Specjalizacja elitarna, ale potrzebna

MEDICUS 12/2011

Specjalizacja elitarna, ale potrzebna

z prof. Grażyną Mielnik-Niedzielską rozmawia Anna Augustowska

 

• Nominacja na stanowisko krajowego konsultanta w dziedzinie otolaryngologii dziecięcej to, jak sądzę, nie tylko piękne ukoronowanie kariery, ale i poważny obowiązek?

– To przede wszystkim niezwykle dla mnie miła sytuacja, będąca wyrazem uznania dla moich osiągnięć i doświadczenia. Tym milsza, że wyrażona najpierw przez kolegów z Polskiego Towarzystwa Otolaryngologów Dziecięcych, którzy zgłosili moją kandydaturę, ale także przez kolegów z Naczelnej Rady Lekarskiej i Ministerstwa Zdrowia. To także oczywiście obowiązek, dużo więcej pracy i wysiłku, ale jestem zdania, że warto się tego podjąć, bo wiele lat pracy i serca włożyłam w tak bliską mi dziedzinę, jaką jest otolaryngologia, w zasadzie całe życie od ukończenia studiów. Skoro teraz mam okazję zrobić jeszcze coś więcej, to chcę się tym zająć.

 

• „Coś więcej” czyli…?

– Nie jest tajemnicą, że jednym z najpilniejszych zadań jest usprawnienie edukacji młodych lekarzy. W otolaryngologii dziecięcej to bardzo ważne, bo zdobycie specjalizacji wymaga aż 9 lat nauki. Najpierw przyszły specjalista musi przez 6 lat zdobywać szlify otolaryngologa, a dopiero później, po kolejnych 3 latach nauki, może przystąpić do egzaminu specjalizacyjnego z otolaryngologii dziecięcej. Tak długa ścieżka kształcenia zniechęca i ludzie zaczynają jej unikać. Wybierają na przykład ortopedię.

Jestem zdania, że nie warto aż tak rozciągać w czasie zdobywanie kwalifikacji, tylko intensyfikować kształcenie. Przecież młodzi ludzie zakładają rodziny, chcą pracować i zarabiać, a nie po 6 latach ciężkich studiów czekać na zawodową samodzielność przez kolejne 9 lat! W klinice w DSK posiadamy akredytację do prowadzenia specjalizacji z zakresu otolaryngologii, audiologii i foniatrii, a także otolaryngologii dziecięcej. Posiadamy wolne miejsca specjalizacyjne, w tym jedno rezydenckie. I nikt nie aplikował, o nie, bo wszyscy zakładali, że skoro jest tylko jedno, to już dawno zostało zajęte. Absurd! Nie chcę mówić, ile trudu kosztowało mnie zwerbowanie trzech lekarzy z Podkarpacia (byłam tam konsultantem wojewódzkim, podobnie jak w województwie lubelskim), aby rozpoczęli u nas specjalizację z otolaryngologii dziecięcej. Po zdanym egzaminie tamten rejon Polski zyska profesjonalistów i zniknie przynajmniej jedna z wielu białych plam w kraju.

 

• Czy jest jakiś plan, który mógłby to zmienić?

– Są już przygotowane propozycje specjalizacji modułowej dla przyszłych specjalistów. Miało by to wyglądać tak, że przez 2 lata lekarz robiłby specjalizację podstawową, a następnie przez 4 lata szczegółową, czyli np otolaryngologię dziecięcą. Ja, co prawda, uważam, że wystarczyłyby 3 lata na specjalizację szczegółową, ale będziemy o tym jeszcze dyskutować. Jedno jest pewne, obecna droga do specjalizacji w otolaryngologii dziecięcej jest utrudniona i trzeba to zmienić. Proszę tylko spojrzeć na Lubelszczyznę: w Zamościu jest tylko jeden specjalista otolaryngolog dziecięcy; żadnego nie ma w Białej Podlaskiej, Chełmie, Puławach. W Polsce takie białe plamy to m.in. województwo zachodniopomorskie, świętokrzyskie; do niedawna także Gdańsk.

 

• Otolaryngologia dziecięca to bardzo elitarna specjalność, trudno ją zdobyć, a i praca z dziećmi nie jest chyba łatwa?

– To prawda. Myślę jednak, że warto ją trochę odmitologizować. Odkąd rozwinęła się anestezjologia dziecięca, czyli od mniej więcej 20 lat, wszystkie zabiegi są wykonywane w znieczuleniu, nie traumatyzują dzieci, a lekarzom dają komfort spokojnej pracy. Wspiera nas też rozwój techniki. Dzięki wprowadzeniu endoskopii nie wykonujemy już badań nosogardła palcem. To ogromny postęp i mam nadzieję, że w związku z tym młodzi lekarze będą częściej decydować się na podejmowanie tej pracy. Chcemy też rozpocząć starania o przywrócenie procedur, które teraz wykonują chirurdzy lub otolaryngolodzy pracujący z dorosłym pacjentem, a które z powodzeniem mogliby wykonywać otolaryngolodzy dziecięcy. Są już tego początki; rok temu w Bydgoszczy otolaryngolodzy dziecięcy wykonali wszczepy ślimakowe u dzieci. Mam nadzieję, że wrócą do nas operacje rozszczepów podniebienia. To także powinno być zachętą dla młodych. Będą mieć większe pole do działania, poza tym otolaryngolodzy to chirurdzy głowy i szyi, którzy powinni wykorzystywać wiedzę i umiejętności z tego zakresu.

 

• Polska prezydencja w UE walczy o wprowadzenie badań przesiewowych słuchu, wzroku i mowy u dzieci w wieku przedszkolnym i szkolnym w krajach Unii. Czy problem rzeczywiście jest aż tak poważny?

– Z badań słuchu u dzieci rozpoczynających naukę w szkole, które prowadził Instytut Fizjologii i Patologii Słuchu w Kajetanch k. Warszawy wynika, że co piąte dziecko ma różnego rodzaju problemy ze słuchem, co trzecie – problemy ze wzrokiem, a co czwarte – problemy z artykulacją. Aż 60% rodziców dzieci, u których stwierdzono niedosłuch, nie zdawało sobie z tego sprawy. A przecież prawidłowe funkcjonowanie tych zmysłów stanowi podstawę komunikacji, a także rozwoju człowieka. Zaburzenia funkcjonowania narządów zmysłów są jedną z głównych przyczyn opóźnień w nauce, trudności w rozwoju umiejętności językowych. To także przyczyna wielu porażek w szkole i poza nią. Program badań przesiewowych słuchu w UE, który został zaprezentowany przez Polaków na początku lipca w Sopocie, w czasie posiedzeniu unijnych ministrów zdrowia, uzyskał 100% rekomendację wszystkich krajów członkowskich. Bardzo się z tego cieszę i mam nadzieję, że lubelska klinika, którą kieruję, weźmie aktywny udział w realizacji tego programu.