Jest obowiązek ? więc go wypełniam

MEDICUS 10/2013

Punkty edukacyjne

Jest obowiązek – więc go wypełniam

z Agnieszką Surdyką kierownikiem NZOZ As-Dent w Lublinie rozmawia Anna Augustowska

 

• Leczyć zęby dzieciom… chyba trudne zadanie?

– Na pewno nie najprostsze, ale jak się lubi swoją pracę… Poza tym ja leczę te starsze, a nawet czasem już dorosłe dzieci – uczniów Liceum Ogólnokształcącego nr 9 w Lublinie, więc zadanie mam zdecydowanie uproszczone. Starsze dzieci same chcą przychodzić do gabinetu, bo już wiedzą, jak ważne są zdrowe i zadbane zęby.

NZOZ AS-dent, który kilka lat temu założyłyśmy wspólnie z koleżankami, skupia 15 lubelskich gabinetów szkolnych, poza tym w mieście jest jeszcze jeden tego typu niepubliczny ZOZ. Dzięki temu obejmujemy stałą i systematyczną opieką wszystkie uczące się w lubelskich szkołach dzieci i młodzież do 18. roku życia.

 

• NZOZ AS-Dent to całkiem spora firma. Sama pani nią kieruje?

– Sama, bardzo się staram i nie ukrywam, że czuję ciężar odpowiedzialności, jaka na mnie spoczywa. Wszystkie gabinety szkolne mają kontrakty z NFZ. Trzeba więc stale i systematycznie pilnować dokumentacji. To dużo pracy, która pochłania czas. Poza tym ja też prowadzę jeden ze szkolnych gabinetów, gdzie pod opieką mam około 800 uczniów. Tylko nieliczni spośród nich nie korzystają z opieki stomatologicznej, którą proponuję. Na leczenie czy zabiegi profilaktyczne u młodzieży, która nie ukończyła 18. roku życia, zgodę muszą wyrazić rodzice lub prawni opiekunowie. W liceum, w którym pracuję, ponad 95 proc. rodziców zgadza się na to. Myślę, że to bardzo wygodne dla wszystkich: gabinet jest w szkole, dziecko
ma systematycznie kontrolowany stan uzębienia, ja gwarantuję leczenie na bazie wysokiej jakości światłoutwardzalnych materiałów (wszystkich zębów), a także zabiegi profilaktyczne – powtarzane co 3 miesiące lakierowanie zębów. Oczywiście wszystkie nasze świadczenia są udzielane bezpłatnie. Poza tym rodzice są przeze mnie zawsze informowani o przebiegu leczenia u ich dzieci, mogą się ze mną kontaktować, zgłaszać pytania.

W ten sam sposób działają wszystkie szkolne gabinety w Lublinie od lat, dzięki temu możemy szczycić się naprawdę dobrymi wynikami. Najlepiej to widać u dzieci, które są przez nas prowadzone od podstawówki. Gdyby tak jeszcze do szkół mogli wrócić lekarze rodzinni…

 

• W takim razie jak tak zapracowana lekarka i mama dwóch córek znajduje czas na uczestniczenie w szkoleniach, kursach i warsztatach? Należy pani do dentystów, którzy uzbierali ponad 200 punktów w ostatnim okresie rozliczeniowym.

– Konieczność stałego dokształcania się jest w naszym zawodzie czymś oczywistym i nie podlega dyskusji. Myślę, że tak sądzi każdy, kto zajmuje się leczeniem. Praca szkolnego stomatologa jest dość specyficzna – w gabinecie jest się zdanym tylko na siebie. Stąd konieczność ciągłego doszkalania się i to nie tylko z dziedzin stricte dentystycznych, np. musimy uczyć się i ćwiczyć udzielanie pierwszej pomocy. W najbliższym czasie chcemy odbyć zajęcia z szybkiej interwencji w nagłych stanach – chodzi m.in. o pomoc w stanach wstrząsu anafilaktycznego, a także z udzielania pomocy w urazach zębów – bo u dzieci to dość częste.

Bardzo istotne i ułatwiające nam uczestnictwo w tego typu kursach i szkoleniach jest, mogę to tak nazwać, nasz autorski pomysł, aby szkolenia organizować sobie samemu. Jako 60-osobowa grupa szkolnych stomatologów z Lublina sami ustalamy tematy, zapraszamy wykładowców, zgłaszamy to w LIL – wszystko zgodnie z zasadami. Organizujemy te szkolenia od kilku lat i cieszą się ogromnym
powodzeniem. To dla osób pracujących całkowicie samodzielnie znakomita i ważna okazja do dyskusji i wymiany doświadczeń. Rocznie dzięki uczestnictwu w tych kursach – zwykle jest ich 10 w roku – można „uzbierać” 20 punktów, co, jak łatwo policzyć, w ciągu 3 lat powiększa pulę o 60 punktów.

Ponieważ szanujemy nasz czas pracy – udział w kursie to niestety konieczność zamknięcia na dzień gabinetu albo przyjęcia mniejszej liczby pacjentów – staramy się tak je organizować, aby odbywały się w tych samych dniach co kursy PTS. W ten sposób jednego dnia można być na dwóch punktowanych spotkaniach szkoleniowych.

Korzystamy też z kursów organizowanych w LIL, ale bardzo trudno się na nie zapisać, bo jest mało miejsc. Natomiast na szkolenia organizowane np. przez firmy nie wszystkich stać. Ich koszt to zwykle kilkaset złotych. Dla młodego lekarza to trudna do pokonania bariera.

 

• Co jeszcze może pomóc w zdobyciu obowiązkowych punktów?

– Ja polecam polsko-angielski dwumiesięcznik „e-Dentico”. Pismo prowadzi program edukacyjny, który umożliwia zdobywanie punktów edukacyjnych. Co ważne, aby taki test rozwiązać, trzeba zapoznać się ze wszystkimi materiałami w gazecie. To bardzo poszerza ogólną wiedzę stomatologiczną, bo siłą rzeczy nie można ograniczyć się tylko do swojej działki. Kiedy w maju tego roku rozpoczęłam specjalizację ze stomatologii dziecięcej (mam już ze stomatologii zachowawczej), okazało się, że jestem dobrze zorientowana we wszystkich obecnych nowinkach i nie mam zaległości. Sprawiło mi to ogromną satysfakcję i utwierdziło, że jestem na bieżąco.

 

• Co pani sądzi o rozliczaniu się z uzyskanych punktów – to motywuje do ich zdobywania?

– Z punktów trzeba się rozliczyć, bo taki jest obowiązek. A ja po prostu wypełniam swoje obowiązki. Nie widzę też w tym jakiegoś problemu czy utrudnienia. Nie wiem, czy to silny motywator. Mnie zachęca do poszerzania wiedzy potrzeba bycia lekarzem coraz lepiej wykształconym.

Myślę, że lekarzy, którzy zdobywają punkty i rozliczają się z nich, powinien doceniać przede wszystkim NFZ. I właśnie z nimi w pierwszej kolejności podpisywać kontrakty.