Diagnoza wstępna

MEDICUS 8-9/2011

Diagnoza wstępna

Wyjeżdżając za granicę, warto dodatkowo ubezpieczyć się, aby nie ponosić kosztów ewentualnego leczenia. Posiadanie karty ubezpieczeniowej (EKUZ), wydawanej przez NFZ, nie chroni nas, nawet kiedy przebywamy w krajach UE. Fundusz pokryje koszty odbytego leczenia, ale tylko do wysokości, jaka wynika z przepisów obowiązujących w danym kraju i jeżeli mówią one, że pacjent ponosi częściową opłatę, obywatel, płacący składkę zdrowotną w Polsce, też tę część zapłaci. W przypadku np. ponad 20% odpłatności za hospitalizację może być to kwota niebagatelna. Trzeba cieszyć się z tego, jak jest, bo gdyby monopolistyczna moc Funduszu sięgała do innych krajów, mogłyby obowiązywać nas limity także za granicą.

Limity to ponad 10-letnia zmora i mówienie o nich staje się nudne. Tymczasem, kolejny duży szpital w województwie stracił płynność finansową po rokrocznym obniżaniu jego kontraktu. To bardzo boli i końca politycznego oporu przed wprowadzeniem skutecznych zmian w funkcjonowaniu systemu ochrony zdrowia nie widać. Kolejny kraj Unii rozszerzył zakres częściowej odpłatności pacjentów za świadczenia zdrowotne jako regulatora popytu i źródła pozyskiwania dodatkowych środków finansowych. Stajemy się wyspą oporu politycznego. Dodatkowo, NFZ broni swojej pozycji monopolisty własnymi przepisami, nie pozwalając szpitalom pobierać opłat za świadczenia, na które podpisano umowę i na które został wyczerpany limit, oraz za czynności nie opłacane przez Fundusz w ramach danego świadczenia (np. za znieczulenie przy porodzie niepowikłanym, podczas gdy refunduje się znieczulenie w porodzie powikłanym).

Przed uchwaleniem ustawy o działalności leczniczej pojawiały się zapowiedzi uregulowań prawnych, pozwalających stosować w niewielkim zakresie działalność komercyjną przez szpitale publiczne. Mówiono np. o możliwości pobierania opłaty hotelowej za warunki o wyższym standardzie podczas hospitalizacji. Trudno by mi było akceptować ten rodzaj komercji, ale ani ten, ani żaden inny sposób pozyskiwania dodatkowych środków dla szpitali publicznych od pacjentów ubezpieczonych nie został zapisany w ustawie. Jednocześnie, ustawa nie zawiera też zapisów zabraniających pobierania takich opłat. Prawnicy twierdzą, że luka w ustawie to możliwość korzystania z zasady: „Co nie jest zakazane, jest dozwolone”. Odnoszę wrażenie, że przyjdzie rozstrzygać ten problem w boju, czyli na drodze postępowania sądowego. Fundusz bowiem nałożył kary na niektórych dyrektorów, którzy chcieli w taki sposób ratować szpital przed utratą płynności finansowej. W obliczu nowej ustawy (o działalności leczniczej) hamulce zdrowej gospodarki, nałożone na szpitale, obejmują mniejsze kontrakty, brak częściowej odpłatności za świadczenia, wątpliwą możliwość pozyskiwania środków z działalności komercyjnej.

Efekty takiej sytuacji nie są trudne do odgadnięcia – upadek szpitali. Jestem chyba niepoprawnie naiwny, sądząc, że może przyjdzie czas opamiętania. Wobec niewystarczających środków, pochodzących ze składek zdrowotnych i obniżeniu już do granic wytrzymałości kosztów funkcjonowania szpitali, ta droga naprawy sytuacji jawi się jako jedyna. Uzasadnienie częściowej odpłatności za świadczenia znane jest w krajach unijnych i naszym politykom również. Częściowa komercjalizacja szpitali mogłaby nawet stymulować korzystne dla pacjentów rozwiązania organizacyjne i powiększać przychód – to też jest znane. Jednak pozornie tak to wygląda, bo zdaje się, nie o to w tym wszystkim tu chodzi. Ustawa o działalności leczniczej dopuszcza w art. 44 pozyskiwanie środków finansowych ze wskazywanych źródeł, ale odnosi się to tylko do podmiotu leczniczego, nie będącego przedsiębiorcą. Okazało się, że ta jedyna droga, o której myślałem, jest w remoncie. Obowiązuje nas objazd. Trzeba najpierw przekształcić się w spółkę, a dopiero później korzystać z dobrodziejstwa.

Janusz Spustek