Medale LIL – prof. Anna Dmoszyńska

MEDICUS 3/2013

Kapituła Medalu LIL przyznała w 2013 roku medale lubelskiego samorządu trzem lekarzom: prof. Annie Dmoszyńskiej, prof. Andrzejowi Nowakowskiemu oraz dr. Januszowi Spustkowi.Medal Lubelskiej Izby Lekarskiej jest przyznawany przede wszystkim lekarzom, a także osobom spoza społeczności lekarskiej, działającym w sferze zawodowej, społecznej i prywatnej dla dobra ogólnego i dobra stanu lekarskiego. Jest szczególnym wyrazem uznania za zasługi w dziedzinie kształtowania wzorców osobowych i postaw moralnych. Kapitułę tworzą wszyscy odznaczeni Medalem LIL. Medale wręczane są na corocznych Okręgowych Zjazdach Lekarzy.

Poniżej prezentujemy sylwetki odznaczonych.

profesor Anna Dmoszyńska

kierownik Kliniki Hematoonkologii i Transplantologii Szpiku
UM w Lublinie,

przewodnicząca
Polskiej Grupy Szpiczakowej

 • Kiedy zapadła decyzja: Będę lekarzem i jakie są pani wspomnienia ze studiów?

– Decyzja, można powiedzieć, zapadła w ostatniej chwili. Początkowo myślałam o studiach na politechnice, ale ojciec wolał, abym studiowała w Lublinie. Pięć koleżanek z klasy maturalnej liceum im. Unii Lubelskiej wybrało studia medyczne i ja dołączyłam do nich. Studia wspominam przyjemnie, zwłaszcza od momentu, gdy pojawiły się przedmioty kliniczne. Byłam na praktyce studenckiej w Jugosławii, a jeździłam także na festiwale z teatrem studenckim „Gong 2”jako tłumacz i już prawie lekarz.

 

• Dotychczasowa praca zawodowa, z uwzględnieniem działalności lekarskiej i dydaktycznej.

– W roku 1968 rozpoczęłam pracę w II Klinice Chorób Wewnętrznych, bo akurat zwolniły się cztery etaty lekarskie. W styczniu 1971 r. powstał Instytut Chorób
Wewnętrznych, a kierownikiem nowo powołanej Kliniki Hematologii został prof. Jan Kowalewski, który zaproponował mi pracę w tej klinice. Początkowo wahałam się, bo byłam zainteresowana nefrologią, ale jeden ze starszych kolegów powiedział mi, że byłoby nietaktem nie przyjąć propozycji Profesora. Zajęcia dydaktyczne to początkowo ćwiczenia ze studentami, później seminaria i wykłady, które nadal prowadzę. Ważną rolę szkoleniową odegrały napisane przeze mnie rozdziały w podręcznikach hematologii dla studentów i lekarzy. W roku 2011 ukazał się tom Hematologia, w 12-tomowej Wielkiej Internie, którego byłam redaktorem i autorem niektórych rozdziałów. Cieszę się bardzo, że mając specjalizację z chorób wewnętrznych, z hematologii i transplantologii klinicznej, wyszkoliłam liczne grono specjalistów, a było ich sporo: z chorób wewnętrznych (ponad 40), z hematologii (20 osób), z transplantologii klinicznej dwóch lekarzy kończy specjalizację. Działalność dydaktyczna to także rozwój kadry naukowej. Byłam promotorem 25 ukończonych przewodów doktorskich, opiekunem naukowym 5 habilitacji, dalsze 2 habilitacje są na ukończeniu.

 

• Jest pani, wraz z prof. Janem Kowalewskim, twórcą lubelskiej szkoły hematologii, znanej nie tylko w Polsce, ale i na arenie międzynarodowej.

– Tematem mojej habilitacji była aktywność koagulacyjna i prokoagulacyjna krwinek płytkowych w skazach krwotocznych i zakrzepowych. Praca powstała w czasie stypendium naukowego w Paryżu, w jednym z czołowych laboratoriów zaburzeń krzepnięcia. Opracowane wtedy metody badawcze zostały wdrożone w przyklinicznym laboratorium hemostazy i posłużyły rozwinięciu współpracy z innymi klinikami oraz zostały wykorzystane do kilkunastu rozpraw doktorskich. W latach 1991-1997 całą uwagę poświęciliśmy na poszerzenie diagnostyki
immunologicznej ostrych białaczek i stworzenie warunków do utworzenia Ośrodka Transplantacji Szpiku. Ja i moi współpracownicy odbywaliśmy liczne staże i szkolenia zarówno w kraju, jak i zagranicą, m.in. w Austrii, Danii, Włoszech, Izraelu.

