Szkoda gadać

MEDICUS 5-6/2013

      Szkoda gadać     

Zostawmy oburzenie oburzonym

W Polsce nie ma już służby zdrowia. Po tych wszystkich pseudoreformach, nic porządnie nie funkcjonuje. Pacjent się piekli, zmęczony pogonią za dodatkową pracą lekarz wychodzi z siebie, państwo i samorząd terytorialny są tak słabe, że obywatelskie protesty nawet w sprawach oczywistych są nieskuteczne, a ich organizatorzy muszą szybko salwować się podkuleniem ogona. I koło się zamyka.

Ale cicha wojenka polityki z lekarzami nabiera rumieńców. Nie ma wprawdzie aresztowań i wyprowadzania doktorów w kajdanach ze szpitali, ale krok po kroku odbiera się im dominujące znaczenie w leczeniu ludzi. I, co gorsza, lekarze, zwłaszcza młodszego pokolenia, pokornie się na to zgadzają. Tego nawet za czasów Nieboszczki Komuny nie było. Wtedy w dobrym tonie było sprzeciwić się administracyjno-politycznym instrukcjom. Odważnych nagradzano wtedy nie „kasiorą”, lecz koleżeńskim serdecznym uściskiem dłoni w szpitalnej windzie, na oddziałowym raporcie lub w stołówce. Szkoda, że dziś odwaga staniała i ustąpiła miejsca wyścigowi szczurów. O tempora, o mores!

Szkoda też, że tak niewielu wie, o co chodzi i nie dostrzega niebezpieczeństwa nie tyle dla lekarzy, co dla chorych. Nigdzie za granicą lekarze nie są urzędnikami i nie określają uprawnień ubezpieczeniowych pacjentów, z wyjątkiem naszego polsko-polskiego bałaganu i rozkochanej w nim kumoterskiej i upartyjnionej do nieprzyzwoitości administracji.

Wielu naszym rodakom marzy się komunistyczny rygor, nakazy i zakazy, byleby tylko ich nie dotyczyły. Bezceremonialne połajanki administracji i NFZ są przejawem niewydolności systemu, bo trzeba zwalić na kogoś odpowiedzialność i mieć w razie czego „dyżurnego winnego”.

Lekarze są tylko ludźmi, z ich przywarami i wadami. Górnik, tramwajarz czy murarz nie wywołuje oburzenia, chyba że sam bywa oburzony na lekarza i cały świat. Wielu naszych pacjentów ciągle żyje w matriksie zwanym socjalizmem. Wtedy słusznym było, że absolwent szkoły zawodowej zarabiał dwa razy więcej od lekarza, bo tego potrzebowała władza. Ciężka to była praca górnika machającego kilofem, którego znój co chwilę prezentowała telewizja, a wyjątkowo lekka była praca lekarza. Górnik wydobywał polskie złoto i trzeba go było odpowiednio wynagrodzić. A lekarz siedział sobie za biurkiem i często podobno ratował tylko życie czy zdrowie. Życie i zdrowie w socjalizmie było niewiele warte. Podchmielony murarz to była sól ziemi, zdrowa tkanka klasy robotniczej.

Ale to se ne vrati! Dobry lekarz musi dobrze zarabiać, a społeczeństwo ciągle żyjące w oparach socjalizmu i wzdychające do niego, musi to raz a dobrze zrozumieć. Jeśli jednak nie zrozumie, to niech je leczą przemądrzali i oburzeni platformersi.

Marek Stankiewicz
redaktor naczelny
stankiewicz@hipokrates.org