Chcę wiedzieć więcej

MEDICUS 7-8/2013

Punkty edukacyjne

Chcę wiedzieć więcej

z Bernardem Żaroffe ordynatorem Oddziału Chirurgii Ogólnej i Urazowej z Pododdziałem Chirurgii Dziecięcej SP ZOZ w Tomaszowie Lubelskim rozmawia Anna Augustowska

 

• Zapracowany chirurg z dodatkowymi obowiązkami ordynatora i ponad 250 punktów edukacyjnych na koncie w ostatnim okresie rozliczeniowym (podobnie w poprzednim). Można to wszystko pogodzić?

– Jeśli ma się cel, pasję i cierpliwość. Ja zawsze chciałem być lekarzem i od początku zdawałem sobie sprawę, że nie sposób uprawiać ten zawód bez stałego pogłębiania zdobytej wiedzy i uczenia się nowych umiejętności. To oczywiste. Lekarz stale musi się doskonalić i dotrzymywać kroku rozwijającej się nauce. To daje poczucie bezpieczeństwa samemu lekarzowi: „umiem i wiem, jak leczyć lepiej”, ale także pacjentowi, który powierza nam swoje zdrowie i życie.

 

• To prawda, ale lekarz pracujący tak jak pan, na rubieżach województwa, z daleka od dużych ośrodków akademickich w dodatku zabiegowiec, ma chyba trudniej?

– Mieszkam i pracuję w miejscu, skąd – bądźmy szczerzy – wszędzie jest daleko. Wyjazd na kurs szkoleniowy czy warsztaty, to faktycznie nie jest podróż kilka ulic dalej. Wymagało to więc wypracowania pewnych logistycznych rozwiązań. Sądzę, że dzięki przychylności dyrekcji tomaszowskiego szpitala, a także dzięki naszej dobrze zbudowanej relacji na oddziale, gdzie razem ze mną pracuje sześciu chirurgów – nie mamy problemów z taką organizacją pracy, aby wszyscy w zespole mogli korzystać ze szkoleń. Bez problemów zastępujemy się na dyżurach i w codziennej pracy, możemy na siebie liczyć. Chociaż ja, z racji swoich obowiązków ordynatorskich, staram się wybierać te kursy, które nie trwają wiele dni.

Bardzo sobie cenię to nasze zgranie, bo dobrze wiem, że bez tej wzajemnej przychylności naprawdę mogłoby być trudno. Choćby z powodu odległości – nawet do Lublina mam 120 km – trudno więc dojechać na szkolenie i w tym samym dniu wrócić np. na dyżur. Na szczęście dla wszystkich pracujących ze mną kolegów, ustawiczne kształcenie jest bardzo ważne. I na dowód, że nie jestem gołosłowny, przytoczę kilka przykładów. To dzięki temu, że stale doskonalimy nasz warsztat pracy w coraz większym stopniu wykorzystujemy w codziennej pracy techniki videochirurgii i endoskopii. Wszyscy chirurdzy ukończyli też kursy ultrasonografii diagnostycznej i zabiegowej, szczególną troską otaczamy pacjentów z mnogimi obrażeniami ciała, a dzisiaj, kiedy rozmawiamy, uruchomiliśmy właśnie CRRT, czyli ciągłą terapię nerkozastępczą, prowadzoną w oddziale. Gdyby nie nasza wiedza i pogłębiane stale umiejętności, chirurgia w Tomaszowie wyglądałaby inaczej.

 

• Odnoszę wrażenie, że takie podejście do ustawicznego kształcenia się w państwa przypadku nie wymaga dodatkowego „bodźca” w postaci ewidencjonowania uzyskanych w trakcie szkoleń punktów edukacyjnych?

– Wiele w tym prawdy. Niestety, obecny system nie motywuje do uzyskiwania punktów i, szczerze mówiąc, nie jest mi potrzebny, abym chciał podnosić swoje kwalifikacje. Podobnie chyba myśli większość, skoro w jego ramach rozlicza się niecałe 18% spośród nas. Kształcimy się, bo chcemy wiedzieć więcej i lepiej leczyć, bo zależy nam na rozwoju naszych miejsc pracy, poszerzaniu usług, które możemy świadczyć itd. Jeśli miałbym odpowiedzieć, dlaczego ja rozliczam się z punktów, to odpowiem najprościej – bo jest taki obowiązek, który nakłada na lekarzy kodeks etyki lekarskiej.

 

• Co więc warto w tym systemie zmienić – i czy w ogóle jest taka potrzeba?

– Myślę, że wystarczy doceniać lekarzy, którzy wywiązują się z tego obowiązku, np. przy wybieraniu kierowników oddziałów. Jeśli kandydaci mają podobne osiągnięcia, to niech dodatkowym atutem będzie w tej rywalizacji pula uzyskanych punków edukacyjnych. Sądzę, że to doskonałe kryterium – wygrywa ten, który więcej umie.

Z całą pewnością warto by było premiować przy podpisywaniu kontraktów z NFZ te zespoły, które mogą się wykazać certyfikatami i akredytacjami (posiadamy od sześciu lat certyfikat Centrum Monitorowania Jakości ), bo to dowód, że w tych placówkach pracują stale kształcący się lekarze.

Pewnie mógłby też powstać system nagród dla najlepszych – to pole do popisu dla naszych szefów, ale także dla naszego samorządu.

 

• Aby uzbierać tak jak pan, 250 punktów nie trzeba pracować naukowo?

– W obu okresach rozliczeniowych korzystałem głównie z kursów proponowanych w ramach mojej specjalności. Oczywiście prenumerowałem też prasę. Ponieważ wyjątkowo cenię sobie udział w dyskusjach, które towarzyszą szkoleniom, nie korzystałem w zasadzie ze szkoleń internetowych. Być może nie zaoszczędziłem w ten sposób czasu – nie było mnie w domu, nie było mnie przy pacjentach – ale kiedy podliczam moje szkoleniowe wyjazdy, to mogę szacunkowo określić, że rocznie wyjeżdżam w tym celu około 10 razy. Czy to dużo? Dla zdobytej wiedzy warto.