DoctorRiders otwierają sezon

MEDICUS 8-9/2011

DoctorRiders otwierają sezon

 Naszym bastionem jest Motocyklowy Klub Lekarzy DoctorRiders założony w 2005 roku przy Okręgowej Izbie Lekarskiej w Łodzi, a liczący obecnie ponad dwustu członków z całej Polski.

Gwoli potwierdzenia tezy, że najprzyjemniejsza zabawa jest w grupie, w dniach 12 – 15 maja br. klub zorganizował w Mikołajkach zlot otwierający sezon motocyklowy 2011. Na zlotowym parkingu stało sto siedem motocykli, począwszy od ścigaczy poprzez turystyki i enduro, skończywszy na chopperach. Impreza była najprzedniejszej jakości, włącznie z pogodą. Na zmianę deszcz i słońce, każdy miał coś dla siebie. Tak, tak… w deszczu też jeździmy. To jeszcze większa dawka adrenaliny. Pierwszego dnia jedziemy do Giżycka. Parkujemy pod Ekomariną. To nowy port pasażerski na jeziorze Niegocin dla jachtów i łodzi motorowych. Nie jestem żeglarzem, ale muszę przyznać, że robi wrażenie. Główny terminal to piękne połączenie drewna, szkła i aluminium. Cała infrastruktura na najwyższym poziomie technicznym. Piękny prezent dla żeglarzy.

Miejscowi oglądają motocykle, a kilka stacji telewizyjnych kręci materiał o lekarzach motocyklistach. Odpalamy i formujemy kolumnę. Kolejny etap naszego zwiedzania to fort Boyen. Przez wąskie bramy wjeżdżamy na dziedziniec pruskiej twierdzy z XIX wieku. Pozostały po niej fragmenty budynków koszarowych i otaczający ją mur Carnota o długości 2303 m. Po zakończeniu zwiedzania, żołnierze z pobliskiej jednostki poczęstowali nas wojskową grochówką. W klimacie twierdzy miała wyborny smak.

Czas wracać. Pogoda piękna, czyli lekki deszcz. Przejeżdżamy przez mazurskie wioski i miasteczka. Wszędzie wzbudzamy zainteresowanie miejscowej ludności. Rodzice pokazują nas dzieciom, może lepiej, że nie słyszymy, co mówią. Dojeżdżamy do bazy, ale to jeszcze nie koniec atrakcji na dzisiaj. Chwila na odpoczynek, po czym wsiadamy na statki przycumowane przy hotelowym nabrzeżu i wyruszamy do portu w Mikołajkach na kolację i dyskotekę. Gra nam zespół lekarzy rockmanów i Paweł Ejzenberg.

Rano czyszczenie motocykli i wyruszamy do Gierłoży oglądać Wilczy Szaniec, czyli kwaterę Hitlera. Skryty w lesie gigantyczny kompleks ponurych bunkrów. W czasie wojny niewidoczne z powietrza, ale miejscowa ludność doskonale wiedziała o ich istnieniu i kto jest ich głównym lokatorem. Co rok, w dzień urodzin Hitlera, były tam przywożone dzieci z okolicznych miejscowości, które wręczały mu kwiaty.

Czas ruszać dalej. Jeszcze wspólne zdjęcie wszystkich uczestników zlotu i odpalamy motocykle. Kolejny etap to Święta Lipka. Wchodzimy do kościoła i dech nam zapiera z wrażenia. Warto było przejechać tyle kilometrów, żeby to zobaczyć. Nawet nie próbuję opisać piękna wystroju, bo nie są w stanie oddać go żadne słowa. Za chwilę krótki koncert na słynnych organach. Uczta dla uszu i oczu. Wracamy do bazy zlotowej. Po drodze feeria zapachów z kwitnących pól. Jedziemy spokojnie i powoli, żeby nie uronić ani krzty z piękna, które nas otacza. Wieczorem kolacja połączona z ceremonią przyjęcia do klubu nowych członków i oczywiście dyskoteka. Stare, dobre hity z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Czas na spoczynek. Jutro rano ruszamy w drogę powrotną do domu. Dla wielu z nas oznacza to kilka godzin jazdy. Rano żegnamy Mazury.

Jacek Haratym
jharatym@o2.pl