Medale LIL – prof. Andrzej Nowakowski

MEDICUS 3/2013

profesor Andrzej Nowakowski

kierownik Katedry i Kliniki Endokrynologii
UM w Lublinie

 

• Medycyna – to był dla pana oczywisty wybór drogi życiowej?

– Początkowo myślałem o geografii, bo sądziłem, że dzięki tym studiom będę mógł podróżować po świecie. Rodzice prędko mi ten pomysł wyperswadowali i wówczas wybrałem medycynę. Niezwykle trudny był dla mnie pierwszy rok, a zwłaszcza anatomia, przez którą nawet nosiłem się z zamiarem rezygnacji ze studiów. Na szczęście jakoś ten kryzys przetrwałem, a zainteresowanie medycyną w pełni się rozwinęło na trzecim roku, kiedy przyszły zajęcia kliniczne. Były to najmilsze lata mojego życia. Stworzyliśmy bardzo koleżeńską grupę ze wspaniałymi relacjami przyjacielskimi i praktycznie się nie rozstawaliśmy. Bardzo przyjemnie wspominam 2-letni staż kliniczny, który dał nam wiele praktycznej wiedzy, a nie powodował stresującej odpowiedzialności.

 

• Skończył pan studia i postanowił zostać endokrynologiem?

– Było inaczej, bo miałem zostać pediatrą. Jednak po odbyciu rozmowy z prof. A. Gębalą, który przedstawił mi tak wielki zakres obowiązków i odpowiedzialności tej specjalności, że doszedłem do wniosku – nie podołam. Wychodząc z tej rozmowy, spotkałem prof. J. Kowalewskiego, który mnie zapytał, czy nie jestem zainteresowany pracą u niego w klinice. I w tym momencie zapadła moja decyzja na tak, ponieważ wiedziałem, że prof. J. Kowalewski interesuje się hematologią, a moje
zainteresowania koncentrowały się już wtedy wokół tej dziedziny interny.

 

• Dotychczasowa praca zawodowa oraz posiadane specjalizacje i tytuły naukowe.

– Rozpocząłem pracę w II Klinice Chorób Wewnętrznych, w której odbywałem staż. I wówczas zainteresowałem się hematologią, a te zagadnienia zaowocowały moją pracą doktorską i habilitacyjną. Szersze spojrzenie na pacjenta zawdzięczam prof. Alfredowi Tuszkiewiczowi i zwłaszcza prof. Janowi Kowalewskiemu, który zawsze był najpierw internistą, a dopiero później hematologiem. Pracując w klinice, zajmowałem się biblioteką i znalazłem pewnego razu znakomitą publikację prof. Tuszkiewicza, jeszcze z czasów lwowskich, na temat choroby Basedowa. Tak narodziły się moje zainteresowania chorobami tarczycy, które do dzisiaj pozostają w kręgu moich zainteresowań. W Klinice Hematologii zajmowaliśmy się nie tylko pacjentami hematologicznymi, ale także reumatologicznymi i diabetologicznymi oraz ogólnointernistycznymi, co pozwoliło mi zachować bardziej holistyczne spojrzenie na chorego. Rozszerzyło to także moje zainteresowania o problemy diabetologiczne, a szczególnie nowoczesnego leczenia cukrzycy i stało się w przyszłości przyczyną powierzenia mi prowadzenia Oddziału Chorób Wewnętrznych Kliniki Hematologii, który później, dzięki moim staraniom, został przekształcony w Klinikę Endokrynologii. Zawsze jednak, wzorem moich mistrzów, z prof. J. Kowalewskim na czele, byłem przede wszystkim lekarzem, a nie teoretykiem. Jestem specjalistą chorób wewnętrznych i endokrynologii. Później zrodził się taki trend, w którym już nie uczestniczyłem – kolekcjonowania wielu specjalności.

 

• Praca na uczelni zawsze jest związana z dydaktyką.

