Moja Pani i mój Pan… doktor

MEDICUS 06/2011

Moja Pani i mój Pan… doktor

 Nikt nie wie, skąd błąkający się po lubelskim osiedlu czarno-biały, zaledwie kilkutygodniowy kociak wiedział, że bezpieczny dom i najlepszych opiekunów, jakich mógł sobie wymarzyć, znajdzie w małżeństwie młodych stomatologów z Lublina Karoliny Kosek-Hoehne i jej męża Dominika Hoehne.

– Zwierzęta mają chyba dodatkowy zmysł, dzięki któremu wiedzą, kogo mogą obdarzyć zaufaniem – śmieje się doktor Karolina. – Oboje zawsze mieliśmy jakieś zwierzaki – ja najcieplej wspominam suczkę Tinę i jej syna Dafiego – kiedy więc ten kociak przywędrował za moim mężem pod same drzwi wejściowe, nie mogliśmy go zignorować.

Kociak okazał się kotką, która dostała imię Vera (od tajemniczej Weroniki). Podchowana Vera ma teraz prawie 2 lata i jej właściciele nie wyobrażają sobie bez niej życia.

– To prawdziwa frajda wracać do domu, w którym już pod drzwiami czeka na nas Vera. Jest naszą pociechą, która w mig rozgania całe napięcie dnia, zmęczenie i kłopoty – mówią właściciele kotki.

Vera nie sprawia żadnych kłopotów, nie ma też nadzwyczajnych wymagań – lubi jeść wszystko, co dostanie, ale szczególnie uwielbia słodycze i wędliny. Po ostatniej Wielkanocy zyskała nawet przydomek „babeczkojada”, bo z takim zapałem i apetytem podjadała skradzione słodkości.

– Doskonale znosi też podróże samochodem. Kiedy wyjeżdżamy na dłużej, Vera jedzie do mojej mamy. W trakcie kilkugodzinnej podróży śpi na tylnym siedzeniu albo obserwuje mijane krajobrazy.

O tym, czy Vera szukając sobie opiekunów specjalnie wybrała dom sympatycznych stomatologów, chcąc mieć również zapewnioną opiekę nad swym uzębieniem (brakuje jej jednego siekacza), niestety nie sposób się dowiedzieć.

Anna Augustowska