Starość może być najciekawszym etapem życia

MEDICUS 1-3/2013

Starość może być najciekawszym etapem życia

z prof. Birutą Fąfrowicz rozmawia Anna Augustowska

 

• Czy można określić moment, kiedy uświadamiamy sobie, że jesteśmy starzy, kiedy nagle mówimy sobie: „A więc to starość!” Pamięta pani profesor taką sytuację?

– Przede wszystkim nie mam takiego poczucia! Mimo że skończyłam 86 lat, wciąż czuję się młodo, szczególnie kiedy, mówiąc żartobliwie, siedzę! Wtedy czuję się zupełnie jakbym miała 20 lat. Bo jak wstanę, to jest trochę gorzej i gwałtownie „lat mi przybywa”, ale generalnie duchem jestem młoda. Chociaż nie mam potrzeby gonienia młodego pokolenia. Owszem, używam telefonu komórkowego, umiem odnaleźć w internecie ważne dla mnie informacje – wnuczek nauczył mnie korzystania z przeglądarki Google – a w Wigilię pierwszy raz w życiu rozmawiałam na Skypie z moją wnuczką, która mieszka za granicą. I to było coś wspaniałego: rozmawiałyśmy, ale mogłyśmy się także widzieć, zobaczyć swoje uśmiechy, mieć prawdziwe poczucie bliskości.

Na co dzień jednak preferuję tradycyjne kontakty z ludźmi, a już zupełnie nie wyobrażam sobie bycia lekarzem, który „bada” pacjentów właśnie przy pomocy Skype’a. Nic, ale to absolutnie nic, nie zastąpi bezpośredniego spotkania lekarz – pacjent. I mam nadzieję, że to się nigdy nie zmieni, mimo szalonego postępu techniki.

 

• Rozumiem, że takie poczucie młodości to dar natury?

– Z całą pewnością tak. Jestem optymistką i osobą, która zawsze dbała o ludzi wokół. To procentuje. Dobre relacje z najbliższymi, rodziną, dziećmi i wnukami; dobre relacje z przyjaciółmi i na gruncie zawodowym – nie bałam się na przykład zaprzyjaźniać z pacjentami, rozmawiałam z nimi nie tylko o ich dolegliwościach, ale także szerzej, o ich życiu, problemach itd. Nauczył mnie tego pewien felczer, z którym zaraz po studiach jakiś czas jeździłam w karetce pogotowia. To była dobra lekcja. Prawdziwy kapitał. Bo jednak ciało ulega starości. Zużywa się, fizjologia robi swoje, chociaż nie należy, póki to tylko możliwe, poddawać się jej sile. Ja codziennie odbywam spacery z kijkami, wspinam się na moje 3 piętro, nie rezygnuję z żadnej możliwej aktywności fizycznej, bo wiem, że to najlepszy sposób, aby nie dać się zniedołężnieniu i bezradności. I z przykrością obserwuję moje sąsiadki-emerytki, które godzinami siedzą na osiedlowych ławkach, opowiadając sobie o licznych chorobach, zamiast dołączyć do mnie i ruszyć na „kijkowy” spacer.

 

• A praca zawodowa? Nie znam nikogo, kto by miał 62 lata pracy na koncie!

– Pewnie jestem pod tym względem ewenementem ale nigdy nie wyobrażałam sobie życia bez pracy. Na „bezrobocie” przeszłam dopiero rok temu i nie mogłabym chyba tego znieść, gdyby nie moja działalność na Uniwersytecie Trzeciego Wieku. Co prawda, angażowałam się w jego pracę od 27 lat, ale teraz mam więcej czasu i w całości oddałam się do dyspozycji, organizując wykłady z cyklu poświęconego zdrowiu. Ostatnio zaprosiłam do współpracy młodych,
kończących dopiero studia przyszłych lekarzy. Wyszło wspaniale.

 

• Taką kondycją, zdrowiem i ciekawością życia cieszy się jednak niewielu polskich seniorów. Czy to tylko wina ich bierności?

– Dla jakiejś części emerytów przysłowiowa kanapa, telewizor i święty spokój to wszystko, czego im potrzeba. Dla większości jednak, to kłopoty ze zdrowiem stanowią główną barierę w aktywnym życiu. Polscy seniorzy pod względem zdrowotnym są bardzo zaniedbani. Z danych, jakie otrzymaliśmy z badań programu Polsenior nad kondycją osób starszych, wynika, że źle słyszą, mają kłopoty z widzeniem (uszkodzenie wzroku występuje u ponad 70% tych osób); bardzo rozpowszechnione jest nadciśnienie tętnicze, które, co gorsza, jest albo nie rozpoznane albo źle leczone; podobnie jest z cukrzycą. Niemal 30% kobiet i ok. 20% mężczyzn uległo upadkowi, co w następstwie daje kłopoty z poruszaniem się i odbiera samodzielność. U 36% osób po 65. roku życia stwierdzono niedobór witaminy D3; starsze osoby mają też niewydolność nerek, anemię, źle się odżywiają, a to koreluje z depresją, zaburzeniami równowagi, upadkami i gorszą funkcją mózgu.

