszulę.)

Pacjent – Wolniej!… I nie szarpcie mną tak! Zdrowy całkiem jeszcze nie jestem!

Siostra – I tak właśnie wyglądasz! To po co się było na własne życzenie ze szpitala wypisywać?! Ludzie miesiącami w kolejkach na łóżko czekają, a ty się wypisujesz?!

Pacjent – A na co miałem czekać?! Szczury i prusaki już uciekają, to ja się miałem namyślać!? Zresztą powiedzieli mi, że jeżeli leki, które do wczoraj mieli i które co trzeci dzień w ramach oszczędności po połowie dostawałem, nie pomagają, to w domu powinno mi samo przejść. Poza tym łóżko było potrzebne, bo dozorcę z Urzędu Marszałkowskiego mieli kłaść, to nie mogłem się upierać, żeby zostać. Trzeba znać swoje miejsce w szeregu! I nie ciągnijcie mnie tak w górę!!!

Brat – To skończ z tym kretyńskim dreptaniem w przykucu!!! W domu na własne życzenie prawie już jesteś, nikt cię nie straszy, to już nie musisz się ukrywać. Bądź mężczyzną. Wyprostuj się!

Pacjent – Wcale się nie ukrywam! A bycie mężczyzną to w szpitalu trudne. Wszystko przez tą koszulę.

Brat – Jaką koszulę?

Pacjent – O tą! Położniczą! Już tylko takie mieli w szpitalnym magazynie i taką dostałem. O, jaka wytworna! Z falbaną nawet. A sięga, gdzie sięga! Wyprostować się?

Siostra – Absolutnie! Kucnij! Nie chcę na to patrzeć! Jeszcze mnie o kazirodztwo oskarżą! I o gender! Kochany, wygląda na to, że ty dzicz moralna jakby jesteś. W pokazywactwo w szpitalu się bawiłeś? W ekshibicjonistwo?

Pacjent – W nic się nie bawiłem! Takie szpitalne sorty dostałem.

Brat – Tak? To mają poczucie humoru w tych szpitalach! Nie prostuj się!

Pacjent – Widzicie?! A podobno i tak miałem szczęście, bo mój sąsiad z sąsiedniego łóżka…

Siostra – Ten z krzywicą?

Pacjent – Nie, ten z prostatą! On dostał tylko dziecięcy podkoszulek i trep. Za to o trzy numery za duży!

Brat – Podkoszulek?

Pacjent – Trep!

Siostra – To tylko jeden trep dostał?

Pacjent – Dwa, tylko drugi pierwszej nocy ktoś go sobie przywłaszczył.

Brat – To pewnie ktoś po amputacji nogi musiał być, jeżeli tylko jeden przywłaszczył. A ten twój sąsiad jak chodził w jednym trepie?

Pacjent – O kuli! Przecież musiał jakoś wiarygodnie w szpitalu wyglądać!

Brat – O kuli? Po prostacie?

Pacjent – Po korytarzu! Kochany, prostaty po operacji nie widać, a kulę tak! A w szpitalu trzeba wyglądać wiarygodnie, żeby nawet coś od bólu dostać. A żeby wyglądać, to trzeba myśleć, jak wyglądać. Prostata to nie prostota! I ten mój sąsiad to chyba wiedział.

Brat – Może już wcześniej gdzieś leżał.

Pacjent – Możliwe. Teraz się leży tam, gdzie się daje!

Brat – Myślisz, że dał?

Pacjent – Nie wiem, ważne, że leży. I chodzi.

Siostra – A kulę skąd wziął?!

Pacjent – Z trzeciej sali drugiej nocy.

Brat – A ten z trzeciej sali co?

Pacjent – Wózek wziął temu z piątej.

Siostra – A ten z piątej teraz co?!

Pacjent – Nic! Teraz leży! On wtedy już nie miał wózka, bo mu wcześniej zginął, a ten wózek co ten z trzeciej zawłaszczył,
to był dziecięcy, bo tego z piątej córka z dzieckiem odwiedziła, a wózek zostawiła przed salą, żeby dziadek zobaczył, że wnuk już chodzi.

Brat – I dziecku wózek ten z trzeciej zabrał? Przecież wszystkie dzieci są nasze!

Pacjent – Ale wózki nie! Powiedziałem mu o tych wszystkich naszych dzieciach i chyba sumienie go ruszyło, bo oddał, chociaż wózka potrzebował, żeby w ogóle chodzić.

Brat – To coraz ciekawiej jest w tych szpitalach.

Pacjent – A ja taki ciekawski nie jestem, dlatego się wypisałem. Na własne żądanie! I to jest jedyne żądanie, które od razu uznają w tym Funduszu od zdrowia. Żądasz, żeby się leczyć – to czekaj! Żądasz, żeby się nie leczyć, to natychmiast z uznaniem spełniają twoje żądanie. Bo tu wyjątkowo masz prawo. Żądasz – i masz! I wynocha! Rządy są ważne – żądania tylko niektóre. Nieważne – ubranie moje macie?

Siostra – Mamy!

Pacjent – W mamy się nie zmieszczę! Czy moje macie?

Brat – Nie mamy, bo magazyn szpitalny był zamknięty.

Pacjent – Trudno, odbiorę sobie przy następnym pobycie. Teraz chodźmy! Na izbie przyjęć się przebiorę.

Siostra – W tym przykucu na izbę przyjęć?! Przy ludziach?

Pacjent – Tak! Żeby ludzi do służby zdrowia nie zniechęcać! Niech czekający widzą – przywieźli człowieka po trzech godzinach czekania na karetkę, a po dwóch dniach wychodzi o własnych siłach. W przykucu – ale wychodzi! Wyprostują go w ramach rehabilitacji ambulatoryjnej, bo już jest zapisany za trzy miesiące. Kochani – szpital to sztuka pozoru. I widocznie o to teraz chodzi! I na własne życzenie to mamy! Idźmy!

Brat – Ty przodem! My cię podtrzymamy!

Pacjent – Do przodu to nam jeszcze sporo brakuje. Mnie możecie podtrzymywać, ale tego wszystkiego podtrzymać się nie da! Wyjdźmy! Stąd i daj Boże z tego!

Irosław Szymański