Życie dla pracy?

MEDICUS 9/2013

Życie dla pracy?

Niektórzy twierdzą, że my, lekarze, powinniśmy świecić przykładem zdrowego stylu życia, dzięki temu moglibyśmy żyć dłużej niż przeciętni zjadacze chleba. Czy mają rację? Wydaje się to przecież logiczne, że posiadając dużo większą wiedzę medyczną niż inni, powinniśmy wiedzieć, jaki styl życia prowadzić i jakich czynników ze względów zdrowotnych unikać. Zdrowy styl życia i łatwe wyłapywanie wczesnych sygnałów ostrzegawczych, jakie często daje nam nasze ciało z całą pewnością powinny korzystnie wpływać na długość naszego życia.

A jak jest w rzeczywistości? Statystycznie rzadziej palimy i z pewnością świadomie staramy się unikać szkodliwych czynników, które mogłyby zwiększać ryzyko rozwoju wielu chorób. Ale czy można mówić o prowadzeniu zdrowego stylu życia, zarywając kilka, a w skrajnych przypadkach kilkanaście nocy w miesiącu, pracując na dyżurach? Czy mamy czas, by w momencie, kiedy nasz własny organizm zaczyna wysyłać pierwsze ostrzegawcze sygnały, rozpocząć diagnostykę?

Kilka lat temu Dolnośląska Izba Lekarska przeprowadziła badanie długości życia lekarzy. Średnia wieku zmarłych lekarzy i lekarzy dentystów obliczona z lat 2001-2009 wyniosła 68,5 lat (średnia długość życia dla mężczyzny na Dolnym Śląsku – 70,4 lat), a kobiet lekarzy – 68,7 lat (średnia długość to 79 lat). Okazało
się więc, że lekarze z tego regionu żyją prawie 2 lata krócej niż ich pacjenci, a lekarki o ponad 10 lat krócej od swoich pacjentek! W USA średnia długość życia lekarzy, jaką przed około 10 laty podało naukowe czasopismo American Journal of Preventive Medicine, była dłuższa niż średnia życia przeciętnego obywatela. Statystyczny lekarz w USA żył 73 lata, czyli prawie 3 lata dłużej od statystycznego Amerykanina. Również wyniki badań przeprowadzonych w Wielkiej Brytanii pokazały, że lekarze żyją statystycznie aż o 8 lat dłużej od pracowników wykonujących prace fizyczne, takich jak pracownicy budowlani i sprzątacze. Jak tłumaczyli badacze – dłuższy czas życia wynikał z większej świadomości zdrowotnej lekarzy i wcześniejszego reagowania na niepokojące sygnały dotyczące ich zdrowia.

Dlaczego więc lekarze w Polsce żyją krócej? Na pewno nie wynika to z mniejszej świadomości zdrowotnej, bo wiedza, jaką posiadamy, nie odbiega od wiedzy naszych kolegów z innych państw. A może zbyt dużo pracujemy i częściej ignorujemy sygnały, które daje nam nasze ciało, bo nie mamy czasu na zajęcie się sobą, goniąc z dyżuru na dyżur albo ze szpitala do poradni czy gabinetu? A potem jest już za późno, by pewne rzeczy naprawić.

Wydaje się, że odpowiedź na postawione wcześniej pytanie można właśnie znaleźć w raporcie Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) z 2012 roku, dotyczącym ochrony zdrowia. Pod względem liczby lekarzy w przeliczeniu na 1000 obywateli wśród 34 krajów należących do OECD jesteśmy na szarym końcu. Za nami znajdują się jedynie Chile, Meksyk, Korea i Turcja. W Polsce na 1000 mieszkańców przypada 2,2 lekarza. U naszych sąsiadów Niemców – 3,7, a w Grecji – aż 6,1! Kiedy na statystycznego polskiego lekarza przypada 454 potencjalnych pacjentów, to na lekarza z Berlina już tylko 270, a na kolegę Greka niespełna 164! Nic dziwnego, że jesteśmy przepracowani i wcześniej umieramy, żyjemy w wielkim pośpiechu i w coraz większym stresie. Jesteśmy też dużo bardziej obciążani obowiązkami administracyjnymi i straszeni coraz to nowymi karami nieadekwatnymi do często nieumyślnych przewinień (np. błędne określenia stopnia refundacji leku) niż nasi greccy czy niemieccy koledzy.

Również publiczne finansowanie ochrony zdrowia w Polsce jest skandalicznie niskie i według raportu wynosi per capita 995$, gdy średnia dla krajów OECD wynosi aż 2377$! Za niskim finansowaniem ochrony zdrowia przez państwo idą nieadekwatnie niskie w stosunku do wykształcenia, wkładu pracy, odpowiedzialności i poświęcenia pensje. Właśnie dlatego często pracujemy znacznie dłużej i w większym pośpiechu niż nasi europejscy koledzy. Rekordziści biorą po kilkanaście dyżurów w miesiącu. Wszystko odbywa się kosztem własnego zdrowia, życia i rodziny. Tylko, czy… warto? Każdy z nas powinien choć przez chwilę zastanowić się, dlaczego poświęca życie dla pracy, a może żyje po to, aby pracować?

Na szczęście, coraz więcej lekarzy w Polsce jest świadomych swojej wartości na rynku pracy i zaczyna cenić swój czas. Wiedzą dobrze o tym pracodawcy, którzy mają problemy, próbując zatrudnić lekarzy specjalistów do pracy w ramach kontraktu z NFZ. Nie trzeba być profesorem ekonomii, aby wiedzieć, że popyt na zdrowie, podobnie jak na chleb, będzie zawsze, a mniejsza dostępność lekarzy wpłynie korzystnie na ich wartość na rynku pracy. Tak więc paradoksalnie, pracując mniej, możemy zarabiać więcej niż dotychczas, a dzięki temu możemy żyć dłużej i cieszyć się życiem wspólnie z najbliższymi. Wystarczy, że zaczniemy się w końcu cenić i bardziej szanować swój wolny czas. Wystarczy, że nie zgodzimy się być pracownikami-maszynami, czyli tak naprawdę ludźmi pozbawionymi życia osobistego, nie mającymi czasu dla siebie, rodziny i przyjaciół. Czy warto żyć wyłącznie dla pracy? Na to pytanie niech każdy z nas znajdzie własną odpowiedź.

Marek Derkacz
marekderkacz@interia.pl