Mój Pan… doktor

Mój Pan… doktor

 

Bajadera, zwana też czule Bają – wyjątkowej urody 6-letnia suczka golden retriver – to pierwszy pies w życiu rodziny doktora Lecha Panasiuka. – Muszę przyznać, że wywalczony przez żonę i córkę, które prawie trzy lata wierciły mi dziurę w brzuchu, abym się zgodził na psiego domownika – mówi dr Panasiuk, przyznając, że dzisiaj nie rozumie swego uporu.

– Ten pies zawrócił nam w głowie tak bardzo, że nie możemy już sobie wyobrazić bez Baji życia! Zresztą wszyscy ją uwielbiamy, pewnie dlatego nie ma żadnych zgrzytów, jeśli chodzi o chodzenie na spacery. Rano Baję na przechadzkę zabiera córka Anna (studentka I roku wydziału lekarskiego UM), w środku dnia – Baja spaceruje z moją żoną Beatą, a wieczorami ze mną – opowiada dr Panasiuk.

Doktor podkreśla, że Baja wyłącznie spaceruje. – O szybszych z nią marszach czy, nie daj Boże, bieganiu, musieliśmy szybko zapomnieć. Baja lubi wyłącznie spokojne przechadzki. Kiedy widzi, jak przed spacerem z nią córka zakłada rolki, natychmiast kładzie się na plecach i nie wstaje, aż rolki zostaną zdjęte i schowane!

Inną ulubioną aktywnością Bajadery jest… jazda samochodem. Wyłącznie na przednim siedzeniu i w pasach. – Uwielbienia do samochodów nie oduczył jej nawet wypadek, jakiemu uległa kilka lat temu, kiedy została potrącona przez auto i tydzień czasu spędziła w szpitalu.

W ogóle jest niezwykle pozytywnie nastawionym do życia stworzeniem: praktycznie nigdy nie szczeka, lubi wszystkich ludzi i wszystkie zwierzaki, do domu wpuści każdego, poza tym nie ma skomplikowanych kulinarnych potrzeb – z apetytem wcina suchą karmę, niczego w domu nie niszczy. Po prostu bajka nie pies – śmieje się dr Panasiuk. – No i jak nas wita!!! Dla takiego entuzjazmu i szczęścia chce się wracać!

Anna Augustowska