Wojna polityki z medycyną

MEDICUS 1-3/2012

Wojna polityki z medycyną

Między młotem a kowadłem znalazła się Naczelna Rada Lekarska, która najpierw w grudniu zawiesiła protest, naiwnie wierząc w swój wpływ na zmianę stanowionego prawa w drodze negocjacji.
A kiedy już go w styczniu odwiesiła, protest właśnie dokonywał żywota.

Ale szczęście przyszło w sukurs politykom. Znalazł się kozioł ofiarny. Co więcej, sam się zgłosił i sam ochoczo wziął to wszystko na siebie. Nikt Bartosza Arłukowicza do zmiany barw partyjnych i poglądów na sprawy ochrony zdrowia nie zmuszał. Ma to, czego bardzo pożądał. Jeszcze rok temu z ław SLD wściekał się, że ustawa jest be, a jak został ministrem, to okazała się cacy. Ciekawy przykład, jak ambicja i przekonanie o własnej wartości, może nawet doskonałości, zabiły cały rozsądek inteligentnego przecież człowieka. Dr. Bartosza można traktować jako
chodzącą przestrogę przed uleganiem takim słabościom.

Co zawiodło? Niepoważne traktowanie roboty i sztuczna zgoda między kolesiami (wybranymi przez naród), którą można zasłonić istotę każdego problemu. Czas ucieka, a ludzie przy okienkach aptecznych płacą 100% albo nie wykupują leków, czyli ich nie przyjmują, często nie wspominając o tym ani słowem swoim lekarzom, bo się po prostu wstydzą swojej biedy. Zresztą, szkoda gadać.

Marek Stankiewicz
redaktor naczelny