Szanuj kolegę swego?

MEDICUS 12/2013

Szanuj kolegę swego…

Temat wzajemnego szacunku, jakim lekarze obdarzają innych lekarzy, nie cieszy się zbytnią popularnością w telewizji, prasie, radiu czy w Internecie. No, chyba że medialna informacja należy do kategorii tzw. bad news, które niezależnie od okoliczności zawsze się dobrze sprzedają.

Pracując w zawodzie lekarza „już” czy, jak może słusznie stwierdzą starsi koledzy, „dopiero” dziesięć lat, zauważyłem coś, co chyba powinno nas wszystkich zaniepokoić. Spadek wzajemnego szacunku. Początkowo wydawało mi się, że problem nie narasta, jednak biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia, które spotkały mnie w dość krótkim czasie oraz coraz większą liczbę koleżanek i kolegów lekarzy, którzy skarżą mi się na „zło tego świata”, doszedłem do wniosku, że problem zaniku szacunku między lekarzami narasta, stając się problemem, o którym powinniśmy rozpocząć dyskusję, przynajmniej w naszym lekarskim gronie.

Zbyt często zapominamy, że wykonując ten sam zawód, choć mając różne specjalizacje, tworzymy dość jednolitą społeczność, która powinna się nawzajem wspierać i darzyć należnym szacunkiem. Jedną z najgorszych rzeczy, które prowadzą do spadku zaufania, jakim darzą nas pacjenci, jest właśnie nasz brak szacunku wobec innych lekarzy, szczególnie wtedy, gdy świadomie deprecjonujemy naszych kolegów w oczach chorych. A krytyczne informacje, dotyczące innych medyków, które padają z naszych ust, zwłaszcza, gdy zabarwione są dużym ładunkiem negatywnych emocji, rozchodzą się lotem błyskawicy.

Ostatnio, od znajdującego się pod moją opieką pacjenta dowiedziałem się, że doktor X kazał odstawić przepisany mu przez doktora Y preparat, mówiąc, że tamten (tu dosłownie cytuję): „Powinien zwierzęta, a nie ludzi leczyć.” Kilka dni później, rozmawiając ze specjalistą medycyny pracy, usłyszałem, że jest już „po godzinach” i mnie nie przyjmie. Na szczęście, argumentem, który zadecydował o tym, że poświęcił mi 20 minut swojego prywatnego czasu (w poczekalni czekała jego żona) było to, że ja również jestem lekarzem. Przy okazji dowiedziałem się, że my, lekarze szpitalni (a szczególnie pracujący w klinikach), nie kierujemy się solidarnością zawodową i kolegów po fachu, pracujących w poradniach czy w mniejszych szpitalach, traktujemy jak lekarzy trzeciej kategorii. Choć nie dotyczy to mnie osobiście, jednak trochę zabolało. Na moje pytanie o przyczynę jego opinii usłyszałem kilka krótkich osobistych, smutnych historii o tym, jak źle został potraktowany przez kolegów po fachu.

Trzy dni później znajoma lekarka opowiedziała mi, że przechodząc nieopodal szpitala została prawie „zabita wzrokiem” przez jednego z całkiem jeszcze młodych profesorów. Z ciekawości zapytałem o przyczynę. Okazało się, że profesor zabija wzrokiem prawie wszystkie kobiety, które ośmielą się nie powiedzieć mu pierwsze „dzień dobry”. Niestety, nie było to tylko jej przewrażliwienie, bo większość pytanych przeze mnie o profesora lekarek uważa go za „wyjątkowego bufona”. Warto dodać, że różnica wieku nie była aż tak wielka, aby pani doktor, według obowiązujących zasad savoir vivre’u była obowiązana pierwsza ukłonić się mężczyźnie. Na szczęście, zdecydowana większość znanych mi lekarzy-profesorów to dżentelmeni, którzy pierwsi kłaniają się kobietom, niezależnie od ich wieku.

Poruszając temat wzajemnego szacunku, warto wspomnieć o art. 52 Kodeksu Etyki Lekarskiej, który mówi wyraźnie, że lekarze powinni okazywać sobie wzajemny szacunek, a jednocześnie zachować szczególną ostrożność w formułowaniu opinii o działalności zawodowej innych lekarzy, w szczególności nie powinni ich w jakikolwiek sposób publicznie dyskredytować.

Koleżanki i Koledzy, niezależnie od wieku, zawodowego doświadczenia i posiadanych tytułów – szanujmy się wzajemnie. Pokażmy przedstawicielom innych zawodów i naszym pacjentom, że my, lekarze, naprawdę mamy klasę!

Marek Derkacz
marekderkacz@interia.pl