W listopadzie 1997 r. dokonano pierwszej autotransplantacji komórek krwiotwórczych szpiku. W ciągu 15 lat pracy Ośrodka wykonano ponad 650 transplantacji. Obecnie wiodącymi są badania nad biologią i leczeniem szpiczaka plazmocytowego. W naszej klinice – pierwszej w Polsce i jednej z pierwszych w Europie – wprowadziliśmy talidomid do leczenia opornych postaci szpiczaka plazmocytowego. We współpracy z zachodnimi firmami farmaceutycznymi prowadziliśmy randomizowane badania kliniczne, których wyniki zostały opublikowane w czasopismach, o największym czynniku wpływu (N. Eng. J. Med. J, J. of Clin. Oncology) i stały się podstawą do rejestracji nowych metod leczenia w szpiczaku plazmocytowym, przewlekłej białaczce limfocytarnej i w chłoniakach nieziarniczych.

Wyjazdy do innych ośrodków naukowych umożliwiają każdemu lekarzowi bezpośredni kontakt z nowościami naukowymi, co jest niezbędne do rozwoju zawodowego. Cieszę się bardzo, że udało się nam zorganizować kilkanaście kongresów z udziałem gości zagranicznych, początkowo w Lublinie, a później w Kazimierzu. Na tych spotkaniach bywało 400–450 uczestników z Polski i zagranicy, co dawało bliski kontakt z wielkimi sławami światowej nauki.

 

• Wielką chlubą pani jako matki, a także coraz bardziej znaczącą postacią w lubelskiej medycynie, jest syn, dr hab. Krzysztof Giannopoulos, kierownik Samodzielnej Pracowni Hematoonkologii Doświadczalnej UM w Lublinie, redaktor naczelny Acta Haematologica, zdobywca znaczących nagród naukowych. Zapewne podstawy do tej świetnej działalności dała pani profesor.

– Droga mojego syna na medycynę nie była prosta. Jak wielu młodych ludzi w tym okresie uważał, że zarobki lekarzy są za niskie. Pewnego razu powiedział mi: „Mamo, tyle lat ciężko pracujesz, a wciąż jeździsz maluchem”. W liceum im. Stanisława Staszica był uczniem klasy marketingowej, w której nie było biologii niezbędnej do zdawania na medycynę. Jednak będąc w klasie maturalnej, podjął decyzję: „Wiesz mamo, idę na medycynę, a ty dasz mi korki z biologii”. Egzamin na medycynę zdał bez problemu, a najlepiej zdał biologię. Znajomość języków: niemieckiego i angielskiego pomogła mu uzyskać stypendia naukowe w Niemczech i pod kierunkiem prof. Michaela Schmitta na uniwersytecie w Ulm rozpoczął badania naukowe nad antygenami nowotworowymi w białaczkach, które kontynuuje nadal.

 

• Odznaczenia i wyróżnienia za pracę zawodową.

– Na przestrzeni 45 lat uzbierało się ich trochę, m.in.: Złoty Krzyż Zasługi, Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski, Medal Edukacji Narodowej, dwukrotnie Medal Wojewody Lubelskiego, dwukrotnie Medal Prezydenta Lublina, Medal Polskiego Towarzystwa Hematologów i Transfuzjologów. Były też wielokrotnie nagrody JM Rektora UM w Lublinie, 12 nagród Ministra Zdrowia za cykle prac dotyczących zaburzeń krzepnięcia, chłoniaków, szpiczaka plazmocytowego. W roku 2011, który był rokiem Marii Skłodowskiej-Curie, Wojewoda Lubelski pani Genowefa Tokarska przyznała nagrody (nazwane przez media Lubelskimi Noblami) kobietom naukowcom, po jednej z pięciu lubelskich uczelni, z Uniwersytetu Medycznego zostałam wytypowana ja. W roku 2012 otrzymałam prestiżową nagrodę Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego za wybitne osiągnięcia naukowe – za całokształt pracy.

 

• Ten niewielki wolny czas, który pozostaje, jak lubi pani profesor spędzać?

– Nawet jak piszę artykuły czy prace naukowe, efektywniej pracuję, słuchając muzykę klasyczną, np. z okresu włoskiego baroku (Albinoni, Vivaldi, Corelli) lub piosenki francuskie (J. Brel, Garou czy E. Piaf). Z książek lubię nowości z literatury włoskiej czy południowoamerykańskiej. Ostatnio czytam książkę Igora Janke Napastnik o Victorze Orbanie, premierze Węgier. Jest to fascynująca postać, będąca przykładem, jak jeden człowiek o niezwykłej charyzmie może wpływać na losy swojego kraju. Poleciłabym tę lekturę naszym politykom.