Diagnoza wstępna

MEDICUS 5/2011

Diagnoza wstępna

Gdy napiszę, że zawód lekarza jest ryzykowny dla nas samych – z pewnością usłyszę odpowiedź – truizm. To oczywista prawda i ma wiele aspektów, jak narażenie własnego zdrowia, ale też odpowiedzialność zawodowa i karna. W sprawozdaniu Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej widzimy, ile rocznie wpływa spraw do rozpatrzenia. Wydaje się, że jest to proces nierozerwalnie związany z naszą działalnością zawodową i każdego może dotknąć, choćby był wzorem w sztuce leczenia i w relacjach z pacjentami. Po wpłynięciu skargi złożonej przez pacjenta lub jego rodzinę rozpoczyna się postępowanie, początkowo wyjaśniające, w przebiegu którego analizowana jest m.in. dokumentacja. Niemała część spraw zostaje umorzona, a ta dokumentacja jest najlepszą obroną przed niesłusznymi oskarżeniami. Dokument to mocny dowód, zeznanie – na pewno słabszy. Toczy się obecnie rozgrywka między NFZ a częścią (nie wiem jak dużą) lekarzy z powodu wydanego przez Fundusz ostrzeżenia. Mówi ono, że receptę można wystawić tylko po uprzednim zbadaniu chorego. Powołuje się przy tym na art. 42 ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty: Lekarz orzeka o stanie zdrowia określonej osoby po uprzednim, osobistym jej zbadaniu…. Fundusz ostrzega, że bez spełnienia tego warunku może nałożyć kary finansowe i odebrać prawo do wystawiania recept refundowanych. Niektórzy lekarze, zwłaszcza poz protestują, twierdząc, że posiadają zalecenia specjalistów na przewlekłe stosowanie danego leku, inni – że określony lek pacjent przyjmuje kilka lat i nie ma potrzeby zmuszać go do wizyty, zwłaszcza gdy chory jest niesprawny. Prasa podkreśla dobro pacjenta w wyręczeniu go przez inną osobę odbierającą recepty. Rzecznik Praw Pacjenta potwierdza napływanie skarg od pacjentów, którym odmówiono wypisania recepty bez uprzedniego zbadania. Nawet ministerstwo zdrowia, ustami swojego rzecznika, przychyla się do zaocznej ordynacji leków.

Gdy docierają do mnie te informacje, przychodzi mi na myśl slogan reklamowy „…zgłoś się do lekarza lub farmaceuty”. Może w wielu przypadkach należy postawić na ostatnie słowo tego sloganu, bo lekarz jest niepotrzebny. Tak oczywiście nie jest. Nie ma takiego leku, który w czasie przewlekłego stosowania nie może dać objawów ubocznych. Prawdopodobna jest też sytuacja zmiany stanu pacjenta i wtedy należy zmienić dawkę leku lub nawet go odstawić. Nie można zakładać, że niepokojący sygnał o stosowanym leczeniu występuje wtedy, gdy pacjent go zgłosi. Obowiązujący obecnie 3-miesięczny okres, na który można zalecić leczenie (do trzech terminów realizacji recept) uważam za aż nadto wystarczający. Bez względu na to, czy nastąpi zmiana leczenia, najrzadziej co 3 miesiące powinno odbyć się badanie.

Jeżeli wrócimy do kwestii odpowiedzialności zawodowej, trudno byłoby się nie zgodzić, że w przypadku niepowodzenia leczenia choroby, zapisany w dokumentacji wywiad i stan pacjenta, nawet w skrótowej formie, może mieć kluczowe znaczenie. Podawany przez jedną z gazet przykład swobodnego (bezpiecznego) stosowania leku „przeciwko cholesterolowi” nie jest do końca prawdziwy. Kontakt lekarza z pacjentem może zapobiec rozwijaniu się u niego objawów ubocznych, a w dodatku wpis w dokumentacji chroni lekarza przed postawieniem zarzutu, że stosował lek bez kontroli. Nie wiem, jak zakończy się przedstawiona rozgrywka. Póki Fundusz obstaje przy stosowaniu art. 42 ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty, choć jest to niepopularne po ostatnim kontraktowaniu – jemu kibicuję.

Janusz Spustek