Emerycie nie lecz się sam!

MEDICUS 11/2011

Emerycie nie lecz się sam!

Zakończenie pracy w zawodzie lekarza dla większości emerytów jest dużym przeżyciem, szczególnie dla tych, którzy lubili swoją pracę i byli z niej zadowoleni. Młodsi lekarze emeryci często praktykują jeszcze przez pewien czas, na różnych warunkach, inni rezygnują z aktywności zawodowej, zajmując się domem, wnukami, swoim hobby. Wielu z nas dalej interesuje się postępami wiedzy medycznej, czyta artykuły, bierze udział w zebraniach, szkoleniach, wykładach popularnonaukowych.

Zawód lekarza, jak twierdzą niektórzy naukowcy, jest nie tylko zawodem dającym środki utrzymania, ale i powołaniem – przyciąga i z pewnością zostawia piętno na całe życie.

Nie zgadzam się z tezą, że światem rządzi tylko pieniądz. Niestety, coraz wyraźniej widać, że obecnie, większe możliwości zarabiania godnych pieniędzy zmieniają podejście do zawodu. Zaganiani lekarze, często nie mają czasu, żeby wysłuchać pacjenta i przeprowadzić skrupulatny wywiad. Pośpiech w pracy wyczerpuje lekarza i często łączy się z niezadowoleniem rodziny i pacjentów. Większość seniorów źle się czuje w tym za szybkim dla nich sposobie życia, nie akceptuje obecnych stosunków lekarz – pacjent. Lekarze emeryci mają co prawda obyczajowe i pisane przywileje, np. przyjmowanie w poradni poza kolejnością, a w gabinetach prywatnych bez opłaty, jednak w dalszym ciągu mamy duże trudności w dostępie do placówek NFZ.

Lekarze emeryci, niezależnie od swojego wieku, mają umowy z NFZ i wypisują recepty sobie i rodzinom. Jest to duże ułatwienie i nie można tego przywileju zabierać. Ale lata płyną, nie zawsze poznaje się nowości farmaceutyczne, a i pamięć zawodzi. Niestety, większość seniorów nieprawidłowo przyjmuje leki. Statystyki podają, że prawidłowo według zaleceń leczy się mniej niż połowa pacjentów, dotyczy to także lekarzy. Najbardziej niebezpieczne są środki nasenne i psychotropowe, a także polipragmazja. Seniorzy lekarze zwykle leczą się u kolegów czynnych zawodowo lub młodszych lekarzy, ale najczęściej są to tylko porady „słowne”, bez prowadzonej dokumentacji medycznej tak istotnej dla dalszego postępowania.

Reasumując, najkorzystniejsze dla zdrowia sędziwych lekarzy byłoby systematyczne „prowadzenie” przez życzliwego młodszego kolegę, posiadającego aktualną wiedzę i trochę więcej czasu na rozmowę. Wciąż też liczę, że nasi następcy – młodzi, dobrze wykształceni koledzy, życzliwie zajmą się starszymi lekarzami, często onieśmielonymi, czekającymi pod drzwiami gabinetów lekarskich, w których kiedyś może sami przyjmowali pacjentów.

Medice, cura te ipsum – ta maksyma nie jest korzystna dla nas, emerytów.

Biruta Fąfrowicz