Jestem przekonana, że właściwa opieka medyczna, z naciskiem na profilaktykę (warto podkreślić, że nie ma żadnych takich programów dla osób starszych, wszystkie adresowane są do młodszych, granica to zwykle 65. rok życia, a np. osteoporoza czy choroby onkologiczne tak samo zagrażają starszym i można im zapobiegać) mogłaby znacznie poprawić kondycję seniorów, sprawić, że starość nie byłaby udręką, ale kolejnym, bardzo ciekawym etapem w życiu.

Tu jednak widzę kilka przeszkód. Pierwsza to brak zainteresowania u młodych lekarzy specjalizacją geriatryczną. Nie mają w czasie studiów zajęć z tej dziedziny, poza tym wszyscy wolą bardziej
intratne specjalizacje, najlepiej z tzw. wielkiej medycyny. Obojętność na problemy starszych to także wynik rozbicia rodzin w tym sensie, że dzieci nie wychowują się w dużych, wielopokoleniowych rodzinach, gdzie w naturalny sposób uczą się wrażliwości i wyrozumiałości dla starości swoich dziadków i krewnych.

 

• O tym, że seniorzy nie mają dostosowanej do ich potrzeb opieki, mówi się od jakiegoś czasu, ale dość przyciszonym głosem (najlepszy na to dowód, że w Lublinie nie ma nie tylko oddziału geriatrycznego, ale nawet poradni geriatrycznej). Czy Jerzy Owsiak, organizując ostatnią edycję swojej akcji, która po raz pierwszy organizowana była także z myślą o potrzebach seniorów, daje szansę na radykalną zmianę?

– To się oczywiście okaże, ale ważne jest, że cała Polska, w której tak, jak na świecie, panuje kult młodości, wreszcie zauważyła ludzi starszych. Nagle wszystkie media zaczęły mówić o tym, że ludzi starych będzie coraz więcej, że musimy zadbać o jakość życia nie tylko najmłodszych obywateli, dopiero wkraczających w życie, ale także tych, będących w ostatnim etapie swej egzystencji. Bez względu jednak na systemowe zmiany, uważam, że do dobrej starości trzeba przygotowywać się już w wieku 30-40 lat, czyli budować zdrowe nawyki, dbać o siebie, badać się i zapobiegać chorobom, aby potem, kiedy z naturalnych powodów starość odbierze nam część zdrowia, nie być obarczonym dodatkowymi chorobami przewlekłymi.

Marzeniem byłoby też takie przemodelowanie systemu opieki, aby seniorzy, np. od 65. roku życia, mieli w poradniach rodzinnych swego lekarza geriatrę, który prowadziłby ich leczenie, mając na uwadze specyficzne potrzeby tych ludzi.

 

• Znajoma starsza pani wyznała mi niedawno, że przestanie prowadzić samochód – po 40 latach – bo, mimo że widzi i słyszy, czuje się dyskryminowana przez młodych, agresywnych i bezwzględnych kierowców, trąbiących, z piskiem opon wyprzedzających i, co nie rzadkie, pukających się w głowę na jej widok za kierownicą.

– To mi przypomina pewne niedawne zdarzenie. Kiedy z córką w dużym salonie optycznym dobierano mi okulary, nikt z obsługi nie rozmawiał ze mną, nie zwracał się do mnie z pytaniem, jaką chcę oprawkę itd. Młode i urocze panie rozmawiały o mnie… z moją córką. Nad moją głową – jakby mnie tam nie było…To wtedy poczułam się naprawdę staro.

 

Profesor Biruta Fąfrowicz ukończyła medycynę na AM w Lublinie i w 1950 r. otrzymała dyplom lekarza. Jest specjalistą z zakresu ftyzjatrii. W 1958 r. przeniosła się do Szczecina, gdzie pracowała w Klinice Ftyzjatrycznej kierowanej przez prof. Zbigniewa Garnuszewskiego i tam, w 1969 r., uzyskała stopień doktora habilitowanego. W 1971 r. została służbowo przeniesiona do Akademii Medycznej w Lublinie, gdzie rozpoczęła pracę na etacie docenta w Klinice Gruźlicy i Chorób Płuc, kierowanej przez prof. Helenę Mysakowską. W latach 1975-1996 była kierownikiem Kliniki Chorób Płuc i Gruźlicy AM w Lublinie, a w latach 1979-1982 wicedyrektorem Instytutu Chorób Wewnętrznych. W 1984 r. uzyskała tytuł profesora nadzwyczajnego, a w 1994 r. profesora zwyczajnego.

Jest autorem ponad 200 prac naukowych, promotorem 6 zakończonych przewodów doktorskich. W latach 1987-1996 była konsultantem wojewódzkim i regionalnym z zakresu chorób płuc.

Za swoje zasługi naukowe, dydaktyczne i organizacyjne została odznaczona m.in. odznaką „Za wzorową pracę w Służbie Zdrowia” oraz Medalem Komisji Edukacji Narodowej. W 2003 roku otrzymała Medal LIL.