Morfologia ? badanie proste i konieczne

MEDICUS 7-8/2013

Morfologia – badanie proste i konieczne

z prof. Jadwigą Dwilewicz-Trojaczek z Kliniki Hematologii, Onkologii i Chorób Wewnętrznych Uniwersytetu Medycznego w Warszawie
rozmawia Anna Augustowska

 

• Na zespoły mielodysplastyczne co roku choruje więcej osób niż na białaczki, tymczasem są one mało znane lekarzom, wykrywane zbyt rzadko i za późno. Dlaczego?

– Zespoły mielodysplastyczne (MDS, myelodysplastic syndromes) są stosunkowo niedawno wyodrębnioną kategorią nowotworowych chorób krwi (szpiku kostnego) i co tu kryć – medycyna wciąż ma niewiele do zaoferowania tym chorym, chociaż ostatnie lata pokazują, że mamy szansę na niesienie skutecznej pomocy. Z drugiej strony jest to choroba ludzi starszych – większość, bo aż 80%, to osoby po 70. roku życia – i z tego powodu często MDS są mylone lub bagatelizowane, no bo jak ktoś w tym wieku skarży się na osłabienie, zawroty głowy czy trudności w koncentracji, to zwykle przypisuje się to naturalnemu procesowi starzenia. Tymczasem wczesna diagnoza może uchronić tych pacjentów np. przed nasileniem niedokrwistości. Warto o tym mówić, bo jesteśmy społeczeństwem starzejącym się i już teraz w Polsce MDS stwierdza się co roku u około 800 osób.

 

• Tą wczesną diagnozę można postawić już na podstawie prostej morfologii krwi?

– Można, o ile się ją zleci. Wciąż trzeba to uświadamiać lekarzom (zarówno rodzinnym jak i internistom), ale także społeczeństwu i wyraźnie podkreślać, jak ważną, tanią i dostępną bronią w walce o zdrowie jest systematyczne – przynajmniej raz w roku – wykonywanie morfologii krwi. Uważam, że osoby po 60. roku życia powinny wykonywać to badanie obowiązkowo. Niestety, w tym względzie mogą liczyć tylko na czujność swych lekarzy, ale przede wszystkim na własny rozsądek, bo polscy emeryci są tak naprawdę pozostawieni sami sobie. Jeśli nie chorują przewlekle od dłuższego czasu, to w zasadzie nie wykonuje się u nich żadnych badań, o profilaktycznych nie mówiąc. Stąd tak rzadkie i późne wykrywanie MDS.

 

• Istnieje też chyba problem ze stawianiem właściwej diagnozy – lekarze widząc złe wyniki morfologii niekoniecznie dobrze je interpretują?

– Jeśli niedokrwistość jest umiarkowana, to rzeczywiście chcą szybko chorego „postawić na nogi” i leczą go wszystkim, tzn. chory dostaje żelazo, witaminę B12, kwas foliowy, a często także sterydy. W efekcie jego stan nie ulega poprawie, a wręcz się pogarsza. I wkrótce chory wymaga przetoczeń krwi, które stają się coraz częstsze, a to prowadzi do przeładowania organizmu żelazem. Przeładowanie żelazem z kolei grozi uszkodzeniem serca, wątroby, trzustki (to może indukować cukrzycę), prowadzi do zaburzeń odporności, a to z kolei do infekcji bakteryjnych czy grzybiczych. Trzeba pamiętać, że zespoły mielodysplastyczne są trudne do zdiagnozowania. Konieczna jest bardzo dokładna analiza morfologii krwi i szpiku kostnego, pozwalająca wykluczyć wszystkie choroby o podobnych objawach. Powinno się więc wykonać oczywiście badanie krwi, szpiku kostnego, badanie cytogenetyczne i na ich podstawie ustalić ewentualne zmiany w chromosomach komórek szpiku kostnego. Miejscami rozpoznania i leczenia powinny być kliniki hematologii oraz oddziały hematologiczne, dysponujące możliwościami diagnostycznymi, posiadające pracownię cytogenetyczną, a także możliwości lecznicze odpowiednie do sytuacji chorego.

 

• A jakie mamy obecnie metody leczenia?

– Wszystko zależy od stanu chorego i od typu MDS. Chorzy z grupy niskiego i  pośredniego ryzyka, którzy wymagają przetaczania koncentratu krwinek czerwonych powinni być leczeni erytropoetyną – czynnikami stymulującymi powstawanie erytrocytów. To może zmniejszyć konieczność uciążliwych przetoczeń krwi – co dla pacjentów, którzy muszą korzystać z tego zabiegu co miesiąc, a nawet częściej jest ogromną ulgą. U chorych z zespołem 5q z powodzeniem stosuje się lenalidomid, ale w Polsce, jak i w Europie ten lek jak na razie nie ma rejestracji. U części pacjentów wykonywane są allotransplantacje komórek krwiotwórczych, ci, którzy się do tego zabiegu nie kwalifikują, mogą otrzymywać azacytydynę, która wydłuża przeżycie u chorych z wysokim ryzykiem. Chorzy z grupy wysokiego ryzyka mogą otrzymywać chemioterapię typową dla leczenia ostrych białaczek szpikowych, lecz remisja zwykle jest krótka (<12 miesięcy).

 

• Czy nauka umie wyjaśnić przyczyny MDS? Może są sposoby zapobiegania tej chorobie?

– Niestety, niewiele wiemy na temat przyczyn występowania zespołów mielodysplastycznych, chociaż są pewne tropy. Należą do nich: dym tytoniowy, kontakt z metalami ciężkimi, pył z zawartością krzemionki, benzen, środki ochrony roślin, promieniowanie jonizujące, ale także chemio- i radioterapia czy transplantacja narządów. Te ostatnie przypadki stanowią ryzyko wystąpienia wtórnego rozwoju MDS. Co do zapobiegania – na pewno można nie palić papierosów.

 

• Wiem, że pani profesor angażuje się w prowadzenie szkoleń dla lekarzy podnoszących ich wiedzę na temat zespołów mielodysplatycznych.

– To prawda organizujemy warsztaty głównie dla hematologów zajmujących się leczeniem MDS. Przy Polskiej Grupie Białaczkowej utworzyliśmy nawet sekcję ds. MDS. Prowadzony jest też rejestr chorych, ponieważ zespoły nie są objęte odpowiednią statystyką, gdyż nie są wliczane do chorób nowotworowych, mimo że są nowotworami układu krwiotwórczego.

 

• Starzejemy się jako społeczeństwo, chorych z MDS będzie przybywać – nad czym teraz pracują naukowcy, jakie leki – metody leczenia już wkrótce mają szansę zaistnieć, aby skutecznie pomagać tej grupie pacjentów?

– Trwają badania nad stosowaniem leczenia skojarzonego, np. Azacytydyna+Lenalidomid, oraz nowych leków: clofarabina, sapacitabina, midostauryna, inhibitory deacetylazy histonu, rigosertib (inhibitor wielokinazowy).