Bo chcę być coraz lepszym lekarzem

MEDICUS 9/2013

Punkty edukacyjne

Bo chcę być coraz lepszym lekarzem

z Małgorzatą Kolasińską-Bzomą, kierownikiem SPZ POZ w Parczewie rozmawia Anna Augustowska

 

• Lekarz chorób wewnętrznych, specjalista medycyny rodzinnej, od 2 lat specjalizacja z pediatrii w toku, przy okazji rozmawiamy w dniu, w którym oddała pani do recenzji swoją pracę doktorską. Przy tym aż 307 punktów edukacyjnych na koncie w ostatnim okresie rozliczeniowym. Nie sposób nie zapytać: jak to się robi?!

– Nie powiem chyba nic oryginalnego – robię to dla siebie, bo wciąż chcę wiedzieć więcej. Nie wyobrażam sobie, aby być lekarzem i nie poszerzać stale swojej wiedzy. Mam też swoje pasje związane z medycyną: studia doktoranckie dają mi szansę zgłębiać wiedzę na temat nowotworów układu pokarmowego (co bardzo mnie interesuje ze względu na dużą rolę lekarza rodzinnego w profilaktyce tych chorób). Działam też w towarzystwach naukowych: Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce, co daje mi wiedzę potrzebną w codziennej pracy, a także w Polskim Towarzystwie Medycyny Sportowej, gdzie czuję się jak ryba w wodzie, bo jestem pasjonatką sportu i oczywiście wiedzy na ten temat.

 

• Nadal nie wychodzę z podziwu, bo przecież jest też pani mamą czterech synów w wieku od 6 do 15 lat!

– Obowiązki domowe dzielimy z mężem – też lekarzem, który głównie pracuje w opiece doraźnej. Ja mam o tyle lepiej w pracy, że nie muszę dyżurować w nocy. Bywało jednak i tak, że jeździłam z kilkumiesięcznym dzieckiem na szkolenie. Zabierałam wtedy ze sobą nianię. Teraz jednak chłopcy są już starsi i samodzielni, więc nieźle sobie radzą, kiedy pochłania mnie praca. Co ważne, mam też cudownych teściów, na których pomoc zawsze całą rodziną możemy liczyć.

Muszę też podkreślić, że w poradni, którą kieruję, pracuje bardzo zgrany zespół – w naszej przychodni w Parczewie i dwóch filiach – w Sosnowicy i w Rudnie – zatrudnionych jest 10 lekarzy. Potrafimy tak ułożyć grafiki pracy, aby nikomu nie utrudniać życia, także rodzinnego. Nawet opiekę nocną i świąteczną, którą prowadzimy od kilku lat, świadczymy bez większych problemów.

 

• Rejon, którym się państwo opiekujecie, nie należy do małych.

– Mamy około 10 tysięcy osób pod swoją opieką. To także powód dla którego wszyscy – także średni personel – uczymy się i pogłębiamy wiedzę. Chcemy być konkurencyjni, bo w samym Parczewie działają jeszcze 3 praktyki lekarzy rodzinnych. Tylko od jakości naszej pracy zależy, czy nasi podopieczni będą leczyć się właśnie u nas. A mogę pochwalić się również certyfikatem jakości ISO 9001:2008 w zakresie podstawowej opieki zdrowotnej, którym szczycimy się od niedawna. To efekt pracy całego zespołu, za co gorąco dziękuję.

 

• W zasadzie z taką motywacją i podejściem do ustawicznego kształcenia chyba nie jest potrzebny pani dodatkowy bodziec w postaci rozliczania punktów edukacyjnych?

– Szczerze mówiąc, uważam, że jednak ten obowiązek pomaga w mobilizacji do nauki, udziału w szkoleniach czy kursach. Wbrew pozorom, wielu lekarzy właśnie z tego powodu nie odpuszcza i gromadzi punkty. Gorzej, że wielu nie wie, w jaki sposób można tę wiedzę zdobywać, niekoniecznie prowadząc działalność naukową czy mieszkając w mieście z dużym ośrodkiem akademickim.

 

• To może warto by podpowiedzieć?

– Nie wymaga to według mnie jakiejś specjalnej taktyki. Ja z zasady na dłuższe szkolenia wyjeżdżam dwa razy w roku – to Kongres Medycyny Rodzinnej i Kongres Medycyny Sportowej. Za udział w każdym z nich dostaję po 20 punktów. Uczestniczę też w szkoleniach krótszych, bardziej praktycznych i staram się takich nie przeoczyć (to kolejne 40 pkt. do rozliczenia). Systematycznie rozwiązuję testy, które mogę robić, korzystając z Internetu. Tu maksymalnie można „zaliczyć” 100 punktów. Wspólnie z mężem prenumerujemy też prasę: „Lekarz Rodzinny”; „Medycyna po dyplomie” i „Medycyna praktyczna”. Przynależność do towarzystwa naukowego czy zakup fachowej literatury raz na kilka lat też nie jest dużym wydatkiem.

Przez 4 lata naprawdę można w ten sposób uzyskać wymagane 200 punktów. Przy tym zajmować się rodziną i mieć czas na pozazawodowe pasje. I mieszkać na prowincji.

 

• Zmieniłaby pani coś w tym systemie?

– Chyba warto by było, aby samorząd lekarski organizował więcej kursów, w tym zdecydowanie więcej szkoleń na zasadach warsztatowych. Praktyczne ćwiczenie umiejętności to niezwykle ważna i bardzo potrzebna część naszej edukacji. Wciąż się przecież coś zmienia, unowocześnia, pojawia się nowy sprzęt i aparatura. Ostatnio jeździłam na warsztaty poświęcone spirometrii, także na warsztaty z udzielania pierwszej pomocy.

Chyba warto też, aby lekarze, którzy wywiązują się z obowiązku edukacyjnego i rozliczają punkty, mogli być w jakiś sposób za to nagradzani przez samorząd, np. by Izba raz czy dwa razy w okresie rozliczeniowym pokryła lekarzowi koszty szkoleń.