– Bardzo lubiłem zajęcia dydaktyczne, ale przede wszystkim byłem zainteresowany szkoleniem podyplomowym. Zapraszałem na te szkolenia młodych lekarzy, którzy po rozpoczęciu praktyki orientowali się, że mają braki w swojej wiedzy. Spotkania, które odbywały się w wolną sobotę, gromadziły do 70 lekarzy. My prezentowaliśmy przypadki chorobowe, a przedstawiciele zaproszonych firm farmaceutycznych leki. Słuchacze byli bardzo wdzięczni i zadowoleni z prowadzonych zajęć. W następnych latach przerodziły się one w konferencje naukowo-szkoleniowe organizowane dla lekarzy POZ-ów, a potem dla lekarzy rodzinnych.

 

• Co z tak bogatej działalności naukowej uważa pan profesor za szczególnie ważne do podkreślenia?

– Doktorat dotyczył zasad stosowania mikroskopu elektronowego w diagnostyce chorób krwi, a w habilitacji zająłem się wąską dziedziną hematologii – badaniami ultracytochemicznymi, czyli badaniem zachowania się pewnych enzymów w komórkach białaczkowych. Następnie moje zainteresowania zwróciły się w kierunku cukrzycy i tyreologii. Wdrożyliśmy nowoczesną terapię cukrzycy, która obecnie jest już standardem, rozpoczęliśmy we współpracy z Zakładem Medycyny Nuklearnej, kierowanym przez prof. Annę Tarkowską, terapię radiojodem schorzeń tarczycy, którą kontynuujemy do dzisiaj. Prowadzimy nowoczesną diagnostykę endokrynopatii, terapie cukrzycy osobistymi pompami insulinowymi, szczególnie zajmujemy się cukrzycą ciążową.

 

• Jest pan twórcą Kliniki Endokrynologii i jednocześnie wyszkolił pan liczne grono uczniów.

– Uważam, że nasza klinika jest na dobrym poziomie. Mogę się pochwalić, że moi młodsi koledzy uzyskali liczne specjalizacje i tytuły naukowe, w tym 11 specjalizacji z chorób wewnętrznych, 22 – z endokrynologii, 5 – z diabetologii (2 dalsze w toku); wypromowałem 10 doktorów medycyny i byłem opiekunem 2 habilitacji.

 

• W procesie dalszego kształcenia olbrzymią rolę odgrywają krajowe i zagraniczne kongresy naukowe.

– Od kilkunastu lat bierzemy udział w corocznych kongresach Amerykańskiego Towarzystwa Diabetologicznego (ADA), a także Europejskiego Towarzystwa Badań nad Cukrzycą (EASD) oraz krajowych zjazdach Polskiego Towarzystwa Diabetologicznego i Polskiego Towarzystwa Endokrynologicznego. Na wielu z nich prezentowaliśmy swoje prace i doniesienia, niejednokrotnie nagradzane. Dzięki udziałowi w tych spotkaniach był możliwy ogromny postęp w diagnostyce i leczeniu cukrzycy.

 

• Praca pracą, ale wolny czas najlepiej lubi pan przeznaczać na…

– Mam dwie słabości, książki i fotografowanie otaczającego świata. W czasie swoich wykładów pokazywałem jako przerywniki zdjęcia kwiatów czy z podróży. W młodości z żoną schodziliśmy całe Tatry, te zainteresowania zaszczepiliśmy córkom. W czasie wycieczek poznaliśmy wielu ciekawych ludzi.

 

• Tradycje medyczne w rodzinie.

– W mojej rodzinie wcześniej nie było tradycji medycznych, a były prawnicze. Może dlatego byłem przez dwie kadencje przewodniczącym Okręgowego Sądu Lekarskiego w Lublinie. Lekarzem jestem ja i moja żona, Ewa – neurolog. Jedna z córek po skończeniu studiów medycznych pracowała w Klinice Pulmonologii, a teraz pracuje w Zakładzie Medycyny Nuklearnej. Druga – widząc, jak ciężko pracują rodzice, powiedziała, że za żadne skarby nie będzie lekarzem i została prawnikiem, jest sędzią.

 

• Odznaczenia i wyróżnienia?

– Otrzymałem Złoty Krzyż Zasługi i Medal Komisji Edukacji Narodowej. Były także listy gratulacyjne ze strony uczelni oraz nagrody rektorskie.