Diagnoza wstępna

MEDICUS 04/2012

Diagnoza wstępna

Naturalne jest wiedzieć, co inni myślą o każdym z nas, jak i o  grupie społecznej, do której należymy. Są różne źródła tej wiedzy: od indywidualnie wygłaszanych opinii, opinii instytucjonalnych do badań opinii społecznych. Chyba trochę mamy opory w sięganiu do informacji o sobie, bojąc się negatywnych ocen. Jest to szczególnie zrozumiałe dla każdego kto choć raz  odwiedził fora internetowe. Anonimowe wpisy, brutalny język, brak merytorycznych ocen zastąpiony inwektywami w  najgorszym wydaniu – takiego źródła nie polecam.

Ale jest też możliwość uzyskania opinii poważnych, tak indywidualnych, jak i społecznych. Nie zamierzam w tym miejscu opowiadać dowcipu, twierdząc, że mam wiadomość dobrą i złą, dotyczącą społeczności lekarskiej. W kwietniu 2011 roku European Trusted Brands ogłosiła wyniki badania opinii społecznej, przeprowadzonego w  16 krajach, w tym w Polsce. Badanie to jest sprawdzianem społecznego zaufania między innymi do zawodów i pozwala zaobserwować zmiany w nastrojach społecznych i wyznawanych wartościach na przestrzeni lat. Aby nie utrzymywać w  napięciu, informuję – jest dobrze. Lekarze znajdują się na czołowym miejscu i poparcie naszego zawodu oraz  zaufanie do niego wzrosło z  63% w  roku 2010 do 73% w  roku 2011. Komentując wyniki badania, profesor Janusz Czapiński mówi o grupach zawodowych z pierwszej dziesiątki: „Są to głównie te instytucje i  grupy zawodowe, od których wprost zależy nasze życie i ochrona dobytku: strażacy, farmaceuci, piloci, pielęgniarki, lekarze (…). Ogólnie jednak przedstawiciele większości innych zawodów są dla Polaków mniej wiarygodni niż przeciętnie dla Europejczyków”.

Znaczącą wymowę ma jeszcze jedno zdanie pana profesora: „Warto też zwrócić uwagę, że jeden z najważniejszych zawodów zaufania publicznego, jakim jest polityk, wzbudza w obywatelach największą nieufność we wszystkich objętych badaniem Reader’s Digest społeczeństwach (ufa mu jedynie 8% średnio w  16 krajach i  jeszcze mniej, bo tylko 3% w  Polsce)”.

Cisną się w głowie słowa piosenki Andrzeja Grabowskiego „Ja wam mówię jest dobrze, jest dobrze, ale nie najgorzej jest”, gdy polityk, minister Jarosław Gowin twierdzi, że samorząd adwokacki to owszem, spełnia swoją rolę, ale już samorząd lekarski nie sprawuje pieczy nad wykonywaniem zawodu i należy znieść obowiązkową przynależność do niego. To jest ta zła wiadomość i nie potrafię powiedzieć, z  jakiego uzasadnienia ona wynika. Prawdą jest, że w  polityce rządzą mechanizmy, w których nabrzmiałe zjawiska społeczne są „zagospodarowywane” przez  określoną opcję polityczną, a następnie rozgrywane w strategii i decyzjach politycznych. Negatywnego zjawiska społecznego w odniesieniu do lekarzy nie widzę. Jak są natomiast odbierane ostatnie zmiany w ochronie zdrowia, gdy pacjent więcej płaci za leki, to wolałbym na miejscu decydentów, dla utrzymania dobrego samopoczucia, nie badać. Gdyby był samorząd polityków, wielu zapewne wypowiedziałoby się o konieczności sprawowania przez  niego pieczy nad wykonywaniem zawodu. Tymczasem słupek popularności spadł, negatywne zjawisko społeczne jest, ale adresat został pomylony. Pomysł z wypowiedzią pana ministra, w rzeczy samej bardzo dobry – gdyby media to podchwyciły i zostały jeszcze odpowiednio nakręcone, to i adresat zjawiska mógłby się zmienić. Rozumiem, zapotrzebowanie u polityków na taki obrót sytuacji jest pożądane. Przyjdzie bowiem czas, aby wytłumaczyć, dlaczego ministerstwo zdrowia od lat realizuje tylko w ok. 35% swój ustawowy obowiązek refundacji kosztów za zadania przejęte przez  samorząd lekarski od państwa, dlaczego stworzono nowe prawo, eliminujące praktycznie konkursy ordynatorskie, dlaczego, dodatkowo, to prawo zmniejszyło proporcjonalny udział przedstawicieli izby w  konkursach, które nieliczni dyrektorzy chcieliby jeszcze przeprowadzić. Takie decyzje powodują, że wybór kandydata nie przebiega przede wszystkim w oparciu o ocenę merytoryczną, do czego jest uprawniony i powołany samorząd. W ten sposób ogranicza się odgórnie wpływ samorządu na sprawowanie pieczy nad wykonywaniem zawodu, a następnie formułuje się zarzut wobec tego samorządu. Każdy przyzna – chytre, acz mało skomplikowane. Brak jest decydentom jeszcze wewnętrznych konfliktów w samorządzie. Powinniśmy o tym szczególnie pamiętać i wspierać się wzajemnie. Utrata pryncypiów, ewentualne podejmowanie błędnych decyzji prawnych mogą być dalekosiężne w skutkach. Oby nie było tak, że docenimy samorząd, dopiero wtedy, gdy go utracimy.

Janusz Spustek