Sztuczna kość sama zarobi na badania

Sztuczna kość sama zarobi na badania

 

Pół roku temu, jesienią 2010 r. miały rozpocząć się badania kliniczne nad sztuczną kością, unikalnym biomateriałem wszczepiennym, wynalezionym przez zespół Katedry Biochemii i Biotechnologii Wydziału Farmaceutycznego Uniwersytetu Medycznego w Lublinie, którym kierowała prof. Grażyna Ginalska.

Niestety, w kluczowym momencie zabrakło pieniędzy. Aby ratować sytuację, lubelska uczelnia postanowiła powołać wspólnie z prywatnym inwestorem spółkę typu spin-off, która sprzedając wynalazek, będzie zarabiać na prowadzenie badań.

Sztuczna kość z powodzeniem przeszła już laboratoryjne próby na zwierzętach (kompozyt służył m.in. do wypełniania zębodołów po usuniętych zębach oraz do zamykania przetok ustno-nosowych powstałych w wyniku urazu mechanicznego lub stanu zapalnego po wywichnięciu kła; był też implantowany w ubytki kostne w obrębie podudzia zwierząt laboratoryjnych). Wszędzie sprawdził się znakomicie.

Kompozyt składa się z granul hydroksyapatytowych o odpowiedniej mikro- i makroporowatości, a także z polimeru biologicznego pochodzenia cukrowego. Dzięki temu ma wspaniałe właściwości: nie jest toksyczny, nie wywołuje alergii, może być nasączany antybiotykiem. Przy tym jest elastyczny, co pozwala go łatwo kształtować tuż przed wszczepieniem przez samego chirurga. Stanowi rusztowanie dla nowo tworzącej się kości, a zatem może być stopniowo zastępowany po implantacji przez naturalną kość.

– Nasza „sztuczna kość” to efekt wielkiej pracy czterech kobiet – podkreśla prof. Ginalska – Obok mnie nad tym materiałem pracowała także dr Anna Belcarz z Katedry Biochemii i Biotechnologii lubelskiego UM oraz prof. inż. Anna Ślósarczyk i mgr inż. Zofia Paszkiewicz obie z Wydziału Inżynierii Materiałowej i Ceramiki AGH w Krakowie.

Aby sztuczna kość mogła być stosowana u ludzi – naukowcy spodziewają się, że jej zastosowanie będzie bardzo szerokie, od stomatologii i ortopedii po medycynę rekonstrukcyjną (do wypełniania np. ubytków kostnych w twarzoczaszce po urazach, wypadkach czy po leczeniu onkologicznym) – konieczne są badania na ludziach.

Pierwsze próby na grupie 25 pacjentów z Katedry Chirurgii Stomatologicznej i Twarzowo-Szczękowej UM w Lublinie miały rozpocząć się we wrześniu ub. roku. Następne miały objąć około 100 osób. Badania zaplanowano na dwa lata. Niestety, tu właśnie zabrakło pieniędzy. – Każdy z biorących udział pacjentów musi mieć wykupione ubezpieczenie na okres minimum 10 lat, a są to duże kwoty – mówi profesor Ginalska. W tej sytuacji uczelnia postanowiła powołać wspólnie z prywatnym inwestorem spółkę typu spin-off. Taką decyzję w grudniu minionego roku podjął senat Uniwersytetu Medycznego w Lublinie.

– Trwa właśnie wycena patentowa wynalazku – informuje rzecznik uniwersytetu Włodzimierz Matysiak. – Tego, który z inwestorów wejdzie do spółki, jeszcze nie ujawniamy, mogę tylko zdradzić, że będzie to prawdopodobnie polski kapitał.

Utworzona na takich zasadach spółka będzie ewenementem (zwykle szkoły wyższe sprzedają patenty), a zarazem odpowiedzią na propozycję ministerstwa nauki, które zachęca uczelnie do komercyjnego wykorzystywania wyników swoich badań.

Do lubelskiej spółki wejdzie uczelnia, dwoje naukowców, którzy wniosą patent wynalazku oraz inwestor, który wyłoży pieniądze. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, podpisanie aktu notarialnego powołującego spółkę powinno nastąpić jeszcze w tym półroczu.

Anna Augustowska