Diagnoza wstępna

MEDICUS 5-6/2013

Diagnoza wstępna

Już bardzo dawno redakcja „Medicusa” nadała niniejszemu miejscu w gazecie nazwę „diagnoza wstępna”. Nierzadko w naszej pracy rozpoznanie wstępne jest zgodne z ostatecznym, końcowym, ale zdarzają się przypadki, że tylko doktor House mógłby przeprowadzić różnicowanie i pomóc. Problemów się narobiło co niemiara, z reguły bardzo trudnych. Podobno doktora widziano na Lubelszczyźnie, więc warto kilka z tych problemów poruszyć. To na wypadek, gdyby ministerstwo zdrowia prosiło nas o pomoc, bo ciśnienie w tym zakresie, moim zdaniem, narasta.

Trzeba rozwiązać problem SOR-ów. Zdecydowana większość skarg pacjentów odnosi się do ich funkcjonowania i dotyczy oczekiwania na udzielenie pomocy. Personel pracujący w SOR-ach jest przeciążony, więcej „nie przerobi”. Istnieją w nielicznych szpitalach i są dla nich nieopłacalne. W pozostałych szpitalach rolę SOR-ów pełnią izby przyjęć. Różnica między SOR-ami a izbami przyjęć jest taka, że są źle albo bardzo źle finansowane przez NFZ, bo pacjenci zgłaszają się tacy sami. Jedyną radą na tę chorobę jest stworzenie dla dyrektorów wyraźnie lepszych warunków finansowych, aby mogli w SOR-ach zwiększyć obsadę, a w przypadku izb przyjęć – również inwestycyjnie przystosować się do utworzenia SOR-u.

Nie skończy się jednak na tym rozwiązywanie problemu. W jednym ze szpitali obserwuje się zwiększoną zgłaszalność po mszy. Pacjent wezwie też pogotowie, jeżeli ma czekać na poradę u specjalisty kilka miesięcy, a dowie się, że w SOR-ach i na izbach przyjęć poprawiło się. Czy zatem powinna pozostać jakaś bariera, czy decydenci od funkcjonowania systemu powinni się wziąć poważnie za poradnie specjalistyczne? W tworzeniu barier to już mamy wysoko wyspecjalizowany sztab ludzi, pomagać nie trzeba. Natomiast w opiece specjalistycznej można już ważną cząstkę zrobić, bo proces naprawy trwa latami.

Przed wielu laty zapadła decyzja (tutaj ktoś się obruszy za sformułowanie) o wyeliminowaniu internistów i pediatrów z systemu. Dzisiaj nie trzeba udowadniać, że była ona błędna, a wydarzenia pokazały, jak szkodliwa. Na szczęście, nikt się nie odważył administracyjnie zamknąć odpowiednich oddziałów, a i tak ich funkcjonowanie staje się zagrożone z powodu luki pokoleniowej w tych specjalizacjach. W odbudowaniu tych specjalności nie pomoże zwiększenie tylko miejsc specjalizacyjnych czy inne udogodnienia w tym zakresie. Nie zdecyduje się też lekarz na te specjalizacje, aby pracować w „nocnej i świątecznej pomocy”. Muszą być stworzone stabilne uwarunkowania do pracy w oddziałach dziecięcych i internistycznych, finansowanych tak jak inne specjalności, a może nawet – na pewien czas – priorytetowo. Powinno się zezwolić na tworzenie odpowiednich poradni specjalistycznych. Absurdalnie na przykład wygląda posiadanie przez szpital oddziału dziecięcego i jednocześnie brak możliwości kontroli pacjentów w poradni przyszpitalnej. Obserwowaliśmy przed laty modę, wciąż jeszcze widoczną, na uzyskiwanie specjalizacji z medycyny rodzinnej. Nie powinno się tej sytuacji zmieniać i trzeba, aby dotyczyła też pediatrów i internistów, a te specjalności powinny mieć jednocześnie swoje pewne miejsce w POZ, aby nie stworzyć zamieszania w tej stosunkowo dobrze funkcjonującej opiece.

Zachęcam do wypowiadania się na przedstawione i podobne tematy. Dla ciekawych wypowiedzi znajdzie się miejsce w „Medicusie”, a jeżeli trzeba będzie – odstąpię swoje „miejsce parkingowe”.

Janusz Spustek