Wzorowi absolwenci UM 2011

MEDICUS 10/2011

Wzorowi absolwenci UM 2011

 Medycyna – wybór z rozsądku

z Michałem Adamczykiem, najlepszym tegorocznym absolwentem wydziału lekarskiego UM w Lublinie rozmawia Anna Augustowska

 

• Zaskoczenie, jakie usłyszałam w pana głosie na wiadomość, że ma pan najwyższą średnią ze studiów i że otrzyma pan dyplom lekarza z wynikiem celującym, to przejaw skromności?

– Szczerze mówiąc, byłem pewny, że mam drugie, może nawet trzecie miejsce. Sporo osób na moim roku miało w czasie studiów bardzo dobre wyniki. Choćby Bartek Belina, który tylko o włos ma niższą średnią od mojej. Tym większa radość, że zwyciężyłem! W szkole – a kończyłem III LO im. Unii Lubelskiej w klasie matematyczno-fizycznej – byłem uczniem czwórkowym;  może stąd moje zaskoczenie?

 

• Na średnią 4,85 trzeba się bardzo napracować?

– Medycyna to przede wszystkim studia bardzo ciekawe, ale głównie pamięciowe, co zresztą trochę mnie rozczarowało. Nie bardzo można się wykazać własną inwencją. Liczę na to, że będę miał pod tym względem pole do popisu, pracując już jako lekarz. Stawianie diagnozy, szukanie najkorzystniejszych dla pacjenta rozwiązań to chyba najciekawsza część tego zawodu. Czy było ciężko? Ja dawałem radę, bo unikałem zaległości i uczyłem się dość systematycznie, poza tym nieźle radzę sobie z organizacją czasu, nie czułem się więc przytłoczony nauką.

 

• Od dziecka chciał pan być lekarzem?

– Hmm… trudno powiedzieć. Mam jeszcze dwóch braci – jesteśmy trojaczkami – w domu, odkąd pamiętam, mówiło się, że jeden z nas będzie studiował medycynę. Ostatecznie bracia wybrali inne kierunki: architekturę i ekonomię, ja medycynę. Chyba zwyciężył rozsądek. To bardzo ciekawe, wciągające studia, chociaż, gdyby miało się potoczyć inaczej, studiowałbym pewnie matematykę albo meteorologię.

 

• Teraz rozpoczyna pan staż w Szpitalu Kolejowym. A co dalej?

– Nie chcę zbytnio wybiegać w przyszłość, ale od jakiegoś czasu pociąga mnie onkologia i pediatria. Być może uda mi się to połączyć i zdobyć specjalność hematoonkologa dziecięcego? A może zdecyduję się na radioterapię onkologiczną?

 

Stomatologia – moja pasja

 z Agatą Anną Ciurlą, najlepszą tegoroczną absolwentką wydziału stomatologii UM w Lublinie rozmawia Anna Augustowska

 

• Jak się jest dzieckiem lekarzy dentystów, nie sposób nie pójść w ich ślady?

 

– Chyba coś w tym jest… tym bardziej, że moja młodsza siostra też studiuje ten kierunek, ale trzecia z nas wybrała medycynę. To prawda, że „wychowałam się” w gabinecie stomatologicznym, że odkąd zaczęłam studia, wszystkie wakacje spędzałam asystując tacie, a teraz nawet wyszłam za kolegę, który stomatologię ukończył rok temu…, ale stomatologia to moja pasja. Poza tym to zawód, który daje szansę na dużą dozę samodzielności i niezależności.

 

• A gdyby dokonywała pani wyboru studiów dopiero teraz i nie byłoby stomatologii, to na co by się pani zdecydowała?

 

– Chyba na architekturę. Tak sądzę. Nie ukrywam, że w szkole miałam same szóstki i świadectwa z czerwonym paskiem, że wygrywałam olimpiady…, co wbrew pozorom nie ułatwiało mi podjęcia decyzji o kierunku dalszej edukacji. Ta stomatologia po prostu była we mnie. Co jeszcze? Lubię malować, moja ukochana technika to tempera i akwarela. Bardzo kocham śpiew – działam aktywnie w chórze naszego uniwersytetu i z bólem serca będę się z nim rozstawać.

 

• Nic pani nie wspomina o jeszcze jednej stronie swej osobowości – działalności charytatywnej?

 

– Nie wiem, czy należy to tak nazywać, chociaż mam nadzieję, że uda mi się tę działalność dopiero rozwinąć. W czasie studiów pojechałam – całkowicie indywidualnie – do Republiki Środkowoafrykańskiej, kraju Trzeciego Świata, leżącym na równiku, gdzie w jednym z ośrodków misyjnych pracowałam wśród chorych. Czuję wielką potrzebę, aby tam wracać i leczyć.

 

• Tymczasem wyjeżdża pani do rodzinnego Tarnowa. Co po stażu?

 

– Oboje z mężem chcemy otworzyć własną praktykę. A w przyszłości chciałabym zająć się ortodoncją.