Sam pomysł to za mało

1 lutego Sejmowa Podkomisja Zdrowia wznowiła prace nad rządowym pakietem ustaw zdrowotnych. Wśród rządo-wych projektów są bardzo ważne dla lekarzy propozycje zmian ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty. Przypomnijmy. Minister zdrowia chce wprowadzić zasadnicze zmiany w przed- i podyplomowym kształceniu leka-rzy. W największym skrócie, proponuje gruntowne zmiany programu studiów (przejście od kształcenia przedmiotowe-go do problemowego, przekształcenie ostatniego roku studiów lekarskich i dentystycznych w praktyki zawodowe), li-kwidację stażu podyplomowego, likwidację Lekarskiego i Lekarsko-Dentystycznego Egzaminu Państwowego, wprowa-dzenie modułowego systemu specjalizacji. Propozycje ministerstwa krytykowali wszyscy zainteresowani – samorząd lekarski, władze uczelni medycznych i sami lekarze. Podkomisja Zdrowia, zapewne pod wpływem ostrych protestów środowisk medycznych, chce złagodzić ministerialne pomysły. W zamian za zlikwidowanie LEP i LDEP proponuje wprowadzenie Lekarskiego Egzaminu Końcowego na VI roku studiów lekarskich i Lekarsko-Dentystycznego Egzaminu Końcowego na V roku studiów lekarsko-dentystycznych. Chce także przesunięcia daty wprowadzenia tych zmian o rok – na 1 października 2012 roku.

 

Sam pomysł to za mało

z prof. Grzegorzem Wallnerem – dziekanem I Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Medycznego w Lublinie rozmawia Maria Przesmycka

• Jak ocenia Pan Profesor propozycje ministerstwa zdrowia dotyczące kształcenia lekarzy?

– Rozumiem intencje ustawodawców. Sytuacja w ochronie zdrowia jest naprawdę trudna. Kształcimy zdecydowanie mniej lekarzy niż przed laty. Mój rok studiów liczył 350 osób, a bywały przecież w Lublinie lata, gdy przyjmowano 500 studentów – dzisiaj na dwóch wydziałach lekarskich naszego uniwersytetu mamy każdego roku łącznie 230 nowych studentów. Niewspółmiernie długo, w stosunku do innych specjalności zawodowych, trwa czas dochodzenia do pełnej samodzielności zawodowej lekarzy – np. chirurg uzyskuje specjalizację w wieku 32-33 lat. Za kilka lat, w wielu specjalnościach grozi nam poważna pokoleniowa zapaść. W najlepiej znanej mi chirurgii, 15 procent specjalistów jest w wieku przedemerytalnym – za 5-7 lat nie będzie ich kim zastąpić. Chęć wypełnienia tej luki przez ustawodawcę jest racjonalna i słuszna, ale niepokoi mnie kompletne nieprzygotowanie logistyczne, organizacyjne proponowanych zmian. Tak radykalnych pomysłów nie da się wprowadzić podpisem ministra z dnia na dzień.

Natomiast zupełnie niezrozumiała jest dla mnie propozycja likwidacji LEP i LDEP, które są jedynym skutecznym narzędziem weryfikacji wiedzy absolwentów i poziomu nauczania w poszczególnych uczelniach. Proszę pamiętać, że właśnie o wprowadzenie obu egzaminów państwowych toczyła się przez lata długa batalia.

 

• Sejmowa Podkomisja Zdrowia usiłuje naprawić błąd ministerstwa, proponując w zamian za LEP wprowadzenie Lekarskiego Egzaminu Końcowego.

– To pocieszające, że posłowie podzielili w tym względzie stanowisko środowisk medycznych. W większości krajów europejskich, a przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych, to dobry wynik medycznego egzaminu państwowego jest dla absolwentów przepustką do najbardziej prestiżowych specjalizacji, a dla uczelni powodem chluby albo inspiracją do poprawy dydaktyki. W kuluarach spekulowano, że likwidując LEP, ministerstwo liczyło na ograniczenie wyjazdów absolwentów medycyny do pracy za granicę. Tamtejsi pracodawcy często wymagali zaświadczenia o zdanym LEP-ie i odbytym stażu podyplomowym.

 

• Który także ma być zlikwidowany…

– Teoretycznie do przyjęcia wydaje mi się przeniesienie praktycznej nauki zawodu na ostatni rok studiów, choć byłaby to bardzo trudna operacja, wymagająca wcześniejszej zmiany całej organizacji szkolenia, począwszy od 1. roku studiów – przeniesienia akcentów z wiedzy teoretycznej na praktyczną naukę zawodu lekarza. Od początku trzeba opracować program każdego przedmiotu, przygotować kadrę, zmienić wieloletnie nawyki, doposażyć uczelnie w nowoczesne pomoce dydaktyczne, stworzyć symulacyjne centra szkoleniowe już wymagane w krajach Unii Europejskiej. A przy tym trzeba jeszcze pamiętać, że program nauczania musi uwzględniać europejskie minimum programowe konieczne do uznania ekwiwalentności naszych dyplomów w Europie, być zgodny z Kartą Bolońską, która reguluje organizację i pewne mechanizmy prowadzenia dydaktyki w uczelniach wyższych. Do tego potrzeba ogromnych pieniędzy, precyzyjnych działań i czasu. Tak radykalne zmiany wprowadza się konsekwentną, ciężką pracą przez kilka, kilkanaście lat.

 

• Tymczasem ministerstwo zdrowia chce rozpocząć wprowadzanie tych zmian od 1 października 2011 roku, a Sejmowa Podkomisja Zdrowia proponuje przesunięcie tego terminu zaledwie o rok.

– W perspektywie roku uczelnia może oswoić się z proponowanymi zmianami. Same życzeniowe pomysły nie rozwiążą problemu. Nie chciałbym, żeby było jak zwykle – najpierw podejmuje się decyzję, a potem w popłochu zaczyna prace merytoryczne. Wprowadźmy te zmiany za kilka lat, ale rzetelnie się do nich przygotujmy, żeby ta reforma nie stała się kolejną fikcją, a rzeczywistą zmianą jakości szkolenia.