Karate po lubelsku

MEDICUS 8-9/2011

Karate po lubelsku

z Bartłomiejem Tyzo, rezydentem w Klinice Neurochirurgii UM w Lublinie, karateką – medalistą rozmawia Anna Augustowska

 • Na majowych zawodach w Padwie zdobył pan złoty medal i tytuł Mistrza Europy w Karate Kyokushin. Wcześniej było Mistrzostwo Polski, a w zeszłym roku w Tokio brązowy medal na mistrzostwach świata. Długo pracuje się na taki sukces?

– Karate trenuję od 20 lat! Miałem 7 lat, kiedy poszedłem na pierwszy trening. To były początki karate kyokushin na Lubelszczyźnie (dzisiaj Okręgowy Związek Karate to jeden z najprężniej działających ośrodków w Polsce, który skupia dziesiątki zawodników i setki ćwiczących w różnym wieku). Znalazłem ogłoszenie naboru do sekcji. Poszukiwano dzieciaków chętnych do trenowania karate, moja mama uznała, że powinienem spróbować i tak to się zaczęło.

 

• Mama miała doskonałe wyczucie skoro karate towarzyszy panu od tylu lat?

– To prawda. Jestem pasjonatem tej dyscypliny. Ostatnio skoncentrowałem się przede wszystkim na uprawianiu formuły karate, która polega na prezentowaniu układów technik formalnych, czyli kata. Zawodnik wykonuje je solo na macie przed gremium sędziowskim. Kata są formą przekazywania wiedzy o karate, elementarzem najbardziej skutecznych technik walki, nie ma tu jednak kontaktu z przeciwnikiem, co w moim przypadku jest bardziej rozsądne. Kata można porównać do prezentowania figur baletowych, ale to tylko porównanie.

 

• Dla przyszłego neurochirurga bezkontaktowe karate to chyba jego bezpieczniejsza wersja, nie narażająca na niebezpieczne kontuzje?

– Karate z natury musi być pełnokontaktowe, na treningach – czyli trzy razy w tygodniu po półtorej godziny – głównie walczymy ze sobą. Ja po prostu muszę bardziej uważać. Na szczęście, dotychczas nie odniosłem żadnych przykrych kontuzji. Trening tej sztuki walki jest bardzo wszechstronny: wytrzymałościowy, techniczny, czasem siłowy.

 

• Karate pomaga uprawiać medycynę?

– Myślę, że karate to filozofia życia. Przede wszystkim uczy pokory i kształtuje charakter. Pozwala nabrać dystansu do codziennych zawodowych problemów. Te cechy w czasie studiów medycznych, a także teraz, kiedy zacząłem rezydenturę w Klinice Neurochirurgii są niezwykle przydatne.